Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Avengers. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Avengers. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 19 lutego 2015

#380 House of M, scen. Brian Michael Bendis, rys. Olivier Coipel

IMG_20150216_213528Komiks ten jest bezpośrednią kontynuacją Avengers: Disassembled u nas lepiej znany jako Upadek Avengers, który to wspominam naprawdę źle. Z tyłu okładki wtedy przeczytałem, że to niesamowita opowieść pełna zapierającej dech w piersi akcji na zawsze zmieniająca świat superbohaterów. Z pewnością tak było w kilku przypadkach, w końcu trochę postaci zginęło. Jednak całość okazała się bez polotu historią pełną bezmyślnej naparzanki pomiędzy drużyną wspaniałych, a obcą rasą (o ile jeszcze dobrze pamiętam) zakończona dość efektownym występem Scarlet Witch. Ona jedna zakończyła całą walkę, zabiła kilka postaci, zniszczyła rezydencję Mścicieli i doprowadziła do rozwiązania ich grupy pozostawiając przy okazji czytelników z wieloma pytaniami.


Odpowiedzi na nie wszystkie (przynajmniej w zamyśle twórców) znajdą oni w omawianym przeze mnie komiksie. Wszystko rozpoczyna się z chwilą, gdy Avengers wraz z X-Men dochodzą do wniosku, że Scarlet Witch jest zbyt potężna, aby można ją zostawić sobie samej. Dlatego też postanawiają się spotkać i omówić co należałoby z nią zrobić w obecnej sytuacji. Gdy próbują wspólnie odnaleźć swoją koleżankę, nagle zalewa ich oślepiające białe światło, a potem budzą się w nowym świecie. Świecie rządzonym przez mutantów pod przywództwem Magneto i jego dwójki dzieci Quicksilvera i Wandy Maximoff. Wszyscy wyglądają na szczęśliwych i tylko jeden Wolverine pamięta jak było na prawdę. Czy uda mu się wszystko odkręcić?


IMG_20150216_213658Szczerze powiem, nie mam zielonego pojęcia co mnie skłoniło, aby kupić ten komiks, a potem co gorsze go jeszcze przeczytać. Przecież po koszmarnym Upadku Avengers miałem przedsmak tego co mnie czeka. Już dawno się tak nie wymęczyłem podczas lektury, a w jej trakcie nawet zastanawiałem się czy nie rzucić tego w kąt. Fabuła jak zwykle jest tak skonstruowana, aby móc przedstawić kolejne sceny durnej rozpierduchy. Zaskakujące zwroty fabularne są tak słabe, że można przy nich tylko ziewać i trzeba być imbecylem aby ich nie przewidzieć. Jakby tego było mało wszystko zostało koszmarnie narysowane. Na niektórych kadrach Cyclop wygląda jakby posiadał kwadratową (dosłownie) głowę na jakimś klocku mającym przypominać szyję. Co ciekawe brzydota dosięga głównie jego, cała reszta nie wybija się za to ponad przeciętność. Co prawda podoba mi się wątek Wolverina jako jedynego, który pamięta prawdę i starającego się to wszystko odkręcić. Świetnie został przedstawiony utopijny świat, gdzie każdy z bohaterów otrzymał to czego zawsze najbardziej pragnął. Przez co zobaczyliśmy Magneto w całkiem innym świetle. No i Spider Man. Postać która działa na mnie alergicznie i po prostu jej nie znoszę, tym razem była ciekawa i niezbyt irytująca. Co mocno mnie zaskoczyło. Widać jak się chce, to można napisać ją w ciekawy sposób, a nie jako głupka ciągle rzucającego durnymi i kiepskimi żartami. Jednak co z tych kilku pozytywów skoro całość jest tak drętwo napisana, że czytelnika ogarnia senność? To ma być komiks akcji gdzie podczas lektury powinniśmy nerwowo przewracać kolejne kartki w napięciu co będzie dalej.  Tymczasem jest po prostu nudny.


Dla mnie tytuł ten to w sumie jeden wielki zawód. Wymęczyłem się na nim okropnie i z trudem dotarłem do końca.  W moim odczuciu nie nadaje się nawet na odmóżdżającą rozrywkę po ciężkim dniu. Skoro wokół jest tyle lepszych tytułów idealnie się do tego nadających, a przy okazji nie obrażających inteligencji czytelnika. Po raz kolejny upewniłem się że Marvel, poza kilkoma wyjątkami, to nie jest wydawnictwo dla mnie.


[gallery columns="4" link="file" ids="3805,3806,3807,3808"]

ps. Jeśli podobał Ci się ten wpis, to proszę nie blokuj reklam na tym blogu. W ten sposób możesz mi podziękować za tekst i pracę włożoną w jego powstanie.

piątek, 13 lutego 2015

#378 100% Soft

Wędrując gdzieś po odmętach internetu natrafiłem na informację o bieżącej wystawie prezentującej prace amerykańskiego artysty 100% Soft w Gallery 1988 w Los Angeles. Artysta ten w cudowny sposób pokazuje całe zjawiska pop kulturowe na jednej grafice. Czy to jakiś film, serial czy teledysk, które już na stałe weszły do naszej świadomości. Przy okazji lekko je przetwarzając za pomocą swojej pięknej kreski przywodzącej w pamięci stare gry pixel artowe z widokiem z góry. No dobra, dość gadania i zapraszam do oglądania.





niedziela, 10 marca 2013

#205 cotygodniowa zeszytówka #45

Uncanny Avengers 004Uncanny Avengers #4, Marvel

scenarzysta: Rick Remender, rysunek: John Cassaday

Kolejny numer dobrej serii, świetnie skomponowany z odpowiedniej ilości akcji oraz momentów do zadumy. Red Skull wykorzystując swe moce cały czas manipuluje Avengersami. Zmienia otaczający ich świat w prawdziwy koszmar,  przez co często omyłkowo stają do walki przeciw samym sobie. Świetnie zostało to zaprezentowane zwłaszcza podczas rozmowy RS z Kapitanem Ameryką, podczas, której czarny charakter stara się wmówić naszemu bohaterowi, że nie ma już ameryki za którą walczył. Przy okazji dostaje się też samym amerykanom w całkiem ciekawy sposób, celnie uwypuklając ich kilka wad. Ciągłe manipulacje otaczającego świata są również ciekawe dla samego czytelnika, ponieważ wymuszają na nim śledzenie fabuły z większym skupieniem. Momentami można się poczuć równie zagubionym jak Avengersi. Warto również zwrócić uwagę na samą konstrukcję tego zeszytu. Na początku jest akcja, manipulacja otaczającym światem i odpowiednie działania wszystkich do otaczającej ich rzeczywistości. Następnie RS znika, a wraz z nim wszechogarniająca mistyfikacja. Wtedy każdy dochodzi do siebie i powoli zaczyna sobie zdawać sprawę z tego co tak naprawdę uczynił i następuje wielki moralny kac, który przekłada się również na czytelnika i trzyma go w takim odczuciu już do samego końca numeru. Ciekawe zagranie ze strony scenarzysty, dzięki czemu numer zasługuje na uznanie.


Avengers v5 006Avengers #6, Marvel


scenariusz: Jonathan Hickman, rysunki: Adam Kubert

Jonathan Hickman opowiada historię kolejnej dziwnej i chyba raczej nikomu niepotrzebnej postaci. Tym razem jest to Tamara Devoux ukrywająca się pod pseudonimem Universe. Jednak trzeba przyznać, że scenarzysta podszedł do tematu ciekawie i przedstawił losy tej postaci jakby naprawdę była kosmosem zaczynając całą opowieść od wielkiego wybuchu. Wygląda całkiem efektownie, ale tak naprawdę nic nie wnosi do fabuły. Kolejnym całkowicie zbędnym momentem zeszytu jest występ Spider-mana, który sprzecza się z Cannonballem oraz Sunspotem na temat sałatki warzywnej. Scena stworzona chyba tylko dlatego aby podnieść liczbę super bohaterów w numerze. Numer jak zwykle kończy się czymś wielkim i tym razem zapowiada się na naprawdę coś sporego. Życzyłbym sobie, aby z tego powodu w końcu coś zaczęło się dziać w tej serii, bo jak na razie jest to dla mnie największa pomyłka Marvel Now.


All-New X-Men 008All New X-Men #8, Marvel


scenariusz: Brian Michael Bendis, rysunki: David Marquez

Numer rozpoczyna się dość ważną dla dalszej części opowieści sceną, jednak równocześnie dość nudną i słabą . Czytelnik jest świadkiem rozmowy Warrena ze swoją późniejszą wersją, czyli Archangelem, który tylko utwierdził go w przekonaniu, że spotka go coś złego w przyszłości. Wzbudza to w nim jeszcze większą panikę. Dalej następuje prawie całkowicie zbędna i głupia scena walki dwóch skrzydlatych bohaterów z armią Hydry, która właśnie postanowiła zaatakować Avengers Tower. Wydarzenie to jest nudne, pozbawione napięcia oraz humoru, który jest cały czas obecny w tej serii, a sami żołnierze Hydry są po prostu brzydcy. Jednak dzięki temu, pojawiają się Avengers i odkrywają, że jest dwóch aniołów. To co następuje później to moim zdaniem najlepsza scena tej serii jak na razie. Mianowicie Captain America przylatuje do siedziby X-Men i ucina sobie pogawędkę z Henrym, a Kitty Pryde wraz z Icemanem komentują ich na bieżąco i robią to genialnie. W pełni i z humorem oddając to, co dzieje się w tle każdego kadru ilustrującego tą scenę. Bendis pokazał klasę, jako scenarzysta. Numer kończy się sceną popisową Warrena, któremu puszczają nerwy i za wszelką ceną chce wrócić do swoich czasów. Wszystko jednak wraca do normy dzięki Jean Grey i jej super mocą, która  jawi się jako osoba w pełni kontrolująca już swoje moce. Rudowłosa piękność może w przyszłości okazać się mistrzynią ironii i ciętej riposty.

niedziela, 3 marca 2013

#204 cotygodniowa zeszytówka #44

Avengers_5Avengers #5, Marvel

scenariusz: Jonathan Hickman, rysunki: Adam Kubert

Piąty numer restartu przygód Avengers opowiada historię powstania nowego super bohatera Smasher'a. W jego rolę wcieliła się zwykła dziewczyna Isabel Dare dorastająca, gdzieś na zapomnianej farmie w Iowa. Tam wiodła spokojne życie, dopóki nie znalazła i nie przymierzyła tajemniczych czerwonych gogli znalezionych gdzieś na polu uprawnym. Po tym incydencie, nasza bohaterka została przemieniona w członkinię imperialnej straży planety Shi'ar. Niby jest w tym zeszycie wszystko, co powinno się składać na dobrą historię o super bohaterach, a ja nie jestem zadowolony. Jest origin nowej postaci (przynajmniej dla mnie), wielka bitwa na obcej planecie z udziałem obcej floty i kilku członków Avengers, wielki cliffhanger na koniec zapowiadający nadejście czegoś wielkiego, a ja w sumie nie mogłem się doczekać już końca. Podczas lektury czułem się zagubiony. Miałem uczucie jakbym właśnie rozpoczął jakąś serię od środka. Nie znając wcześniejszych wydarzeń, bohaterów i całego świata. Ponad to sama historia jest w sumie nudna. Dziewczyna znajduje jakiś gadżet, okazuje się on zbroją i zarazem bramą do nowego świata, gdzie zostaje wielkim i wspaniałym bohaterem. Ileż to już razy czytałem podobną historię? Jestem po pięciu zeszytach tej serii i mocno się zastanawiam i moim zdaniem jest to raczej kiepska lektura.


Aquaman009Aquaman #9, DC Comics


scenarzysta: Geoff Johns, rysunki: Ivan Reis

Przez pierwszą połowę numer czytelnik otrzymuje sporo akcji. Na początku Black Manta, nadal polujący na byłych członków super grupy Aquamana, natrafia na Prisonera. W wyniku czego obaj panowie są zmuszeni do stoczenia walki na śmierć i życie. Następnie akcja przenosi się do Amazońskiej dżungli, gdzie nasz bohater w towarzystwie Ya'Wary walczy z ludźmi BM. Wszystko odbywa się dość sprawnie i nawet ma jakiś sens. Z kolei druga połowa numeru to przesłuchanie, które przeprowadza Mera na biednym profesorze Shin. Czytelnik dowiaduje się z niego, co łączy głównego bohatera z profesorem oraz poznaje genezę wrogich stosunków pomiędzy Aqumanem, a BM i to jest znacznie lepsza część numeru. Historia konfliktu została ciekawie wyjaśniona. Zostały w to wmieszane całkiem sprawnie rodziny tych bohaterów i czyta się tą opowieść całkiem przyjemnie. Dodatkowym plusem numeru jest nawet jego strona graficzna, chodź nadal tworzona przez Ivana Reisa, na którego narzekałem tutaj już wiele razy. Może bardziej się przyłożył, lub w końcu podszkolił warsztat. Nie jest to ważne. Najważniejsze, że widać różnicę i nawet jeden kard spodobał mi się bardzo! Oby tak dalej, bo w końcu zaczyna być to w miarę w porządku czytadłem.


The Manhattan Projects_004The Manhattan Projects #4, Image Comics


scenariusz: Jonathan Hickman, rysunki: Nick Pittara

Kolejna porcja pięknej i ciekawej fantastyki naukowej. W dzisiejszym odcinku Einstein nie mogąc sobie poradzić z odkryciem przeznaczenia tajemniczego, niby monolitu stojącego u niego w pokoju, decyduje się poprosić o pomoc. Dlatego też udaje się do swego młodszego kolegi po fachu Feynmana. Ku memu zdziwieniu młodszemu naukowcowi nie zajmuje długo odkrycie przeznaczenia tajemniczego obiektu i dzięki temu dostałem odpowiedź na jedno z dręczących mnie pytań od kiedy sięgnąłem po pierwszy zeszyt. Zostaje również wyjaśniona historia, jak Einstein wszedł w posiadanie tajemniczego artefaktu, co mile mnie zaskoczyło. Cały numer, zresztą jak cała seria, to świetna rozrywka opowiadająca fikcyjne losy znanych naukowców. Jednak z drugiej strony, gdyby tak pozwolić sobie na niczym nie skrępowaną fantazję, to kto wie co tam się dzieje przy najbardziej tajnych projektach rządowych? Z pewnością wszyscy fani teorii spiskowych i S-F mają okazję spędzić kilkadziesiąt minut przy ciekawej i inteligentnej rozrywce.

niedziela, 3 lutego 2013

#198 cotygodniowa zeszytówka #40

AT_11Adventure Time #11, BOOM! Studios

scenariusz: Ryan North, Zac Giallongo  rysunki: Shelli Paroline, Braden Lamb, Zac Giallongo

Adventure Time to seria, o której nie umiem powiedzieć nic złego. Historie są świetne, bohaterowie ciekawi i wzbudzający sympatię. Całość jest ślicznie narysowana i jakby tego było mało, to w każdym numerze znajduje się zawsze sporo odwołań do popkultury. Tym razem moja ulubiona para bohaterów w raz z wampirzycą Marceline udają się do wnętrza BMO, ich żywej konsoli do gier, aby przejść najtrudniejszą grę w dziejach elektronicznej rozrywki Super Guts Punch 3. Od tego momentu ilustracje w komiksie zmieniają się w przepiękną pikselową grafiką. Podczas, gdy bohaterowie opowieści przechodzą kolejne poziomy, twórcy oddają hołd takim klasykom gier 8-biotwych jak Donkey Kong, Q*bert, Super Mario Bros oraz jeszcze dwóch innych gier, w które zagrywałem się jako dzieciak, ale nie jestem w stanie już podać ich nazw. Takie zagrania wzbudzają we mnie olbrzymi podziw i sprawiają, że na każdy kolejny numer czekam z wielką niecierpliwością. Twórcy w ciekawy sposób pokazują, jak można się bawić z formułą komiksów i jak niezwykle kreatywne oraz pojemne może być ta dziedzina sztuki. Za każdym razem, gdy sięgam po kolejny numer to kompletnie nie wiem czego mogę się w nim spodziewać. Jednak zawsze jestem pewien, że autorzy po raz kolejnym mnie zaskoczą czymś nowym.


Avengers 003Avengers #3, Marvel


scenariusz: Jonathan Hickman, rysunki: Jerome Opeña

Numer w którym dochodzi do wielkiej konfrontacji z pomiędzy Avengers, a stworzycielem światów Ex Nihilo. Jednak nadal jedynym plusem tego komiksu są niesamowite rysunki Jerome Opeñy, na którego pracę nadal nie mogę się napatrzyć. Chętnie nabyłbym jakiś artbook z jego grafikami, albo jakiś plakat powiesił na ścianie. W większej skali musi prezentować się genialnie. Wracając jednak do samej fabuły. Ex Nihilo powołuje do życia swojego Adama, który niestety nie jest tak doskonały jak oczekiwał tego jego Twórca. Później pojawiają się mściciele w sporym składzie, dochodzi do walki i ratują świat. Ze smutkiem trzeba przyznać, seria jak na razie nie zachwyca od strony fabularnej. Jednak  na samym końcu numeru pada odpowiedź na odwieczne pytanie: dlaczego Ziemia jest taka wyjątkowa? Kapitan Ameryka, jak przystało na człowieka, odpowiedział niezwykle skromnie przez co otworzył chyba furtkę do kolejnych najazdów naszej planety przez wszystkich kosmicznych szaleńców. Może dzięki temu seria stanie się chodź trochę ciekawsza.


Avengers 004Avengers #4, Marvel


scenariusz: Jonathan Hickman, rysunki: Adam Kubert


Stało się najgorsze, co mogło się wydarzyć dla tej serii. Wydawcy zmienili rysownika i pozbawili serię jej największego atutu. Co prawda, teraz za oprawę graficzną odpowiada Adam Kubert, więc nadal jest dobrze. Jednak to już nie to samo, jak w poprzednich trzech numerach. Historia natomiast skupia się na dwóch wątkach. Z jednej strony poznajemy losy Hypierona. Jak dorastał, stawał się bohaterem oraz jego drugą mroczniejszą stronę, która na razie została tylko zasygnalizowana. Drugi wątek natomiast skupia się na kilku członkach Avengers, którzy udają się do Savega Land gdzie natrafiają na naukowców A.I.M. oraz szóstą jakby bombę, która została zrzucona na Ziemię przez Ex Nihilo . Oczywiście wynikły z tego jakieś perturbacje, trochę walki. Jednak patrząc na całokształt to wydaje mi się on monotonny i jakoś cały czas nie może się rozkręcić. Akcja jest nudna, momentami teksty są stanowczo za poważne i jakoś sztucznie nadęte. Postawa Hyperiona z jego "Truth without compromise" jest tak bohaterska i szlachetna, że aż śmieszna. Już chyba wolałbym, aby ta seria była czystą i przyjemną nawalanką jak chociażby niedawny Avengers vs X-Mem, które zapewniały przynajmniej dobrą rozrywkę. Tutaj nie ma zabawy, a tym bardziej jakiś poważniejszych treści.


niedziela, 30 grudnia 2012

#188 cotygodniowa zeszytówka #35

Avengers 002-Zone-000Avengers #2, Marvel


scenariusz: Jonathan Hickman, rysunki: Jerome Opeña


Jak dla mnie, jest to najlepiej narysowana seria z wszystkich jakie aktualnie czytam i ten numer tylko to potwierdza. Jest tak wysmakowany wizualnie, że nie potrafię przestać na niego patrzeć. Jeśli chodzi natomiast o fabułę, to jest równie dobrze. Zostaje przedstawiona realizacja planu Kapitana Ameryki oraz Iron Mana, który zakłada stworzenie wielkiego oddziału super bohaterów do walki z coraz większym niebezpieczeństwem. Dzięki temu mamy możliwość zobaczyć jak była rekrutowana masa herosów z Wolverinem, Spider-manem, Shang-Chi, Spider-Woman oraz Captain Marvel na czele. Każdy z różnych powodów oraz pobudek, z czego rekrutacja Logana przypadła mi najbardziej do gustu. Zostało zrobione to z poczuciem humoru, a równocześnie świetnie pasujące do postaci.  Wszyscy oni zostają zgromadzeni, aby mogli wspólnie wyruszyć na największą i najtrudniejszą walkę w swym życiu, która odbędzie się na czerwonej planecie. Równocześnie czytelnik poznaje historię tajemniczej postaci z Marsa, stworzyciela światów oraz najstarszej rasy we wszechświecie Budowniczych.  Jest to opowieść o przemierzaniu całego kosmosu od niepamiętnych czasów w poszukiwaniu zamieszkałych planet, a potem kształtowania oraz rozwoju ich według widzi mi się najeźdźców. Całość czyta się bardzo przyjemnie i pomimo tego, że jest to komiks o super bohaterach, to nie jest to typowa nawalanka pełna akcji. Seria warta, aby się z nią bliżej zapoznać.


Saga 008-Zone-000Saga #8, Image Comics


scenariusz: Brian K. Vaughan, rysunki: Fiona Staples

Podoba mi się w jaki sposób rozwija się ta seria. Cały czas jest prowadzony główny wątek, co chwilę przerywany jakąś retrospekcją, która w piękny sposób uzupełnia całość. Niby nic nowego, ale w tym przypadku jakoś wszystko razem z z sobą świetnie współgra. Tym razem czytelnik poznaje losy pierwszego spotkania naszej pary bohaterów Marko i Fiony. Jako przedstawiciele dwóch walczących ras, On przebywał w więziennej celi, a Ona była jego strażniczką. Cała ta sytuacja jest streszczona za pomocą ich córki w roli narratorki, której słowa w ciekawy sposób kontrastują z obrazem. W teraźniejszości fabuły natomiast pokazane jest, jak Fiona powoli zaczyna się lubić ze swym teściem oraz dowiadujemy się prawdy o jego chorobie. Tym czasem Marko w raz z matką kontynuują wyprawę w celu odnalezienia opiekunki małej Haze. Ładnie przy tej okazji została przedstawiona scena, w której Marko złości się na swą matkę za oczernianie jego ukochanej. Całość kończy się w centrali łowców głów, gdzie pojawia się nowa postać, domagająca się jak najszybszej realizacji zlecenia na parę głównych bohaterów, za które już zapłaciła. Jest to już ósmy numer serii i cały czas, przynajmniej dla mnie, ma ona tendencję zwyżkową. Nie jest to żadne arcydzieło, ale z pewnością świetna opowieść przy której z wielką przyjemnością spędza się wolny czas i którego się później nie żałuje.


Lotdk003_pg001Legends of The Dark Knight #3, DC Comics


scenariusz: Tom Taylor, rysunki: Nicola Scott

Kolejny numer serii, którą mocno już zaniedbałem i coś z tym trzeba zrobić, choć po tym numerze nie do końca wiem dlaczego. Mianowicie zeszyt ten zawiera historię jak to Batman wraz z Robinem zapobiegają przestępstwu, zamiast kłopotać się z jej skutkami. Fabuła opowiada o pewnym mężczyźnie, który ma ciężko chorą córkę i w dodatku wylali go z pracy. W efekcie czego postanawia obrabować swojego byłego pracodawcę. Jednak przygotowania do skoku i sam plan jest tak kiepski, że nie ma możliwości, aby cokolwiek z rabunku się udało. Na szczęście zjawiają się nasi chłopcy i wszystko załatwiają podczas miłej pogawędki na dachu jakiegoś bloku. Całość czyta się w jakieś pięć minut, lektura należy raczej do bardzo łatwych i niewymagających z oklepaną, przewidywalną fabułą. Niestety,  w porównaniu do poprzednich dwóch numerów, ten wypada najsłabiej.

niedziela, 9 grudnia 2012

#184 cotygodniowa zeszytówka #32

Thief of Thieves 010 (2012) (Digital) (K6DVR-Empire) 01Thief of Thieves #10, Image Comics


scenariusz: Robert Kirkman i James Asmus, rysunki: Shawn Martinbrough


Ten numer to w sumie jedna wielka retrospekcja życia Augustusa w cieniu własnego ojca. Ich brak umiejętności porozumienia się od samego początku. Kolejne nieudane próby pójście drogą kariery ojca, na co on sam się nie zgadzał i wszelkie wynikające z tego konsekwencje. Równocześnie do tego prowadzony jest drugi wątek, w którym jeden z szefów mafii stara się zmusić do pracy Conrada w zamian za anulowanie długów jego syna oraz uwolnienie jego dziewczyny. Redmond nie godzi się na to, ale pod wpływem gróźb i pobitego syna, decyduje mu się pomóc uporać z problemami. W efekcie czego postanawiają w trójkę, wraz z Celią wykraść ukochaną Augustusa z rąk mafii. Jak zawsze w przypadku tej serii, jest to dobry kawałek historii. Ciekawie pokazana jest przeszłość oraz relacje pomiędzy ojcem, a synem. Interesująco prezentuje się również scena, w której Conrad rozmawia ze swym zleceniodawcą. Ten niestety trochę się zagalopował z groźbami co doprowadziło do świetnej reakcji naszego bohatera. Kirkman, nie wiem który to już raz spowodował, że czekam z niecierpliwością na kolejny numer.


Avengers-Zone-000Avengers #1, Marvel


scenariusz: Jonathan Hickman, rysunki: Jerome Opeña


Rozpocząłem czytać najnowszą serię z Marvela o Avengers i czuję się zagubiony. Nawet nie samą fabułą, tylko faktem, że nie wiem, który skład Avengers jest tym aktualnym w świecie 616. Ponieważ tutaj jest jedna drużyna, a równocześnie przecież wychodzi jeszcze seria Uncanny Avengers, której skład ma w połowie inny. No nic, może ktoś mądrzejszy i bardziej orientujący się w tym uniwersum będzie na tyle miły, aby mi to wyjaśnić. Wracając jednak do samego komiksu, to jest to taki typowy pierwszy numer nowej serii. Mamy przedstawienie świata oraz głównych bohaterów. Pojawiają się pierwsi wrogowie oraz zalążek wielkiego spisku,który zapewne będzie kontynuowany przez wiele następnych numerów. Bardzo przyjemnie się czyta i intryga zapowiada się bardzo ciekawie, ale do końca numeru niech każdy dotrze sam. Moim zdaniem warto. Kolejna sprawa dla której warto sięgnąć po ten numer to jego strona graficzna. Jerome Opeña, według mnie, może stawać w szranki o tytuł najlepszego aktualnego rysownika mainstreamu. Jego prace bardzo kojarzą mi się z kreską François Boucq z Bouncer'a wydanego u nas przez Egmont. Innym razem widzę wpływy Alexa Rossa. Po prostu coś pięknego.


2174665-aquaman__2011_5th_series__05_superAquaman #5, DC Comics


scenarzysta: Geoff Johns, rysunki: Ivan Reis

W sumie prawie cała akcja tego numeru dzieje się na pustyni, co biorąc pod uwagę głównego bohatera jest dość dziwne. Jest on cały poobijany i ranny, a dzięki retrospekcji dowiadujemy się jak się tam znalazł i co właściwie się wydarzyło. Całość jest dość zgrabnie poprowadzona. Pojawiają się mieszkańcy Atlantydy oraz pewien artefakt z tego miasta. Typowe wprowadzenie do jakiejś większej opowieści mającej na celu wyjaśnienie czytelnikom jak doszło do zatopienia Atlantydy. Komiks ten nie jest może jakiś wybitny, ale całkiem przyjemnie się go czyta. Najlepszym momentem numeru jest moim zdaniem rozmowa Aquamana ze swym martwym ojcem. Była to halucynacja, w której nasz bohater sam sobie zarzuca różne sprawy oraz uświadamia, że zawsze będzie osobą niepasującą do ogółu. Czy to akurat źle, nie mi osądzać, ale wygląda to dość ciekawie.

czwartek, 17 maja 2012

#140 Avengers reż. Joss Whedon scen. Zak Penn, Stan Lee, Jack Kirby, Joss Whedon

Avengers miał być takim mega epic filmem w kategorii filmów komiksowych. Jest zwieńczeniem wielkiej drogi jaką przeszło Marvel Studio budując poprzednimi filmami uniwersum dla opowieści o powstaniu Mścicieli. Oddziału do szybkiego reagowania w przypadkach, kiedy normalne metody i ludzie nie są już w stanie nic zdziałać. W skład oddziału wchodzi Iron Mam, Kapitan Ameryka, Hulk, Hawkeye, Thor i Black Widow. Każdy z nich jest potencjalnie niebezpieczny, trudny do kontrolowania i nieodpowiedzialny, ale Nick Fury dowódca S.H.I.L.D., największej organizacji wywiadowczej na świecie wierzy w pomysł stworzenia super oddziału i wbrew swoim przełożonym wprowadza go w czyn w obliczu ataku najeźdźców z innej planety.


Sam film zbiera od wszystkich poprzednich filmowych adaptacji trykociarzy z Marvela to co najlepsze, mnoży przez budżet i robi wszytko lepiej niż poprzednio. Mamy więc Iron Mana rzucającego co chwilę świetnymi one linerami i dzięki temu jest najciekawszym bohaterem  całego filmu. Oczywiście tylko dopóki nie nastąpiła finałowa walka z armią Lokiego z innego świata. Wtedy gwiazdą filmu niepostrzeżenie objawia się Hulk ze swoim zamiłowaniem do SMASH. Dodatkowo jest sporo akcji w komiksowych klimatach, co chwilę mruganie oka przez twórców do komiksiarzy i pełno odwołań do poprzednich filmów. Pojawia się również nieodłączny 90-letni super dziadek Stan Lee w małej mini roli. Co w filmach Marvela jest już nieodłącznym elementem.  Wszystko to jednak nie przeszkadza w odbiorze filmu dla widzów nie zaznajomionych z poprzednimi częściami lub komiksami.


Nie podoba mi się za to w filmie Howkeye, który szczerze mówiąc nie wiem po co jest. Jeśli miałby chociaż jakieś sensowne zastosowanie jak np. w komiksowej serii Marka Millara The Ultimates vol. 1 gdzie był w drużynie do stopowania furii Hulka po akcji, ale nie. W filmie jest totalnie bezużyteczny. W sumie tak samo jak Black Widow, której najważniejsze zadanie na ekranie to chyba tylko ładnie wyglądać. Co zresztą i tak słabo jej wychodzi bo Cobie Smulders w roli agentki Marii Hill moim zdaniem sprawdza się w tej roli znacznie lepiej. Bezużyteczność tej bohaterki najlepiej widać w końcowej scenie walki gdzie nasi bohaterowie walczą z armią najeźdźców. Thor wali we wszystko piorunami, Iron Man pociska laserami we wszytko co się rusza, Hulk jest w swoim żywiole. Nawet Capitan Ameryka swoją tarczą i Hawkeye coś robią, a nasza bohaterka strzela z dwóch glocków. Równie dobrze mogłaby w tym czasie parzyć kawę. Dodatkowo końcowa akcja Iron Mana, która w zamyśle miała być chyba dramatyczna i trzymająca w napięciu, a tak naprawdę jest słaba i przewidywalna do bólu.Te kilka rzeczy i jeszcze parę innych sprawia, że mam trochę mieszane uczucia co do filmu.


Byłe, zobaczyłem i mam problem. To najlepiej odzwierciedla moje odczucia po seansie. Z jednej strony bawiłem się dobrze. Dwie i pół godziny minęło szybko, uśmiałem się szczerze w kilku momentach i niby wszystko ok. Jednak z drugiej strony odczuwam, że film jest mocno przereklamowany i daleko mu do pierwszej części Iron Mana, która moim zdaniem była świetna. Trochę czuje, że poszedłem do kina bo wszech ogarniająca reklama i nagonka na ten tytuł mnie do tego namówiła, a to już nie jest fajne. W mojej ocenie takie mocne 6/10 bo czuję się wykorzystany i troszkę oszukany przez twórców filmu i momentami jest dość głupi.