Alejandro Jodorowski przyzwyczaił mnie już do tego, że w swoich opowieściach pod pretekstem snucia jakiejś historii głównie analizuje okrucieństwo i zło jakie potrafią serwować sobie ludzie nawzajem z różnych powodów. Równocześnie nie odmawiając sobie prawa do epatowania tym wszystkim. Ten komiks pogłębił tylko moją małą teorię, a przy okazji pokazał jak świetnie scenarzysta rozumie zasady na jakich działa gatunek zwany westernem. Bouncer to klasyczna opowieść o poganiaczach bydła. Poznajemy historię trzech braci od ich narodzenia, wspólnego dojrzewania i pierwszych przestępstw, przez wielką kłótnię, która rozdzieliła ich na wiele lat i doprowadziła do smutnego finału. Chodź spędzili swe życia w dużej mierze osobno, to cały czas przeplatały się ich losy i nawet jeśli nie wiedzieli o tym, to cały czas oddziaływali na swe życia.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Alexandro Jodorowsky. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Alexandro Jodorowsky. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 26 stycznia 2012
#130 Bouncer scen. Alejandro Jodorowsky rys. François Boucq
Sam komiks to opowieść bardzo złożona i dobrze przemyślana. Od pierwszej strony widać, że wszystko tutaj jest na swoim miejscu praktycznie nie ma żadnego zbędnego kadru. Postacie, które są na początku epizodyczne i wydają się tylko mało istotnym tłem, w późniejszej części komiksu okazują się ważnymi dla fabuły. Wszystko się z sobą łączy w sensowny sposób. Jest to również bardzo ponura i smutna historia, w której nawet jeśli już pojawiają się pozytywne akcenty, to tylko po to, aby zakończyć się w przerażający sposób. Jak to chyba zawsze u Jodorowskiego, tak i tutaj mamy kontakt z morderstwami, zdradami, ludobójstwem, matka głównych bohaterów jest prostytutką, skąpstwem, mordującymi się nawzajem rodzinami i wieloma innymi okropieństwami tego świata.
Mnie najbardziej spodobała się cała konstrukcja fabuły. Historia jest zawarta w pięciu numerach i rozpoczyna się jako typowa opowieść o zemście. Poznajemy młodego chłopaka, któremu zbuntowani żołnierze konfederatów po przegranej wojnie zabijają rodziców. Naszemu głównemu bohaterowi cudem udaje się uciec od śmierci. Następnie odnajduje swojego wuja, tytułowego Bouncera będącego wykidajłom w podrzędnym saloonie. W tym momencie byłem pewien, że do samego końca komiksu fabuła będzie opowiadać drogę do zrealizowania zemsty. Jakże klasycznego tematu w westernach. Jednak wielkim zaskoczeniem dla mnie okazał się fakt, że czyn ten został już zrealizowany pod koniec drugiego tomu historii. Cała historia zapomina o naszym młodzieńcu, a głównym bohaterem opowieści zostaje Bouncer. Dzięki temu zabiegowi śledzimy losy bohatera nieszczęśliwego, wiecznie prześladowanego z powodu swego kalectwa i walczącego z wszelkimi przeciwnościami losu, które bardzo licznie dostarczało mu życie.
Co do warstwy graficznej, trzeba przyznać, że dobrze oddaje klimat komiksu. Bardzo realistyczna kreska, utrzymana w raczej pastelowej palecie świetnie oddająca piaskowe i raczej pozbawione zieleni krajobrazy amerykańskiej prerii. François Boucq dobrze wyczuł pesymistyczny klimat całej opowieści i przelał to uczucie na swe ilustracje. Jednak to jak dobrze tym dwóm twórcom współpracuje się razem można też zaobserwować przy innej ich pracy, a mianowicie "Księżycowa Gęba" również wydanej w naszym kraju.
Co do wydania, to jak zwykle jest to świetna robota, do czego Egmont już zdążył przyzwyczaić swoich czytelników serią Plansze Europy. Wszystkie pięć tomów zebrane w twardej oprawie na kredowym (chyba, w każdym bądź razie na gładkim) papierze, ze świetnymi kolorami. Co prawda cena poraża jak na wydanie za jednym zamacham, ale w przeliczeniu na ilość albumów w środku to wcale nie jest tak drogo. Brakuje tylko może jakiś dodatków w tomie, ale widać nie można mieć wszystkiego.
Dla mnie Bouncer to dobrze zrealizowany western z ciekawą opowieścią, świetnymi wielowymiarowymi bohaterami, który jest świetnie przemyślany i opowiedziany od początku do końca. Gdybym był fanem westernu postawiłbym go obok klasyki gatunku na półce i dołączyłby do moich ulubionych dzieł. Niestety nie jestem i dlatego dla mnie jest to po prostu dobry komiks. Chodź muszę zauważyć, że przeczytałem go już tydzień temu, a on nadal siedzi w mojej głowie, co często się nie zdarza. Może przyjdzie jeszcze czas kiedy będę musiał zrewidować swoje zdanie na temat tego dzieła.
wtorek, 17 lipca 2007
#10 Juan Solo scen. Alexandro Jodorowsky, rys. Georges Bess
Tytułowy bohater Juan Solo to wyrzutek. Zaraz po porodzie został porzucony na śmietnik, gdzie znalazł go karzeł transwestyta, który wychowywał go jak mógł najlepiej na tym plugawym świecie. Nasz pupilek jednak z przyczyn niezależnych od niego musiał się szybko uniezależnić i zacząć dbać o siebie, co poszło mu całkiem łatwo. Najpierw został szefem małego gangu, następnie przy pomocy morderstw i oszustw został szefem ochrony senatora, by w końcu po zaskarbieniu sobie jego zaufania został prywatną ochroną jego małżonki (z czasem również kochankiem) i syna. Na końcu jednak przy pomocy niesamowitych zbiegów okoliczności i zawirowań fabuły zostaje jeszcze świętym. Tak pokrótce można opisać fabułę tej krótkiej, bo czterotomowej serii.
Wszyscy Ci którzy mieli już w jakikolwiek sposób kontakt z Jodorowsky'm , czy to przez komiks, czy poprzez film to doskonale wie czego się można spodziewać po tej serii. Jest to opowieść tylko dla dorosłych w której spotkamy się z: morderstwami, wulgarnym językiem, seksem, kazirodztwem, mutacjami i jeszcze kilkoma rzeczami. Fabuła jest naprawdę wciągająca i ciekawa, czyta się to jednym tchem i zakończenie jest naprawdę zgrabnie pomyślane. Sam scenariusz dostał główną nagrodę za scenariusz na prestiżowym Alph'art w 1996 roku na festiwalu w Angulerne.
Co do rysunków to trzeba przyznać że Bess świetnie się wywiązał ze swojego zadania. wszystko pięknie ze sobą współgra, paleta kolorów oparta na chyba pastelach dobrze podkreśla klimat wszechogarniającego brudu i niegodziwości.
Podsumowując jest to komiks do cna zły i okropny, nie ma w nim chyba żadnych pozytywnych wartości, ale dzięki temu możemy się z niego wiele nauczyć i co najpiękniejsze na samym końcu jest dalej tak samo jak na początku. Dla mnie ta seria jest jak najbardziej na 5/6 i gorąco polecam pod warunkiem że jesteście pełnoletni.
Wszyscy Ci którzy mieli już w jakikolwiek sposób kontakt z Jodorowsky'm , czy to przez komiks, czy poprzez film to doskonale wie czego się można spodziewać po tej serii. Jest to opowieść tylko dla dorosłych w której spotkamy się z: morderstwami, wulgarnym językiem, seksem, kazirodztwem, mutacjami i jeszcze kilkoma rzeczami. Fabuła jest naprawdę wciągająca i ciekawa, czyta się to jednym tchem i zakończenie jest naprawdę zgrabnie pomyślane. Sam scenariusz dostał główną nagrodę za scenariusz na prestiżowym Alph'art w 1996 roku na festiwalu w Angulerne.
Co do rysunków to trzeba przyznać że Bess świetnie się wywiązał ze swojego zadania. wszystko pięknie ze sobą współgra, paleta kolorów oparta na chyba pastelach dobrze podkreśla klimat wszechogarniającego brudu i niegodziwości.
Podsumowując jest to komiks do cna zły i okropny, nie ma w nim chyba żadnych pozytywnych wartości, ale dzięki temu możemy się z niego wiele nauczyć i co najpiękniejsze na samym końcu jest dalej tak samo jak na początku. Dla mnie ta seria jest jak najbardziej na 5/6 i gorąco polecam pod warunkiem że jesteście pełnoletni.
Subskrybuj:
Posty (Atom)