Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dave McKean. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dave McKean. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 2 października 2011

#124 Batman Arkham Asylum

Batman Arkham Asylum opowiada historię ośrodka dla super przestępców do którego Batman przyprowadza swojego największego wroga - Jokera. Oczywiście w takich momentach coś musi pójść nie tak i okazuję się, że wszystko to było sprytnie wymyśloną pułapką. Od tego momentu gracz wcielając się w postać nietoperza będzie miał możliwość zmierzenia się z największymi szaleńcami z uniwersum Gotham City.


Sama gra to taka typowa skradanka z bardzo widowiskowymi scenami walk. Samo podkradanie się do wrogów, tak aby pozostać niezauważonym zostało świetnie zrealizowane. Lokacje są tak pomyślane, aby zawsze było co najmniej kilka sposobów na wyeliminowanie wroga. Można na przykład podwieszać się na posągach gargulców i spadać na przeciwników przechodzących pod nimi. Innym wariantem jest poruszanie się po szybach wentylacyjnych i wyskakiwanie z nich na nic nie spodziewających się rzezimieszków. Same walki są niezwykle emocjonujące i  bardzo widowiskowe. W szczególności końcowe sekwencje pokazywane w iście filmowych ujęciach.


Coś co mocno zwróciło moją uwagę podczas grania to sposób wykorzystania dość mocno ograniczonego teren gry. W końcu to niewielka wyspa z kilkoma budynkami i bardzo szybko mogłoby doprowadzić to do nudy podczas grania.  Jednak twórcy bardzo mądrze z tego wybrnęli. Mianowicie przechodząc całą grę w danym momencie mamy dostęp tylko do wyznaczonej części ośrodka, zazwyczaj jakiegoś budynku. Rozwiązujemy tam poszczególne zadania i posuwamy się dalej do kolejnej lokacji.  Dzięki temu jest mało biegania ciągle po tych samych miejscach.


Dodatkowym i to wielkim plusem gry jest licencja na podstawie której została zrobiona. Cały świat Bruca Wayna oraz wszystko co zostało wokoło tego stworzone jest po prostu wspaniałe. Podczas całej przygody jaka jest zawarta w grze możemy zmierzyć się z wieloma najbardziej znanymi postaciami z uniwersum. Poznać historię tytułowego szpitala Arkham i jego założyciela poprzez odnajdywanie chrząszczy, taka forma zagadki. Co równocześnie jest odwołaniem do komiksu Arkham Asylum Granta Morrisona i Dave Mckeana. Dodatkowo podczas zwiedzania lokacji można rozwiązywać dwa typy zagadek Riddlera dla urozmaicenia zabawy. Pierwsze polegają na odnajdywaniu poukrywanych na mapie zielonych pytajników, symbolu Człowieka Zagadki, za które potem zostają odblokowywane postacie i oraz ich życiorysy. Które nawiasem mówiąc są świetne.  Dzięki nim poznajemy historie postaci, najważniejsze cechy oraz w którym komiksie pojawiły się po raz pierwszy. Drugi rodzaj zagadek to typowe łamigłówki związane mocno ze światem Gotham City. Wtedy zazwyczaj trzeba odnaleźć coś co łączy się z jakąś postacią.  To wszystko sprawia, że cała gra jest wręcz przesiąknięta odniesieniami do całego świata stworzonego w komiksach.Gra posiada jeszcze jeden olbrzymi plus o którym muszę wspomnieć, a są to wszelkie momenty ze Strachem na wróble. Moim zdaniem, najlepsza część gry. Choćby tylko dla nich warto zagrać. Zawsze są bardzo niepokojące i klimatyczne, u mnie wywołujące wręcz gęsią skórkę. Gdy zaczynały się to ekran lekko się przekrzywiał, Batmanowi czasem świeciły się oczy na czerwono. Innym razem naszemu bohaterowi znikały ściany i podłogi o pojawiały się jakby wiry czasowe. Trochę podobne do tych znanych z American McGee's Alice i jej pokręconego świata. Jednak prawdziwym mistrzostwem było to, gdy Nietoperz przy jednej z takich wizji powrócił do momentu śmierci swoich rodziców i rozmowy z nimi w kostnicy. Mistrzostwo świata narracji.Przeszedłem tą grę jakieś dwa tygodnie temu i ciągle o niej myślę. Wspominam wspaniałą przygodę którą spędziłem na wyspie Arkham, walki z Poison Ive, Banem, Killer Kroc, Scarecrow, Harley Quinn i Jokerem. Mam przed oczami poszczególne lokacje, odczuwam klimat całej opowieści. Tego jak się skradałem za przeciwnikami i eliminowałem ich po cichu. Cały czas to wszystko siedzi w mojej głowie i utwierdza mnie tylko w przekonaniu jak wspaniałą grę ukończyłem. Teraz czasem jeszcze odpalam i biegam po mapie w poszukiwaniu ostatnich ukrytych niespodzianek i w oczekiwaniu na część drugą.


sobota, 23 czerwca 2007

#3 Sandman scen: Neil Gaiman, rys.: Dave McKean, Sam Kieth, Mike Dringenberg, Malcolm Jones III, Kelley Jones, Jill Thompson, Marc Hempel, et al.

Ostatnio skończyłem czytać ostatni tom „Sandman’a”. Z tą serią coś się skończyło w moim małym życiu zbieracza komiksowego i jakoś tak mnie zebrało na kilka słów szczerości.

Pamiętam, gdy pierwszy raz zobaczyłem ten komiks w księgarni i od razu musiałem kupić. Tak bardzo się cieszyłem z tego faktu i jakoś odbierałem to jako dobry omen dla naszego rynku komiksowego, który wtedy akurat przechodził coś w rodzaju bumu. Wsiadłem do samochodu i zacząłem od razu czytać i tutaj nastąpiło moje pierwsze i zapewne jedyne, rozczarowanie. Pomyślałem sobie: „ale ten komiks jest brzydki”. Niestety dalej tak uważam i jak się tak nad tym zastanawiam to on nawet nie jest brzydko rysowany, co paleta kolorów jest obrzydliwa. W sumie, czego można się spodziewać po komiksie stworzonym w 1987 roku. Tak się wtedy po prostu rysowało i nakładało kolory. On może nie do końca jest brzydki, po prostu szata graficzna troszkę się już zestarzała i tyle. Przecież pierwszy tom wyszedł w Polsce w 2002 roku i wszyscy już dawno byliśmy przyzwyczajeni do całkiem innych standardów. Dopiero jakoś ostatni Sandman naprawdę się mi podoba i oglądam go z wielką przyjemnością.


Tyle byłoby chyba marudzenia, bo zważając na to, że fabuła wynagrodziła mi braki wizualne i to z nawiązką to trzeba się już tylko cieszyć. Ileż to przyjemnych chwil spędziłem przy tym komiksie. To dzięki niemu odwiedziłem Piekło, zjazd masowych morderców i zobaczyłem jak na razie najlepszą scenę w komiksie, a mianowicie jak Lucyfer siedzi na plaży z jakimś przypadkowym człowiekiem podczas zachodu słońca i chwali Boga za to jak pięknie to zrobił. Co do fabuły, wiele osób się wypowiadało na ten temat i wiele zostało napisane o tym i też z tego powodu nie mam zamiaru jej streszczać w jakikolwiek sposób. Powiem tylko, że tak cudownie wymieszanych przeróżnych klimatów, tylu nawiązań do światowej literatury, mitologii i ogólnie całej kultury, tylu bohaterów szeroko rozumianej sztuki, którzy byliby tak zręcznie i inteligentnie wykorzystani i w tak piękny sposób pasowali do siebie jeszcze nie spotkałem. Jedyne porównanie, jakie mi się nasuwa nasuwa to „Mistrz i Małgorzata” Michała Bułhakowa, za co pewnie wielufanatyków tej ksiązki mnie zbeszta, ale tylko ta książka wydaje mi się idealnym porównaniem.


Przeczytanie całej tej serii zajęło mi jakieś 4 i pół roku (tak długo wydawał to egmont w Polsce) i nie żałuję tego czasu, a nawet jestem święcie przekonany, że zrobię to jeszcze nie raz i za każdym razem będę odkrywał coś nowego. To jest po prostu piękny komiks o snach, uczuciach i nas samych. Naprawdę gorąco polecam. W szczególności ludziom, którzy jeszcze nie zrozumieli, że komiks to sztuka i jak w każdej dziedzinie sztuki tu też trafiają się perełki i miernoty. Ocena jest chyba oczywista - 6 bo to po prostu klasyka jest.