poniedziałek, 23 marca 2015
#388 Ed Harrington - popkultura z IKEA
piątek, 13 lutego 2015
#378 100% Soft
środa, 25 lipca 2012
#156 Prometeusz, reż. Ridley Scott, scen. Damon Lindelof i Ridley Scott
Byłem, zobaczyłem i dobrze się bawiłem. Przed seansem przeczytałem kilka recenzji i przyznam nastawienie do filmu miałem dość marne. Teraz już po obejrzeniu zastanawiam się, o co chodzi tym wszystkim krytykantom. Zdaję sobie sprawę z wielu braków tego filmu i wiem, że daleko mu do arcydzieła. Jednak z drugiej strony wydaje mi się, że to całe psioczenie na Prometeusza zrobiło się tak jakby modne i teraz każdy kto tylko może na niego narzeka.
Prometeusz rozpoczyna się jak rasowe kino SF. Grupa naukowców odnajduje w jakiejś zapomnianej przez czas jaskini malowidła przedstawiające ludzi oddających cześć jakiejś sporych rozmiarów postaci wskazującej na pewny szczególny układ planet. Jakby tego było mało takie same obrazy odnajdują rozmieszczone na całej kuli ziemskiej na przestrzeni całej naszej historii i w przeróżnych kulturach. Kilka lat później zostaje skompletowana załoga statku „Prometeusz” składająca się z samych ekspertów w swoich dziedzinach, aby odnaleźć i zbadać planety wskazywane na malowidłach. Jak wszyscy pewnie się domyślają to, co znajdą na miejscu na pewno nie będzie tym, czego szukali i dość mocno im się to nie spodoba.
Jeśli wziąć ten film, jako całkiem osobną opowieść, a nie, jako origin Obcego to jest to dobre kino rozrywkowe z wszelkimi tego plusami i minusami. Pierwsza godzina filmu, w szczególności, pokazuje jak przyjemnym i dobrym kawałkiem kina on jest. Mianowicie jest to film SF pełną gębą. Starający się zadawać trudne pytania i doskonale czerpiący inspiracje z klasyki gatunku. Będący opakowany w mnóstwo gadżetów, podróż kosmiczną i wszystko to, co takie kino powinno mieć. Dla mnie pierwsza scena, w której pojawia się android David grany przez świetnego Michaela Fassbendera to mistrzostwo formy przypominające mi takiego klasyka jak 2001: Odyseja kosmiczna. Późniejsze sceny samotnej egzystencji podczas długiej podróży ku celu naszego bohatera też świetnie się wpisują w kanon gatunku. Jednak, gdy już minie pierwsza połowa filmu to zaczyna się dziać coraz gorzej i tu znajduję kilka powodów do narzekań. Film nagle z dobrego SF zmienia się w głupkowaty horror z grupą nastolatków zamkniętych w jakimś pomieszczeniu z mordercą grających w grę: Kto z nas przeżyje do końca? Dodając do tego dziury w scenariuszu i samobójcze zachowanie, co po niektórych członków załogi to jestem w stanie zrozumieć wszelkie narzekania na ten film.
Jak już wspomniałem powyżej dodatkowo, jeśli ktoś idzie do kina na ten film jak na genezę powstania Aliena to mocno się zawiedzie. Jednak nie rozumiem takiego zachowania bo sam Ridley Scott w wywiadach mówił, że Prometeusz nie ma być czymś takim. Co prawda występują w nim jakieś nawiązanie do serii tych filmów, dodatkowo cały obraz czerpie z tego świata i stylistyki H. R. Gigera jednak jest on całkiem inną opowieścią tylko luźno powiązaną z tym światem. Dlatego też uważam, że jeśli potraktujemy ten film, jako całkiem osobną historię to nagle okazuje się całkiem przyjemnym kinem rozrywkowym pozwalającym miło spędzić dwie godziny seansu.
Jeszcze jednym, ale bardzo ważnym aspektem o którym nie wspomniałem jest strona wizualna filmu. Fenomenalne zdjęcia zrealizowane przez Dariusza Wolskiego ze szczególnym uwzględnieniem początkowej sekwencji nakręconej w Islandii oraz scen przedstawiających samotną egzystencję androida Davida. Sceny te są po prosu piękne. Tworzą wspaniałą kompozycję wraz z dźwiękiem, które należałoby oglądać wyłącznie w kinie lub na rzutniku. W każdym bądź razie raczej w wielkim formacie i ze świetnym dźwiękiem. Cała strona techniczna filmu została dopieszczona w każdym najdrobniejszym szczególe wraz z olbrzymim statkiem kosmicznym, jego wnętrzem, a kończąc na całej koncepcji wyglądu obcej cywilizacji.
Na początku film jest interesujący i mocno w klimacie SF. Później zamienią się trochę w horror przez co trzyma lekko w napięciu, a momentami z powodu dziur scenariusza niezamierzenie nawet śmieszy. Niespodziewanie z powodu takich zmian klimatu otrzymujemy film przy którym nie sposób się nudzić. Dzieło czysto rozrywkowe sprawiające autentyczną frajdę i relaks, a chyba właśnie o to chodzi w takim kinie.








