Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Black Widow. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Black Widow. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 31 lipca 2014

#338 Daredevil Ultimate Collection Vol.2, scen. Brian Michael Bendis, rys. Alex Maleev

IMG_20140731_065745We wpisie omawiającym pierwszy tom pisałem o moim mocnym postanowieniu, aby przybliżyć sobie przygody Daredevila. Jednak z żalem muszę przyznać skończyło się chyba tylko na chęciach. Jak sami możecie łatwo sprawdzić. Zabranie się za kolejny tom zajęło mi pół roku. Kawał czasu jak na jedną, w sumie nie tak długą lekturę. Niestety w moim życiu tak właśnie jest. Sporo bym chciał, a mało robię.


Wracając jednak do Daredevil Ultimate Collection Vol.2 to zawiera on numery od #41 - 50 oraz #56 - 65 na łamach, których dzieje się naprawdę sporo. Główny bohater zakochuje się i bierze ślub. Co prawda nie na długo, ale jednak. Rozprawia się ze złoczyńcą kryjącym się pod pseudonimem Owl. Sprzedającym w Hell Kitchen narkotyki wyprodukowane na podstawie swojego zmutowanego DNA. Prochy upichcone według tej receptury dają na krótki czas namiastkę super mocy. Jakby tego było mało, do miasta wraca niewidziany od jakiegoś czasu kryminalista, którego celem jest odzyskanie swego niedawno utraconego imperium przestępczego. Wszytko to powoduje, że Matt załamuje się i przy najbliższym spotkaniu ze swoim największym wrogiem bije go do nieprzytomności, a potem siebie ogłasza nowym bossem dzielnicy. To z kolei przykuwa uwagę dwóch agentów FBI, którzy postanawiają się dokładniej przyjrzeć całej sprawie. Całe to zamieszanie sprawia, że od głównego bohatera odsuwają się jego dotychczasowi współpracownicy z Lukem Cagem, Iron Fistem i Doctorem Strangem na czele. Jednak to wszytko to dopiero wstęp do całej opowieści.


IMG_20140731_070024Bardzo spodobał mi się motyw załamania nerwowego, które dotknęło Daredevila po śmierci jego ukochanej Karen Page. Odejście ukochanej miało miejsce już jakiś czas temu, jednak główny bohater nadal nie odzyskał spokoju. Odbija się to na jego prywatnym życiu, w którym decyduje się na szybki ślub z nowo poznaną kobietą. Negatywnie wpływa to również na jego krucjatę przeciwko złu. Kiedy nie potrafi uporać się z przestępczością na swoim terenie postanawia przejąć metody działania swoich przeciwników. Wszystko to dobitnie pokazuje jak bardzo główny bohater czuje się zagubiony w swoim życiu. Ciekawie zostało to zobrazowane podczas interwencji jego sojuszników. Oni przychodzą spokojnie z nim porozmawiać wyrażając swoją troskę o niego. Daredevil kompletnie nie ma zamiaru wysłuchiwać ich obaw, a co więcej odpowiada na nie gniewem i krzykiem.


Jednak nie tylko to świadczy o sile tego komiksu. Kryje on dodatkowo w sobie kilka zaskakujących momentów. Jako przykład może posłużyć wyjaśnienie tajemnicy w jaki sposób śmiałek dochodzi do siebie po wszelkich walkach, podczas których dość mocno obrywa. Muszę przyznać zawsze mnie to intrygowało, jak to się dzieje, że jakiś zwykły patałach w kostiumie ma środki i czas na rekonwalescencje. Samo rozwiązanie jednak okazało się bardzo logiczne, ciekawe i od razu wyjaśnia ten wątek dla kilku innych postaci działających w regionie.


IMG_20140731_070111Jednak wbrew ogólnemu nastrojowi powagi i mroku, są tutaj również i bardziej optymistyczne momenty. Chociażby fragment, kiedy w domu Matta ukrywa się Black Widow na którą pewien dyktator wydał wyrok śmierci. Budzi się między nimi bardzo niewinne uczucie, gdzie każdy z nich z przyjemnością oddaje się flirtowaniu. Razem kopią kilku bandziorów i urządzają sobie polowanie na zamachowca opłaconego do zabicia Czarnej Wdowy. Jest to taki miły przerywnik i chwila wytchnienia przed powrotem w standardowy klimat tej opowieści.


Tak naprawdę jedynym minusem tego komiksu jest gościnny występ Spider-Mana. Pojawia się w momencie kiedy to Daredevil zbiera swoich przyjaciół do pomocy przeciw Yakuzie panoszącą się na terenie dzielnicy. Pająk działa na mnie dość alergicznie, a jego dowcipy są bardziej żałosne, aniżeli śmieszne. Na szczęście majaczy on tylko na kilku stronach i równie prędko jak się pojawia, tak samo szybko się ulatnia. Widzę, że wzajemne przeplatanie się serii w Marvelu było denerwujące już dekadę temu.


Jednak nie da się ukryć, podczas lektury bawiłem się przednio, chodź nie do końca jestem pewien czy to jest właściwe określenie. Komiks ten w większości to mroczna, poważna opowieść pokazująca ludzkie problemy i to jak staramy się z nimi uporać. Dzięki temu główny bohater z super bohatera stał się bardziej ludzki, przez co czytelnikowi łatwiej się z nim identyfikować. Umożliwia to znalezienie wspólnych mianowników, co z kolei pozwala na odbiór całej historii jeszcze na innym poziomie i samo to sprawia, że naprawdę warto sięgnąć po ten komiks.


[gallery columns="4" link="file" ids="3251,3252,3253,3254"]

czwartek, 17 maja 2012

#140 Avengers reż. Joss Whedon scen. Zak Penn, Stan Lee, Jack Kirby, Joss Whedon

Avengers miał być takim mega epic filmem w kategorii filmów komiksowych. Jest zwieńczeniem wielkiej drogi jaką przeszło Marvel Studio budując poprzednimi filmami uniwersum dla opowieści o powstaniu Mścicieli. Oddziału do szybkiego reagowania w przypadkach, kiedy normalne metody i ludzie nie są już w stanie nic zdziałać. W skład oddziału wchodzi Iron Mam, Kapitan Ameryka, Hulk, Hawkeye, Thor i Black Widow. Każdy z nich jest potencjalnie niebezpieczny, trudny do kontrolowania i nieodpowiedzialny, ale Nick Fury dowódca S.H.I.L.D., największej organizacji wywiadowczej na świecie wierzy w pomysł stworzenia super oddziału i wbrew swoim przełożonym wprowadza go w czyn w obliczu ataku najeźdźców z innej planety.


Sam film zbiera od wszystkich poprzednich filmowych adaptacji trykociarzy z Marvela to co najlepsze, mnoży przez budżet i robi wszytko lepiej niż poprzednio. Mamy więc Iron Mana rzucającego co chwilę świetnymi one linerami i dzięki temu jest najciekawszym bohaterem  całego filmu. Oczywiście tylko dopóki nie nastąpiła finałowa walka z armią Lokiego z innego świata. Wtedy gwiazdą filmu niepostrzeżenie objawia się Hulk ze swoim zamiłowaniem do SMASH. Dodatkowo jest sporo akcji w komiksowych klimatach, co chwilę mruganie oka przez twórców do komiksiarzy i pełno odwołań do poprzednich filmów. Pojawia się również nieodłączny 90-letni super dziadek Stan Lee w małej mini roli. Co w filmach Marvela jest już nieodłącznym elementem.  Wszystko to jednak nie przeszkadza w odbiorze filmu dla widzów nie zaznajomionych z poprzednimi częściami lub komiksami.


Nie podoba mi się za to w filmie Howkeye, który szczerze mówiąc nie wiem po co jest. Jeśli miałby chociaż jakieś sensowne zastosowanie jak np. w komiksowej serii Marka Millara The Ultimates vol. 1 gdzie był w drużynie do stopowania furii Hulka po akcji, ale nie. W filmie jest totalnie bezużyteczny. W sumie tak samo jak Black Widow, której najważniejsze zadanie na ekranie to chyba tylko ładnie wyglądać. Co zresztą i tak słabo jej wychodzi bo Cobie Smulders w roli agentki Marii Hill moim zdaniem sprawdza się w tej roli znacznie lepiej. Bezużyteczność tej bohaterki najlepiej widać w końcowej scenie walki gdzie nasi bohaterowie walczą z armią najeźdźców. Thor wali we wszystko piorunami, Iron Man pociska laserami we wszytko co się rusza, Hulk jest w swoim żywiole. Nawet Capitan Ameryka swoją tarczą i Hawkeye coś robią, a nasza bohaterka strzela z dwóch glocków. Równie dobrze mogłaby w tym czasie parzyć kawę. Dodatkowo końcowa akcja Iron Mana, która w zamyśle miała być chyba dramatyczna i trzymająca w napięciu, a tak naprawdę jest słaba i przewidywalna do bólu.Te kilka rzeczy i jeszcze parę innych sprawia, że mam trochę mieszane uczucia co do filmu.


Byłe, zobaczyłem i mam problem. To najlepiej odzwierciedla moje odczucia po seansie. Z jednej strony bawiłem się dobrze. Dwie i pół godziny minęło szybko, uśmiałem się szczerze w kilku momentach i niby wszystko ok. Jednak z drugiej strony odczuwam, że film jest mocno przereklamowany i daleko mu do pierwszej części Iron Mana, która moim zdaniem była świetna. Trochę czuje, że poszedłem do kina bo wszech ogarniająca reklama i nagonka na ten tytuł mnie do tego namówiła, a to już nie jest fajne. W mojej ocenie takie mocne 6/10 bo czuję się wykorzystany i troszkę oszukany przez twórców filmu i momentami jest dość głupi.