Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Matteo Scalera. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Matteo Scalera. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 19 kwietnia 2015

#394 cotygodniowa zeszytówka #155

Five Ghosts 007Five Ghosts #7, Image Comics

scenariusz: Frank J. Barbiere, rysunki: Chris Mooneyham

Po ostatnich wyczynach głównego bohatera w Japonii, teraz postanowił trochę czasu poświęcił na odpoczynek. Jednak w związku z nowo nabytą wiedzę o tajemniczych kamieniach, p;anuje wykorzystać cały swój czas na poszukiwania jakichkolwiek informacji o nich. Plan udawało mu się nawet całkiem dobrze realizować, ale prawdziwy przełom  osiągnął dopiero dzięki swojej przyjaciółce Jezebel. Działa ona w tej samej branży co Fabian i właśnie podczas ostatniego zlecenia natrafiła na pewną ciekawą mapę prowadzącą do skarbu. Swoją drogą scena ilustrująca jej napad jest zrealizowana iście filmowo. Bez zbędnych słów czytelnik śledzi jej poczynania w jakiejś bogatej rezydencji niczym oglądałby kolejną część Ocean's Eleven lub innego podobnego filmu. Najpierw widzimy ją biegnącą po dachach budynków by dostać się do rezydencji. Następnie rozprawia się ze strażnikiem przy pomocy kung fu, a na samym końcu dostaje się do sejfu dzięki logice i spostrzegawczości. Wszystko to jest oczywiście tylko wstępem do większej historii pełnej przygód, na którą już jestem spakowany i nie mogę się doczekać jej dalszego ciągu. To wspaniałe jak podczas lektury każdego następnego zeszytu tej serii szybko odrywam się od rzeczywistości. Już z pierwszą stroną całkowicie skupiam się na lekturze i przestaje się wszystko liczyć oprócz historii płynącej swoim rytmem. Chyba najlepsza seria jaką aktualnie śledzę. Ciekaw jestem tylko kiedy nastąpi przesilenie i zacznie mnie nudzić.


 Ghosted 019Ghosted #19, Image Comics

scenariusz: Joshua Williamson, rysunki: Vladimir Krstić Laci

Numer ten to kontynuacja podróży Jacksona i jego towarzyszy po krainie umarłych. Jednak jest to tylko pretekst do tego, aby uśmiercić kilka postaci przez scenarzystę. Każda z tych śmierci jest na swój sposób zaskakująca. Szczególnie w momencie kiedy się to czyta. Lecz chwilę później człowiek uświadamia sobie po co oni tam w ogóle są i jakoś tak cały ten suspens gdzieś ucieka. Przecież jeśli uda im się zrealizować swój cel, to z łatwością będą mogli przywrócić każdego z powrotem do życia. Dodatkowo czytelnik ma okazję poznać zakończenie wątku z przeszłości głównego bohatera kiedy zajmował się okradaniem grobów. Sam przy okazji chyba poprzedniego odcinka pisałem, że czekam na to z niecierpliwością. Niestety kiedy poznałem finał tak fajnie już nie jest. Scenarzysta poszedł na łatwiznę i zakończył ten motyw chyba w najbardziej oczywisty z możliwych sposobów. Chociaż z drugiej strony problem może być po mojej stronie. Nie wiedzieć czemu spodziewałem się jakiegoś nadnaturalnego zakończenia, a tu zamiast tego otrzymałem prozę życia. Całość natomiast to takie czytadło w sam raz, aby przeczytać i zapomnieć. Mimo to z chęcią sięgnę po kolejny numer, choćby tylko po to by sprawdzić czy moje przypuszczenia odnośnie zgonów postaci się sprawdzą.


Dead Body Road 003 (2014)Dead Body Road #3, Image Comics

scenarzysta: Justin Jordan, rysunki: Matteo Scalera

W sumie jesteśmy już na półmetku tej serii, a jakby się tak zastanowić to praktycznie nic nie wiemy o głównym bohaterze. Jak na razie to jawi się on czytelnikom jako zwykły człowiek, którego okropne okoliczności skierowały na drogę zemsty. Lecz każdy z nas uzna go raczej jako postać pozytywną, wszak popkultura nauczyła nas, że śmierć ukochanej trzeba zawsze pomścić. Ten stan rzeczy zmienia lektura tego numeru, gdzie spotykamy starego partnera głównego bohatera. Wyjawia on kilka faktów z ich wspólnej przeszłości zmieniając wizerunek Orsona na mniej kryształowy niż można by sobie wyobrażać. Tylko dzięki temu moja sympatia do niego jeszcze wzrosła.  W sumie to nic nowego. Przecież każdy zdaje sobie sprawę z tego, że w większości przypadków ci źli są zazwyczaj ciekawsze. Dodatkowo postać ta przestała być jednowymiarowa przez co jest znacznie bardziej interesując.  Natomiast wracając do samej opowieści to dużo się w niej nie zmieniło. Gage podąża dalej śladami morderców jej ukochanej, a tymczasem oni zaczynają odpłacać mu tym samym wynajmując jakiś zbirów na niego. Powoli akcja zagęszcza się coraz bardziej, co z pewnością będzie skutkować widowiskowym końcem. Warto jeszcze zwrócić uwagę  na bardzo filmowe przedstawienie całej opowieści. Co najlepiej widać podczas scen walk rysowanych na dużych dwustronicowych panelach. Równie dobrze mogłyby to być storyboardy do jakiegoś kina akcji.  Wygląda to wspaniale i świetnie imituje ruch dzięki czemu trudno oderwać się od lektury.

niedziela, 12 kwietnia 2015

#393 cotygodniowa zeszytówka #154

Dead Body Road 002 (2014)Dead Body Road #2, Image Comics

scenarzysta: Justin Jordan, rysunki: Matteo Scalera

Po tym jak Orson Gage zajął się pierwszym z bandziorów odpowiedzialnym za śmierć jego żony, skierował się w kierunku jego dziewczyny. Ponoć ona może wskazać mu kolejnych uczestników napadu na bank. Szukać nie musiał jej daleko, ponieważ znajdowała się w małym przydrożnym barze. Niedaleko miejsca spotkania głównego bohatera z jej chłopakiem. Oczywiście ich spotkanie nie mogło przebiegać spokojnie, w końcu nie tylko Orson poszukuje pięknej białogłowej. W skutek tego scenarzysta zaprezentował ciekawą scenę pojedynku, którą każdy z nas z pewnością widział już w nie jednym amerykańskim filmie. Jednak po mimo tego, że ogólnie temat jest dość znany, ani przez chwilę numer ten nie nuży. Wręcz przeciwnie, każdą kolejną stroną pochłania się z wielką przyjemnością. Mi dodatkowo towarzyszyła jeszcze spora ciekawość, aby przekonać się co Justin Jordan zdoła jeszcze wycisnąć z tak ogranych motywów jak pojedynek w małym, przydrożnym, amerykańskim barze, gdzieś na kompletnym odludziu. Swoją drogą, czy tylko mi z powodu popkulturowego ujęcia tego typu przybytków te miejsca wydają się tak bardzo niebezpieczne? Wystarczy tylko przypomnieć "Od zmierzchu do świtu" i wszystko jasne, a to dopiero wierzchołek góry lodowej. Trochę odszedłem od głównego tematu, ale faktem jest że to dobre czytadło. Jest to ciekawa opowieść lekko w klimatach westernu i kina drogi. Męska, krwawa i z dość szybką akcją jak filmy akcji z lat 90 ubiegłego wieku.


Rat Queens 010 (2015)Rat Queens #10, Image Comics

scenariusz: Kurtis J. Wiebe, rysunki: Stjepan Sejic

Czekałem na ten komiks dość mocno i niestety oczekiwałem czegoś innego przez co teraz jestem lekko zawiedziony. Żebyśmy się źle nie zrozumieli, to nadal jest dobra seria, ale chyba przyszła pora pierwszy raz na nią pomarudzić. W numerze tym kończy się wątek Gerriega Lake’a, szalonego kultysty, który sprowadził zagładę do Palisady. Dee kończy cały problem i to w takim stylu, że uwielbiam ją jeszcze bardziej, a tekst jaki wypowiada lekko mnie przeraża i jak najszybciej chcę się dowiedzieć jak dalej będzie rozwinięty ten wątek. Poza tym jest sporo spektakularnych akcji i pomysłowego prezentowania umiejętności magicznych głównych bohaterek. Jednak co chwilę z błogich scen rzezi byłem wytrącany retrospekcjami z ich przeszłości. Nie są jakieś złe same w sobie i ujawniają ciekawy szczegół odnośnie Hannah. Tylko równocześnie tak bardzo wytrącały mnie z rytmu i śledzenia całej akcji, że aż lekko denerwowały. Rozumiem, że tak to właśnie musi być skonstruowane. Przecież nie można napakować połowy numeru akcją, a potem reszty historyjkami z życia. To by dopiero nie trzymało się kupy. Jednak z tego powodu jestem jakiś taki rozdarty i lekko zawiedziony. Niby wszystko gra, opowieść jest ciekawa i tak naprawdę nie ma słabych momentów, ale czyta się to źle. Mam nadzieję, że tylko mi się tak wydaje i z następnym numerem znowu będę piał jak wspaniała jest to seria.


Birthright 006Birthright #6, Image Comics

scenariusz: Joshua Williamson, rysunki: Andrei Bressan

Po tym jak bracia Rhodes zostali sami, wspólnie wędrują w poszukiwaniu kolejnych magów ukrywających się w naszym świecie. Czas ten spędzają na wspólnym podróżowaniu po jakiś amerykańskich lasach i próbują się lepiej poznać. Dużo rozmawiają, a nawet jeden uczy drugiego trudnej sztuki przetrwania. Można by pomyśleć, że to istna sielanka. Jednak prawda wygląda znacznie inaczej. Niestety, ten bardziej wyrośnięty, trzy krotnie robi swoim zachowaniem coś co przeraża jego brata i zadaje w wątpliwość jego zachowanie. Niby za każdym razem całkiem sprawnie tłumaczy się, ale jakiś strach i niepewność pozostają. Świetnie w tym komiksie pokazywane są właśnie te mroczne sekrety Michaela. Za każdym razem właśnie jako coś małego, no pod warunkiem że nie wliczamy w to zabójstwa jednego maga, ale po za tym są to raczej jakieś drobne rzeczy, które mogłyby być nawet pominięte. Jednak cały czas z tego powodu napięcie narasta tak samo u jego brata, jak i czytelnika. Nie mogę się doczekać momentu kiedy w końcu dojdzie do nieubłaganej konkluzji i wszystko się wyjaśni. Dla czytelnika co prawda nie będzie to wielka niespodzianka, przecież dobrze wiemy jaki mroczny sekret ukrywa Michael. Jednak z pewnością będzie to coś efektownego, a jeszcze bardziej ciekawi mnie dalsze rozwinięcie całej intrygi jaka po tym nastąpi. Mam tylko nadzieję, że scenarzysta nie będzie nam kazał czekać na ten moment zbyt długo.


 

niedziela, 5 kwietnia 2015

#392 cotygodniowa zeszytówka #153

Samurai Jack 017Samurai Jack #17, IDW Publishing

scenariusz: Jim Zub,  rysunki: Sergio Quijada


Jack wraz ze Złodziejem wyruszają wspólnie do siedziby tajemniczego jegomościa, lepiej znanego w okolicy jako Master of Time. Wszystko to dlatego, bo ponoć potrafi on odesłać naszego bohatera do domu. W skutek tego numer ten to jedna wielka scena akcji, ale jakiej! Mamy tutaj desant z powietrza na zabudowanie wroga. Ucieczki przed laserami, ostrzami wyskakującymi ze ścian, czy przeskoki nad dołami z kolcami. Wszystko to oczywiście zostało przedstawione dość zabawnie i aż miło się patrzy jak obaj wspólnicy co jakiś czas robią sobie jakiś kawał. Jeśli tak można określić umyślne narażanie drugiej osoby co najmniej na poważny uszczerbek na zdrowiu. Całość dodatkowo utrzymana jest w klimacie filmów o tajnych agentach co tylko dodaje smaczku. Mi jednak najbardziej spodobały się dwie rzeczy. Sam fakt tego, że wszystko co doprowadziło do aktualnej sytuacji jest na skutek braku cierpliwości samuraja. Co chyba jest pierwszym przypadkiem kiedy została pokazana jakaś słabość tej kryształowo dobrej i szlachetnej postaci. Świetna jest również scena, podczas której nasz duet zbiega z kręconych schodów przy okazji walcząc z przeciwnikami. Całość została zilustrowana za pomocą jednego olbrzymiego kadru na całą stronę. Zawsze podobała mi się taka zabawa formą. Cały komiks to raczej nieskomplikowana opowieść dla dzieci, ale czym więcej się nad nią zastanawiam, tym więcej odniesień i zabawy dla starszych odbiorców w nim znajduję. Dzięki temu znowu z wielką chęcią czekam na kolejny numer.


Five Ghosts 006Five Ghosts #6, Image Comics

scenariusz: Frank J. Barbiere, rysunki: Garry Brown

Ten jeden zeszyt jest idealnym przykładem jak powinno się opowiadać historie na dwudziestu kilku stronach. Jest tak świetnie napisana, że mam wrażenie jakbym właśnie przeczytał jakąś dłuższą opowieść lub zobaczył film. Całość została ciekawie skonstruowana na zasadzie naprzemiennego wzrostu lub spadku tempa akcji. Najpierw sielankowa scena treningu szermierki, potem scena walki w dojo. Następnie nastrojowa legenda o dwóch braciach, najwspanialszych kowalach dawnej Japonii. Chwilę później zdrada i konfrontacja z wrogim klanem. Dzięki temu po lekturze pozostaje takie wspaniałe uczucie obcowania z czymś więcej. W głowie pozostało mi kilka opowieści, co z pewnością zostało z potęgowane rytmem całej opowieści. Dodatkowo, gdzieś w tle tego wszystkiego, scenarzysta umiejętnie rozbudowuje główną oś fabularną pobudzając wyobraźnię i ciekawość czytelnika. Niby jest to tylko zlepek kliku ogranych do bólu motywów znanych każdemu z popkultury, a ja mam wrażenie, że to najlepsza rzecz jaką czytam aktualnie i nie mogę się doczekać każdego kolejnego numeru. Ostatni raz tyle frajdy i przyjemności miałem podczas lektury Starlight Marka Millara. Po którego szybkim końcu czułem mocny niedosyt.


Dead Body Road 001 (2013)Dead Body Road #1, Image Comics


scenarzysta: Justin Jordan, rysunki: Matteo Scalera


Najpierw był napad na bank podczas którego zgraja bandytów zamordowała każdą znajdującą się w nim osobę. Jedną z ofiar była Anna. Ukochana normalnego faceta Orsona Gage, który w tej sytuacji poprzysięga śmierć każdemu, kto jest zamieszany w jej zniknięcie. Z jedynym sprzymierzeńcem całego planu, główny bohater trafia na trop Jimmy'ego Stowe, który może doprowadzi go do reszty gangu. Numer ten to szybka opowieść o zemście dość mocno przypominająca mi w swej konstrukcji film Kill Bill. Fabuła zapowiada się dość podobnie i od samego początku, w dość szybkim tempie, nasz bohater zaczyna realizować swój plan. Niby nic specjalnie oryginalnego, ale jednak przykuwa uwagę czytelnika od pierwszego kadru i wciąga aż do samego końca. Chociaż wydaje mi się, że głównie za sprawą świetnych ilustracji autorstwa Matteo Scalera. Są one dość szczegółowe i równocześnie bardzo dynamiczne i pełne akcji. W szczególności w chwili kiedy ilustrują jakiś pościg lub strzelaninę idealnie budując napięcie. Gdy na nie patrzę, mam wrażenie jakbym spoglądał na ujęcia z jakiegoś najnowszego wakacyjnego hitu filmowego pełnego eksplozji. Cała opowieść zapowiada się jak typowa historia o zemście, gdzie w każdym numerze ginie jeden z przestępców, a nasz bohater jest coraz bliższy końca swojej vendetty. Jednak coś mi się wydaje, że scenarzysta wplecie w ten komiks jeszcze coś więcej i chętnie sprawdzę czy mam rację.


piątek, 6 marca 2015

#383 Black Science tom 1 Zasada nieskończonego spadania, scen. Rick Remender, rys. Matteo Scalera

IMG_20150306_213303Dość mocno ucieszyła mnie informacja o wydaniu tego komiksu w naszym pięknym kraju z co najmniej kilku powodów. Jest to pozycja z wydawnictwa Image Comics, które od jakiegoś czasu mocno sobie cenie. Zapewne to widać po moim co tygodniowym dziale zeszytówka, gdzie pojawia się coraz więcej serii od tego wydawcy. Jest to z założenia seria rozrywkowa w klimatach SF o podróżach między światami. Nie jest to co prawda nic nowego, w końcu popkultura przerobiła już ten temat na setki sposobów, ale co mi tam. Dobra fantastyka, a czasem i ta zła, jest zawsze w cenie. Z takim nastawieniem przystąpiłem do lektury i teraz mam problem jak ją ocenić bo podoba mi się tak w połowie.


Z jednej strony jest to historia grupy Granta McKay'a, którzy przy pomocy wymyślonej przez niego Latarni są w stanie przemieszczać się pomiędzy alternatywnymi światami. Przez tych sześć numerów jakie zawiera pierwszy tom, zwiedziłem kilka pięknych, bardzo kolorowych krain. Każda z nich na swój sposób czymś mnie zauroczyła i wciągnął do siebie od samego początku. Dodatkowo zaintrygował mnie główny wątek,  w którym nasza drużyna pojawia się nie wiadomo gdzie i musi przetrwać w takim miejscu jakiś określony czas do następnego skoku. Z lektury wiem też, że zazwyczaj nie jest to proste, bo gdzieś za rogiem zawsze czai się na nich  niebezpieczeństwo lub wyzwanie, co tylko wzmaga moje zainteresowanie.


Jednak z drugiej strony cała ta historia skonstruowana tylko na zasadzie kolejnych przejść w nową i nieznaną przestrzeń tak bardzo gna do przodu, że nie ma już miejsca na nic więcej. Z tego też powodu mam w nosie wszelkie zaskakujące zwroty akcji, w zamyśle autora. Z jednej prostej przyczyny. One głównie opierają się na nagłej śmierci jednego z głównych bohaterów, a ja nawet nie zdążyłem ich poznać, polubić. Więc jakim cudem miałbym się przejąć faktem ich zgonu? Poza tym takie zagrania fabularne mógłby być zaskakujący za pierwszym razem. Natomiast jeśli tak się dzieje w prawie każdym numerze tego tomu to po prostu zaczyna to nudzić.


Jestem naprawdę rozdarty po lekturze Black Science co już od dawna mi się nie przydarzyło. Z jednej strony pochłonąłem ten tom w ekspresowym tempie i nawet przyjemnie przy nim spędziłem czas. Taka lekka lektura w sam raz przed snem. Dodatkowo komiks ten jest po prostu piękny. Żywa, energiczna i pełna szczegółów kreska Matteo Scalera wraz z kolorami, wprost niesamowicie dobranymi przez Deana White'a sprawiają, że chętnie ich wspólną pracę powiesiłbym na którejś ze ścian w powiększonym formacie. Potem mógłbym usiąść w fotelu z jakimś dobrym napojem i spokojnie kontemplować. Z drugiej jednak strony, jest ta strasznie pędząca akcja i w sumie brak interakcji z bohaterami z prozaicznego braku czasu. To naprawdę mnie boli i dość mocno psuje mi odbiór całości. Po mimo tego, z pewnością sięgnę jeszcze po kolejny tom. Choćby tylko po to, aby przekonać się w którą stronę pójdą moje odczucia.


[gallery link="file" ids="3851,3853,3852"]