Jest późno, a ja muszę wstawać z rana do pracy więc będzie krótko. Właśnie wróciłem z przedpremierowego pokazu Strażników i musze powiedzieć jedno - walcie do kina w ciemno bo warto. To jest po prostu dobry film, a w kategorii adaptacja komiksowa jest w pytę! Znam komiks już od dawna i nie wiedzieć czemu spodziewałem się kina akcji. Tak wiem to szalony pomysł, ale jednak i to chyba przez trailery. W czasie projekcji dostałem spokojny i niezwykle stonowany film. Bardzo wierną adaptację, wysmakowaną wizualnie, ale z drugiej strony nie epatującą efekciarstwem i tanimi efektami. Wielkie brawo za odwagę dla realizatorów i kategorię wiekową R chyba, bo momentami film jest brutalny, a całość jest raczej dojrzała. Po reżyserze i jego adaptacji "300" nie miałem wielkich oczekiwań odnośnie tego filmu i bardzo milę się zaskoczyłem. Według mnie ten film mógłby spokojnie obejżeć Moore i nie byłby zły. Niepotrzebnie usuwał swoje nazwisko. Jedyne co mnie zastanawia to, to czy ten film będzie kasowym hitem? Wydajemi się że chyba nie, ale zobaczymy.
Dziękuje jeszcze mojej Monice za znalezienie tego seansu, bo inaczej musiałbym czekać aż do niedzieli i szlag by mnie trafił.
czwartek, 5 marca 2009
#93 Watchmen reż. Zack Snyder scen. Alex Tse i David Hayter
poniedziałek, 2 marca 2009
#92 last.fm
wtorek, 24 lutego 2009
#91 znowu się cieszę jak wariat
Przy okazji byłem ostatnio na spotkaniu z autorem rewelacyjnego komiksu "Trzy Cienie" Cyrilem Pedrosa i taką oto mam pamiątkę:
O samym komiksie jeszcze pewnie napiszę więcej jak znajdę troszkę więcej czasu bo naprawdę warto. Koniec krótkiego wpisu z dupy.
piątek, 20 lutego 2009
#90 na dziewiczym lądzie!
z długo oczekiwaną przeze mnie płytką The Qemists i moim aktualnie ulubionym kawałkiem:
Pamiętam jak w zeszłym roku na heinekenie przez przypadek trafiliśmy z Moniką na ostatnie pół godziny koncertu Fisherspooner'a i od tego czasu uważam że kolesie są niesamowici. Wybawiliśmy się jak wariaci i po powrocie tak mnie na nich wzięło, że ciągle sprawdzałem ich trasę koncertową w poszukiwaniu jakiegoś koncertu w pobliżu. Jaka była moja radość gdy kilka tygodni temu dowiedziałem się że będą na początku czerwca będą grać w Krakowie!! Już cholera nie mogę się doczekać.
Strasznie lubię w takiej muzie że ładuje mnie okropnie pozytywną energią, uwielbiam tańczyć przy niej (tak ja tańczę!) i połączenie elektroniki z żywymi instrumentami, a najlepiej z perkusją i gitarą elektryczną jak u The Qemists. Świetne jest też to że kompletnie się nie znam na tej muzie i chłonę ją jak noworodek mleko matki. Naprawdę czuję się jak na dziewiczym lądzie jak odkrywca czegoś absolutnie nowego i to chyba podoba mi się najbardziej.
ps. tekst pisany w stanie euforii, przy słuchaniu wyżej opisanej muzy i nie sprawdzany więc pewnie bez sensu i z błędami.
#89 Steep reż. i scen. Mark Obenhaus
Pamiętam jak rozmawiałem z Moniką na temat tego filmu i Ona troszkę nie rozumiała takiego pchania się w coraz bardziej ekstremalne sytuacje. Uważała to za objaw skrajnego samolubstwa i wspólnie doszliśmy do wniosku że jeśli robi to osoba samotna to jeszcze jakoś ok. Jednak gdy jest to np ktoś w związku to już nie naraża tylko siebie ale również całą rodzinę w razie własnej śmierci i nie jest to już takie ok. Gdzieś w tym filmie jeden z czołowych narciarzy mówi, że po każdym takim zjeździe czuje się jak nowo narodzony, odkrywa co jest naprawdę w życiu ważne i jest to raczej sposób na życie niż kaprys. Choćbyś nie wiem czego próbował to i tak zawsze wrócisz do pasji. Powiedział również, że tylko w górach i podczas zjazdów naprawdę czuł że żyje. Muszę powiedzieć że w pełni go rozumiem. Kiedyś sam się trochę wspinałem. Mieliśmy bardzo zgraną ekipę i przez kilka miesięcy nie liczyło się dla nas nic innego. Wyjeżdżaliśmy jakieś trzy, cztery razy w tygodniu na ścianę. Jak wracaliśmy to już planowaliśmy kiedy znowu. Jak się komuś nie chciało to reszta go wyciągała i na odwrót. Wtedy naprawdę czułem że żyłem i był to jeden z najlepszych okresów mojego życia. Zdaję sobie sprawę że wspinaczka skałkowa jest znacznie bezpieczniejsza, ale my również przesuwaliśmy za każdym razem swoje granice o troszkę wyżej i podczas powrotu każdy był dumny i szczęśliwy. Podczas takich wyjazdów liczy się tylko osoba towarzysząca której ufasz do granic i skała, która ma swoje kaprysy i bywają takie dni że choćbyś nie wiem co robił to jej nie zdobędziesz, a następnego dnia wszystko staje się proste i osiągalne. Coby nie mówić kurewsko mi brakuje tej adrenaliny w życiu i ciągnie mnie do tego że aż boli czasami. Tylko wtedy naprawdę wiedziałem że żyję, w ruchu, a teraz wegetuję.
wtorek, 10 lutego 2009
#88 Shoot 'Em Up reż. i scen. Michael Davis
Film zobaczyłem u kumpla podczas takiej miłej wizyty z browarkiem. Pamiętam że kiedyś próbowałem to oglądać sam ale odpadłem na początkowej scenie gdy nasz bohater odbiera poród podczas strasznej strzelaniny. Ogólnie w tym filmie jest mnóstwo jakiś durnych scen i można zobaczyć takie ciekawostki jak strzelanie z palców, chyba pierwszą w dziejach historii kina strzelaninę w przestworzach lub strzelanina podczas seksu, co ciekawe zakończoną orgazmem. No i nie można zapomnieć o elemencie edukacyjnym, czyli takim że nasz bohater objada się ciągle marchewkami bo są zdrowe no i jak można się przekonać podczas seansu świetnie sprawdzają się jako narzędzie do zabijania. Oczywiście nie może zabraknąć zwolnionych ujęć podczas strzelanin jak u Johna Woo i ogólnie wszelkich oklepanych schematów. Główny bohater nie znosi broni bo kiedyś jakiś wariat zabił mu żonę i dziecko (normalnie jak u Punishera) co oczywiście nie przeszkadza mu być najlepszym strzelcem świata. Od pierwszej sekundy wiemy kto jest dobry a kto zły i tak dalej.
Nie wiem co mnie podkusiło żeby zobaczyć ten film (tak bo to ja wybrałem co będziemy oglądać, ale w sumie i tak wybór był kiepski), ale muszę przyznać, że jak ogląda się go w towarzystwie pełnym szydery, z piwkiem w ręku i bardzo dużym dystansem do idiotyzmów jakie widzimy na ekranie to można się dobrze bawić. Wyszła z tego taka komedia z bardzo dużą ilością akcji i kretynizmów więc kto co lubi.
wtorek, 3 lutego 2009
#87 Przybysz scen. i rys. Shaun Tan
Cały album jest niemy a wizualna strona tego komiksu to istny majstersztyk. Największe wrażenie robią na mnie całostronicowe kadry przedstawiające panoramę miasta. Niezwykle szczegółowe, które można oglądać długo i wiele razy i zawsze znajdziemy coś nowego. Świetna jest również scena przedstawiona za pomocą dwunastu małych kadrów na stronie. Rozmowy naszego bohatera z celnikiem na granicy. Nie widzimy rozmówcy, tylko reakcje i zakłopotanie naszego bohatera. Za pomocą prostej metody autor otrzymał wspaniały efekt.
Muszę przyznać że jakoś nigdy nie kupowałem niemych komiksów bo dla mnie to oglądanie (bo o czytaniu raczej nie ma mowy) na 15 min i trochę szkoda mi pieniędzy, które mogę przeznaczyć na coś innego. Jednak do tego albumu będę wracał jeszcze nie raz, bo bardziej traktuję go jak album ze świetnymi grafikami, a nie jak komiks. Swój album dostałem na urodziny sprowadzany z zagranicy, ale gdyby tak się nie stało, na pewno kupiłbym już za kilka dni polskie wydanie bo jak dla mnie to jeden z najlepszych komiksów tego roku, co wnioskuję z zapowiedzi naszych rodzimych wydawców.