niedziela, 24 kwietnia 2011
#115 Daredevil - Born Again scen. Frank Miller rys. David Mazzucchelli
sobota, 8 stycznia 2011
#114 Okko – The Cycle of the Earth scen. i rys. Hub
Historia zawarta w tej części zaczyna się w momencie gdy nasi bohaterowie zatrzymują się na terenie Gór Siedmiu Klasztorów. Podczas poszukiwania przewodnika znającego te tereny zostają świadkami morderstwa i wplątani w wielką intrygę mającą na celu obalenie Cesarstwa. Przyczyną wszelkiego zamieszania jest klan Kruka. Podczas poszukiwań jakichkolwiek wiadomości na temat tajemniczego bractwa nasi bohaterowie zwiedzają całe góry, wszystkie siedem klasztorów, a nawet kilka innych ciekawych miejsc. Na swej drodze spotkają kilka demonów, jedno-ręką panią samurai i stoczą wiele widowiskowych walk.
Cykl Okko to seria osadzona w feudalnej Japonii z całym jej dobrodziejstwem. Czytamy więc o honorze bohaterów. Przyglądamy się skomplikowanym relacją między samurajami, a resztą społeczeństwa. Autor z Japonii zaczerpnął również bogaty bestiariusz z wszelkimi orientalnymi odmianami demonów i potworów. Podczas lektury mamy również okazję zapoznać się z wieloma słowami w języku japońskim, które autor dość często stosuje. Od strony graficznej Hub prezentuje typową kreskę jak we francuskich komiksach fantasy. Ładna, bardzo kolorowa, dopracowana z wieloma szczegółami i troską o drugi plan. Patrząc na nią od razu przypomina mi się seria Armada, albo Lanfeus z Troy. Według mnie taka kreska idealnie pasuje do tego typu rozrywkowych serii.
Ze swojej strony gorąco polecam tą serię, którą ja bardzo polubiłem od pierwszej części. Jest to opowieść która zapewnia sporo bardzo dobrej rozrywki na porządnym poziomie. Jeśli ktoś z was dodatkowo jest fanem klimatów feudalnej Japonii jak ja, to nie powinien się zastanawiać ani chwili nad tą serią.
środa, 14 lipca 2010
#113 The Losers reż. i scen. Sylvain White
Uprzedzam będą spoilery!!!
Wszystko zaczyna się od rutynowej akcji w Boliwii. Nasza pięcioosobowa drużyna najlepszych specjalistów w swoich profesjach ma oznaczyć laserowo dla bombardowania jedno "skromne" domostwo jakiegoś kryminalisty i wydawało się że to proste i rutynowe zadanie. Jednak kilka minut przed nalotem nasi bohaterowie zauważają pełen autobus dzieci na posesji. Maluchy są wykorzystywane do szmuglowania narkotyków. Oczywiście nasza drużyna ignoruje rozkazy i pędzi z pomocą nieletnim. Wszystko idzie jak z płatka, ratują dzieciaki pakują je w śmigłowiec który miał zabrać naszych bohaterów z akcji i helikopter wzbija się w powietrze. Wszyscy się cieszą i radują, lecz nie na długo. Gdyż pojawia się samolot i zestrzeliwuje śmigłowiec z dzieciakami. Nasze chłopaki strasznie cierpią, dociera do nich że to Oni mieli zginąć i od tego czasu przestają istnieć dla świata. Oczywiście pojawia się piękna kobieta, która wie kto stoi za zamachem na nasz dream team i zaczyna się pogoń za zemstą.
Film jest tak debilny, przepełniony dziurami w scenariuszu że nawet nie warto o tym wspominać. Fabuła jest skomplikowana jak konstrukcja cepa i nawet jak na wakacyjne kino akcji jest mocno poniżej poziomu. Efekty specjalne są jak z lat 80-tych i mocno widać, że miały bardzo skromny budżet. Dodatkowo montaż filmu jest tragiczny. Podczas strzelanin ciągle następują zwolnienia ujęcia, które są męczące, zamiast efektowne. Również jest sporo ujęć gdy nasi dzielni chłopcy maszerują w rzędzie a w tle łopocze majestatycznie amerykańska flaga.Innym razem podczas akcji jeden z bohaterów zostaje postrzelony w obie nogi. Pięć minut później towarzysze obwinęli mu taśmą izolacyjną rany i w pełni chwały powrócił do walki. W całym filmie jest straszne nagromadzenie dobrych pomysłów, lecz tak bardzo nieudolnie wykorzystanych, że oglądanie ich naprawdę boli jak choćby w przypadku zwolnień ujęć.
Podczas projekcji widać również że twórcy liczyli ewidentnie na sukces kasowy i kontynuacje. Konstrukcja filmu świetnie pasowałaby jako pilot nowego serialu, gdyż nie kończy się definitywnie, a jako koniec pojedynku pomiędzy protagonistami i see you next time. Taka typowa serialowa konwencja.
Przyznam że serii komiksowej nie czytałem, chodź słyszałem o niej wiele dobrego w co jestem w stanie uwierzyć. Jak również w to że po raz kolejny totalnie zmarnowano możliwość nakręcenia dobrej adaptacji komiksowej. Ten film to wielka strata czasu.
wtorek, 18 maja 2010
#112 Daredevil: Father scen. i rys. Joe Quesada
Ciekawie został opowiedziany główny wątek pogoni za mordercą. Bardzo sprawnie poprowadzony, kilka razy scenarzysta udanie myli trop, co przełożyło się na opowieść trzymającą w napięciu od pierwszej strony. Równocześnie jest opowiedziana historia tytułowego ojca, a nawet kilku. Wszystko toczy się oczywiście wokół rodziciela Matta i jego działalności zarobkowej poza ringiem. Mianowicie zajmował się on ściąganiem długów oraz okradaniem przechodniów. Jak można się domyślić wydarzenia te miały straszny wpływ na naszego bohatera, ale nie tylko. Ciekawie w tym komiksie został przedstawiony również wpływ poczynań ojca Śmiałka na jego ofiary i ich rodziny. Wszystkie wątki w interesujący sposób współgrają z sobą i zmierzają do ciekawego oraz zaskakującego finału.
Od strony wizualnej komiks prezentuje się bardzo dobrze. Wszystkie postacie oraz tła są pełne szczegółów wraz z pięknie dobraną paletą kolorów. Osobiście najbardziej przypadły mi do gustu sceny z przeszłości tworzone albo w czarno-żółtej lub czarno-niebieskiej kolorystyce. Zabieg ten znakomicie tworzy wspaniały klimat opowieści.
Samo wydanie zasługuje na same pochwały i widać że wydawca naprawdę się przyłożył. Mini seria została wydana na papierze kredowym w twardej oprawie, z tłoczonym tytułem na okładce oraz grzbiecie. Dodatkowo okładka z obwolutą. Wszystko w troszkę powiększonym formacie niż standardowe wydanie zbiorcze oraz siedemnaście stron dodatków w postaci szkiców, różnych wariantów poszczególnych stron itp.
Odkąd pamiętam zawsze darzyłem Daredevil’a sympatią, chodź sam dokładnie nie wiem dlaczego. Ten komiks kupiłem w ciemno i sporo czasu przeleżał na szafce czekając na swoją kolej. Jednak gdy już po niego sięgnąłem bardzo miło mnie zaskoczył. Może nie jest to jakieś wybitne dzieło, ale bardzo dobrze napisana opowieść która trzyma w napięciu prawie przez cały czas i idealnie nadaje się na wieczorny relaks po całym dniu pracy. Polecam dla osób szukających niezobowiązującej rozrywki na poziomie.
piątek, 15 stycznia 2010
#111 (500) Days of Summer reż. Marc Webb scen. Scott Neustadter i Michael H. Weber
AUTHOR’S NOTE: The following is a work of fiction.
Any resemblance to persons living or dead
is purely coincidental.
Especially you Jenny Beckman.
Bitch.
Chyba każdy z nas, chociaż raz w życiu przeżył rozstanie z ukochaną osobą. Czuliśmy się porzuceni, załamani. Nie można się było pozbierać, najchętniej przesypialiśmy całą dobę, albo ciągle byli w innych stanach świadomości. Idealizowaliśmy we wspomnieniach drugą osobę. Rozpamiętywaliśmy tylko te dobre chwile i cały czas zastanawialiśmy się DLACZEGO?
„500 days of Summer” opowiada losy młodego faceta, który podczas tytułowych pięciuset dni zdążył się zakochać, stracić wszystko, a na końcu zrozumieć coś bardzo ważnego. Opowieść naszego bohatera jest bardzo ciekawie opowiedziana i nie pomija chyba niczego. Widzimy jak para się poznaje, odkrywa nawzajem oraz rodzi się uczucie. Następnie pojawiają się pierwsze kłótnie oraz różnice poglądów, które akurat w tym wypadku są nie do pogodzenia i doprowadzają do rozstania. Wtedy następuje okres samozniszczenia, pełnego bólu, który okazuje się prawdziwym katharsis i wyprowadza głównego bohatera na prostą. Poznajemy losy naszych bohaterów nie chronologicznie dzięki czemu wesołe sytuacje i pełne optymizmu są przeplatane z tymi mniej przyjemnymi momentami każdego związku. Dzięki temu film nie jest też typową komedią romantyczną lub jakimś dramatem po obejrzeniu którego mamy ochotę strzelić sobie w łeb.
Jakoś tak samo przychodzi mi porównanie tego filmu do „Juno”, zapewne dlatego że oba filmy mówią o poważnych tematach z cudowną lekkością i przystępnością. Poza tym oba te obrazy są takim powiewem świeżości wśród papki którą nam serwuje zazwyczaj amerykańskie kino. Czytając tekst jaki zacytowałem na samej górze, a który pojawia się na samym początku filmu nie trudno dojść do wniosku, że autora scenariusza musiała kiedyś skrzywdzić jakaś kobieta. Jednak już po seansie nie mogę wyjść z podziwu jak wnikliwie, z ironią oraz czarnym humorem została opowiedziana ta historia. Prawdopodobnie film nie jest na faktach autentycznych, jednakże wydaje mi się bardzo inspirowany czyimiś przeżyciami po których musiało minąć sporo czasu, aby móc w tak wspaniały sposób opowiedzieć o tak trudnym wycinku własnego życia. Gorąco polecam obejrzeć ten film, bo samoistnie podczas seansu można wspomnieć własne 500 dni …
poniedziałek, 4 stycznia 2010
#110 święta, sylwester i SF
Teraz rozpoczęliśmy już nowy rok 2010. Za każdym razem jak patrzę na tą datę to czuję się jakbym żył w przyszłości. Przypomina mi się dzieciństwo i jak oglądałem "Predator 2" którego akcja dzieje się w 1997 roku i była to przyszłość. USA było opanowane przez wojny gangów, gliniarze mieli mega gnaty z wszystkim i takie tam. Teraz jest ponad dwanaście lat później i jakoś nic z tego się nie stało, ale uczucie dalej pozostaje takie dziwne. Dodatkowo troszkę mnie smuci że jak wyżej napisałem to ponad dwanaście lat temu a ja wcale tego nie pamiętam, aby to było tak dawno i nawet nie wiem kiedy ten czas tak szybko minął.
Nowy rok rozpoczął się dla mnie konkretnym bólem pleców na odcinku krzyża i w sumie to nie jestem w stanie nawet siedzieć. Postanowiłem od dziś zacząć ćwiczyć codziennie takie jakby zajęcia korekcyjne wraz z Moniką. Będziemy się razem wspierać i motywować.
Postanowiłem też mocno wziąć się za siebie, bo poprzedni rok mocno zmarnowałem i źle mi z tym. Troszkę już nawet zacząłem robić w tym kierunku ale nadal nie w wystarczającym stopniu, więc muszę się polepszyć. Pewnie znowu nic z tego nie wyjdzie, jednak spróbować muszę.
środa, 9 grudnia 2009
#109 wielkie zaskoczenie, a potem rozczarowanie
Jakież było moje zdziwienie gdy jakieś półtorej tygodnia temu miałem oglądalność na poziomie około 200 osób w ciągu jednego dnia. Zaciekawiło mnie to i postanowiłem sprawdzić co spowodawało taką oglądalność? Niestety długo szukać nie musiałem. Okazało się że właśnie tego dnia w telewizji leciał pewien rosyjski film akcji o którym pisałem dawno temu.
Muszę przyznać że trochę zasmucił mnie ten fakt. Po pierwsze straszne jest jakiego chłamu szukają ludzie w sieci i mam nadzieję że dzięki mojemu tekstowi przynajmniej jedna osoba odpuściła sobie seans tego wątpliwej jakości dzieła. Chociaż takie badziewie leci w telewizji publicznej w sobotnie wieczory więc jest to jakimś usprawiedliwieniem dla tych który szukają takich informacji. Po drugie uważam że na tym blogu można znaleźć kilka znacznie lepszych i ciekawszych tekstów. Niestety żaden z nich nie jest aż tak atrakcyjny i poszukiwany.