Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zombie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zombie. Pokaż wszystkie posty

środa, 18 września 2013

#250 Axe Cop

Amerykańska stacja telewizyjna FOX w lipcu tego roku wystartowała z nowym pasmem animacji dla dorosłych pod nazwą Animation Domination HD, który chyba ma być konkurencją dla AdultSwim. Jedną z flagowych animacji tam wyświetlanych jest Axe Cop, na podstawie komiksu pod tym samym tytułem. Jakiś czas temu zacząłem go oglądać i muszę przyznać, długo się  zastanawiałem czy podzielić się tym faktem tutaj. Był to tak długi proces, że w między czasie zdążyłem zrezygnować z dalszego oglądania po piątym odcinku. Twórcami pierwowzoru są dwaj bracia Nicolle. Starszy Ethan,  w wieku 33 lat jest odpowiedzialny za rysunki, natomiast jego młodszy 9 letni brat Malachai odpowiada za scenariusz. Całość składa się na twór,  który jest ciekawym obrazem dziecięcej wyobraźni.


axe-cop-tv-show


Sam nawet nie wiem co mnie skłoniło do sięgnięcia po pierwszy odcinek.  Komiksu nie czytałem, gdzieś tam coś o nim przypadkiem usłyszałem, dzięki czemu miałem jedynie blade pojęcie o co w nim chodzi. Zdawałem sobie sprawę z tego, że za scenariusz odpowiedzialne jest dziecko i byłem gotów na wiele. Jednak to co zobaczyłem na ekranie spowodowało, że zacząłem się zastanawiać, czy jestem na tyle odważny aby  wyznać przed szerszą publicznością, że jestem widzem serialu.


Jak na razie widziałem pięć odcinków i były w nich dinozaury, parodia Batmana z głową nietoperza, kosmiczne zombie latające na  jet packach przyjmujących postać kupy i następnie zamieniających w nie ludzi. Zabójcze rekiny pływające w kwasie (bo sam kwas lub zabójczy rekin to za mało), szaleni naukowcy, cyborgi, zły Święty Mikołaj. Wisienką na torcie nich będzie wyprawa w kosmos monster truckiem na planetę, na której można wynająć na godzinę dinozaury i temu podobne rzeczy. To są naprawdę bardzo szalone opowieści, gdzie trudno jest przewidzieć  co się zaraz stanie, co niewątpliwie jest wielkim plusem tej produkcji.  Dodatkowo każdy z odcinków trwa około dziesięciu minut, więc zawsze można znaleźć czas na projekcję.


poet


Miałem problem, aby jednoznacznie ocenić te kilka odcinków ponieważ  są bardzo nierówne. Z jednej strony jest dobry epizod upamiętniający historię powstania amerykańskiego Święta Niepodległości przedstawiający ciekawie i z humorem relację pomiędzy przodkiem Axe Copa, nazywającym się Book Cop i posiadającym tajemną wiedzę jak zabijać przy pomocy książek, a jego niemą partnerką. Jeśli jest to dzieło dziecka to chylę czoła.  Jednak z drugiej strony zastanawia mnie niezmiernie, dlaczego wszystkie te świetne pomysły prędzej, czy później muszą się kończyć fekaliami. W takich momentach bardzo mocno widać, że twórcą scenariusza jest małolat i nie za bardzo sobie radzi w tej roli. Jestem w stanie uznać takie tematy za zabawne, ale jak ze wszystkim w życiu i z tym nie można przesadzać. Tutaj niestety jest to główny temat przygód i z każdym kolejnym odcinkiem zamiast śmieszyć, staje się po prostu niesmaczne i co raz bardziej wyświechtane.


Ze wszystkich odcinków, które widziałem, tylko podczas jednego bawiłem się świetnie. W pozostałych tylko czasem się uśmiechnąłem pod nosem.  Osobiście bardzo lubię opowieści szalone, kontrowersyjne. Jednak za bardzo nie wiem komu mogłaby się spodobać ta animacja. Dla dzieci jest moim zdaniem nieodpowiednia, natomiast dla dorosłych będzie po prostu nudna. Jeśli jednak ktoś z was ma ochotę spróbować, a nie jest do końca przekonany to zawsze na początek może sięgnąć po komiks.  Na oficjalnej stronie serii znajduje się bardzo duże archiwum, które daje pełen obraz czego można się spodziewać  po serialu, ja jednak z czystym sumieniem rezygnuję z dalszego oglądania.

wtorek, 7 maja 2013

#218 The Walking Dead - najlepsza gra 2012 roku

Jakiś czas temu, podczas pełnego emocji podsumowania trzeciego sezonu telewizyjnego serialu The Walking Dead, wspomniałem również o grze komputerowej opartej na tej samej licencji. Napisałem o tym tekst, który najpierw pojawił się na Kolorowych Zeszytach, a teraz publikuję go tutaj. Może ktoś nie miał jeszcze okazji go przeczytać.


Pamiętam gdy pierwszy raz zasiadłem do tej gry. Początkowa scena podczas której poznajemy głównego bohatera (w drodze do więzienia) kompletnie mnie nie zainteresowała. Dotrwałem jakoś do pierwszej walki z zombie i wyłączyłem grę. Nie znalazłem nic, co miałoby mnie przytrzymać na dłużej przed ekranem. Cała sekwencja mająca być wprowadzeniem do fabuły strasznie mi się dłużyła. Dodatkowo mechanika typowej gry point-and-click narzuciła mi jej obraz, jako liniowej i monotonnej przygodówki.


166


Szczerze przyznam, nie pamiętam, co mnie zachęciło, aby powrócić do tego tytułu. Zapewne ogólna medialna wrzawa i okrzyki zachwytu, które w pewnym momencie napływały dosłownie z każdej strony. Znowu odpaliłem grę, pograłem godzinkę i wyłączyłem. Takim tempem powoli brnąłem do przodu. Tak to wyglądało mniej więcej do trzeciego epizodu, który swoją fabułą i zwrotami akcji pochłonął mnie bez reszty. Później już tylko pędziłem jak szalony, aby jak najszybciej poznać dalsze losy bohaterów.


 Jak wspomniałem na samym początku, gry przygodowe rządzą się swoimi prawami i nie inaczej jest też tutaj. Gracz ma ograniczone pole manewru, w ramach którego się porusza, przez co na każdym kroku widać odgórnie narzucone ograniczenia. Również zagadki w grze nie są szczególnie finezyjne. Klasycznie zmusza się gracza by użył konkretnego przedmiotu w przypisanym do tego z góry ustalonym miejscu. Nic skomplikowanego. W zależności od osoby, może to być uznane za plusy lub minusy. Trzeba jednak przyznać, że studio Telltels, dzięki temu, że sam gatunek narzucił im już jakieś ramy, mogło się skupić na fabule, postaciach i relacjach między nimi panującymi. Przyznam, nie mogę sobie przypomnieć innego tytułu, który wywiązałby się z  tego zadania równie dobrze.


426802843


 Fabuła opowiada losy kliku przypadkowych osób, które postawione w sytuacji ekstremalnej starają się jakoś przeżyć. Każda z postaci posiada inny charakter, ma własne cele i zależy jej na ich realizacji. Dzięki temu pierwszy raz od bardzo dawna siedząc przed komputerem interesował mnie los bohaterów gry. Jednych lubiłem i robiłem wszystko by przeżyły jak najdłużej. Inni za to mnie denerwowali i zastanawiałem się jak ich się pozbyć. Jest w grze kilka takich momentów, w których szybko trzeba zadecydować, której z postaci udzielić pomocy i przyznam, że kilka razy miałem z tym problem. Raz nawet zastanawiałem się, czy nie zacząć jednego epizodu od początku, tylko po to, aby uratować jedną z bohaterek.


W ogóle granie na emocjach, wyszło twórcom genialnie. Przez cały drugi epizod towarzyszył mi niepokój związany z miejscem, w którym działa się akcja. Na początku ostatniego epizodu zrobiło mi się wręcz słabo. Jednak moim zdaniem najciekawsze i najbardziej przejmujące są wszystkie sceny z dziećmi, co najbardziej widać od końcówki trzeciego epizodu. Wywołał we mnie olbrzymi smutek i nie mogłem uwierzyć w to co widzę na ekranie. Dwóch rodziców, umierające dziecko, wynikające z tego pewne konsekwencje oraz główny bohater, który decyduje się na niewyobrażalne poświęcenie. Muszę przyznać, że wzruszyłem się podczas tego fragmentu. Następnie makabryczna scena podczas, której para głównych bohaterów znajduje małego chłopca na poddaszu i jej konsekwencje na podwórku za domem. Nie przychodzi mi na myśl żadna inna gra, która tak silnie by na mnie oddziaływała, na tak wiele różnych sposobów. Oczywiście nie można zapomnieć również o samym końcu gry, który jest kolejnym przykładem umiejętnego wykorzystania potencjału drzemiącego w dziecięcych postaciach. Ogólnie rzecz ujmując, to od trzeciego epizodu smutek już mnie nie opuszczał, co najwyżej na chwilę ustępował miejsca strachowi lub lekkiemu obrzydzeniu.


20121224070800


 Tak, ten tytuł momentami jest niesmaczny i dość mocno dołujący, co z pewnością sprawia, że nie jest to pozycja dla wszystkich. Jednak nie mówię tutaj o krwistych scenach, które wynikają z samej fabuły i żywych trupów. Jest to gra, która w dość sugestywny sposób porusza drażliwe i trudne tematy takie jak: kanibalizm, walka o przetrwanie, zastraszanie, morderstwa. Równocześnie gracz nie pozostaje biernym obserwatorem, lecz jest zmuszany do uczestniczenia w rozwiązaniu problemu. Musi podejmować trudne decyzje, którego z bohaterów poświęcić w imię dobra dla ogółu (to nigdy nie jest prosty wybór). Jednak najbardziej zszokowany byłem początkiem ostatniego epizodu, gdy moim zadaniem był pomoc głównemu bohaterowi w operacji. Była ona dość sugestywnie przedstawiona, do tego swą mechaniką zmusza gracza do bardzo aktywnego uczestnictwa. To wszystko sprawiło, że powróciły wspomnienia z dzieciństwa spędzonego w szpitalach i zrobiło mi się wręcz słabo. Ciało bolało mnie jeszcze kilka godzin po skończeniu gry.


 Podsumowując wszystko co napisałem powyżej, śmiało mogę powiedzieć, że The Walking Dead to najlepsza gra w jaką miałem okazję zagrać w 2012 roku. Jest to wciągająca opowieść, pełna ciekawych i co najważniejsze „żywych” bohaterów. Dzięki temu bardzo mocno zakorzeniła się gdzieś w mojej świadomości i pomimo tego, że przestałem w nią grać już kilka miesięcy temu, to ciągle gdzieś tam siedzi w mojej głowie i nie chce odejść. Zdaję sobie sprawę, że nie jest to gra dla każdego z powodu tematyki i przemocy. Jednak trzeba pamiętać, jest to tylko nieodłączna część opowieści o zombie. Natomiast jeśli damy jej szansę to już po pierwszej godzinie zapomnimy o potworach, zanurzymy się w opowieść, relacje między bohaterami i dzięki temu przeżyjemy jedną z najbardziej przejmujących opowieści jakie wypuściła branża gier komputerowych. Bez wątpienia byłoby grzechem to ominąć.

sobota, 18 czerwca 2011

#119 Żywe trupy #9 - Tu pozostaniemy scen: R.Kirkman rys:Charlie Adlard

Dziewiąty tom serii przynosi czytelnikowi chwilę otuchy, po tragicznych wydarzeniach z poprzedniego tomu. Śledzimy losy Ricka i jego syna, którzy próbują znaleźć nowe schronienie. Obserwujemy również jak radzą sobie, każdy na swój sposób z utratą bliskich. Dodatkowo, jakby nie dość mieli problemów, ojca dopada choroba i na kilka dni traci przytomność. Wtedy mały Carl musi radzić sobie sam. Walczyć ze szwędaczami, samotnością, co powoduje że staje się bardziej dojrzały. Jakby nagle zostało odebrane mu dzieciństwo. Po tym wszystkim czeka ich jeszcze kilka wydarzeń, gdzie m.in. nasi bohaterowie odnajdują kilku swoich starych znajomych, a nawet poznają nowych. Pojawia się szansa na pozbycie się plagi zombie i powstaje plan na podróż do Waszyngtonu.
Tom ten jest spokojny i daje czytelnikowi chwilę wytchnienia. Co zważając na to co działo się w poprzednim jest dobrą zmianą. Jednak czytając go miałem jakieś takie uczucie smutku. W szczególności jak Rick rozmawiał z innymi ocalonymi przez telefon, a kilkanaście stron dalej okazało się z kim rozmawiał na prawdę. Było to takie ludzkie i w sumie nawet oczywiste. Jednak gdy prawda wyszła na jaw zrobiło mi się jeszcze bardziej smutno i nie spodziewałem się takiego obrotu sprawy. Do tego sceny w których Carl opiekuje się ojcem. krzyczy na niego pełen gniewu i strachu gdy zostaje sam. Później gdy spotykają kilku starych znajomych okazuje się, że więcej osób radzi sobie z bólem podobnie co Rick. To wszystko świetnie współgra z sobą i buduje dodatkowo klimat komiksu.


Od strony wizualne komiks nadal trzyma bardzo dobry poziom z poprzednich tomów. Czarno-biała realistyczna kreska świetnie oddająca przygnębiający klimat opowieści. Kiedy trzeba spokojna, a podczas scen walki dynamiczna, taka wręcz drapieżna mógłbym powiedzieć. Dobrze mi współgra z całością. Dodatkowo mam przed sobą swój pierwszy egzemplarz polskiego wydania Taurus Media i muszę jeszcze przyznać, bardzo podoba mi się okładka. W moim odczuciu taka kreskówkowa lekko, chyba poprzez ciepłe kolory i czcionkę.Dla mnie Żywe Trupyto komiks na który muszę mieć nastrój. Za każdym razem to dobra rozrywka, chodź to słowo nie do końca tutaj pasuje. Jest to seria ze świetną historią, która dodatkowo zmusza do zadumy nad nami samymi. To już dziewiąty tom, a opowieść dalej jest bardzo spójna. Dodatkowo mam takie dziwne wrażenie, że jeśli świat spotkałaby taka katastrofa jak z tej opowieści to wyglądałby dokładnie tak jak jest tu pokazany i nie nastraja to mnie optymizmem, ale całą historię robi bardziej realną.



sobota, 4 czerwca 2011

# 117 The Walking Dead Compedium One scen: R. Kirkman, rys: T. Moore i Ch. Adlard

Nie wiem jak to się stało. Może sama wpadła na ten pomysł, albo zasugerowała się moimi pochlebnymi komentarzami podczas oglądania serialu, ale na urodziny od mojej lepszej połowy otrzymałem pierwsze czterdzieści osiem zeszytów tej serii. Sam jakoś miałem w planach zabrać się za ten tytuł, jednak gdy się zdecydowałem na polskim rynku było już kilka wydań zbiorczych i niestety budżet nie pozwalał na jednorazowy zakup wszystkich tomów. Dzięki prezentowi za jednym razem nabyłem osiem tomów i resztę było już łatwo dokupić.





Sama historia opowiada losy kilku osób które walczą o przetrwanie w świecie opanowanym przez zombie. Widzimy ich próby odnalezienia się w nowych warunkach, poszukiwanie jakiegoś schronienia, jedzenia oraz broni. Wielkim plusem całej tej serii są świetnie stworzone postacie. Dokładnie przemyślane, głębokie z wadami i zaletami. Ciekawie się obserwuje jak powstają zależności między nimi. Zostają zawarte pierwsze przyjaźnie, powstają kłótnie i różne spięcia. Zaczyna się walka o przywództwo w grupie i jak każda z postaci na swój sposób radzi sobie z przeciwnościami losu. Cała historia biednie jakby taką parabolą, od czystej akcji do spokojniejszych momentów chwilowego spokoju w życiu głównych bohaterów. Dzięki temu opowieść jest trochę przewidywalna, co nie znaczy że nudna. Równocześnie, Kirkman scenarzysta serii, udowadnia kilka razy, że nie istnieje w tej opowieści coś takiego jak status quo i nie jest dla niego problemem co jakiś czas zabić jednego z głównych bohaterów. Mi osobiście bardzo to odpowiada i równocześnie wprowadza wiele zaskakujących momentów w opowieści. Dodatkowo czytając tę historię widać ewidentnie jak scenarzysta lubi utrudniać życie głównym bohaterom. W tym momencie przyznać muszę, że jest to pierwszy komiks, przy którym miałem momentami dość z powodu okropieństwa jakie spotyka głównych bohaterów. Niestety jak to bywa w takich historiach głównym i największym zagrożeniem są sami ludzie.



Całość została wydana w miękkiej okładce. Trochę szkoda, ale dzięki temu pasuje do kolejnych tomów z polskiego wydania. Wnętrze, czyli ponad tysiąc stron w jednym tomie, zostało sklejone oraz zszyte dzięki czemu po jednym czytaniu wygląda dalej jak nowe. Ogólnie zostało to ładnie wydane w podobnym klimacie jak polskie wydanie od Taurus Media. Dwie rzeczy do których mógłbym się tylko przyczepić to brak okładek poszczególnych zeszytów, lub przynajmniej okładek wydań zbiorczych oraz waga, ale to zrozumiałe. W autobusie raczej nie da się tego czytać, a nawet w domu w niektórych pozycjach jest ciężko.



Od strony graficznej komiks prezentuje realistyczną kreskę, która świetnie się sprawdza jako ilustracja do zdewastowanego świata i scen pełnych akcji. Całość opowieści jest utrzymana w czerni i bieli co wspaniale podkreśla ciężki, depresyjny klimat całego komiksu.



Szczerze przyznam, jak dostałem ten komiks trochę się przeraziłem. Wielgachna cegła w całości po angielsku, a mój angielski nie jest doskonały, wzbudziła we mnie obawy jak się z tym uporam. Na szczęście słownictwo nie okazało się jakieś wyszukane, a w samą opowieść wsiąkłem okropnie. The Walking Dead to wspaniała seria jak najbardziej warta bliższego zainteresowania. Tylko trzeba pamiętać, to opowieść dość ciężka i raczej dla dojrzalszego czytelnika.


sobota, 14 lipca 2007

#9 Marvel Zombies scen. Robert Kirkman, rys. Sean Phillips,

"Marvel Zombies" to mini seria (tylko 6 numerów), która przypadła mi bardzo do gustu, bo jak tu się nie bawić świetnie jak twórcy postanowili wszystkich najważniejszych herosów z uniwersum Marvela zamienić w zombie i się z nich mocno nabijać? Jednak zacznijmy od początku. Na Ziemię trafia z kosmosu straszna zaraza, która tylko z superbohaterów robi zombie. Rozprzestrzenia się w zastraszającym tempie i po szybkim czasie ogarnia całą planetę. Jednak pozostaje garstka (przynajmniej na początku opowieści), która podejmuje walkę i tak się przedstawia pokrótce ta historia.

Urzekł mnie w tej serii czarny humor, którego chyba największym generatorem jest Spiderman. W pierwszym zeszycie pożarł swoją żonę i ciotkę i przez resztę serii ma straszne wyrzuty sumienia i to zawsze jak się naje. Wygląda to świetnie i jest się naprawdę z czego pośmiać, pod warunkiem ze ktoś lubi taki humor. Mądrze jest jeszcze pokazany problem braku pożywienia po zjedzeniu całej populacji ziemskiej. Ciągłe podejrzenia czy ktoś czegoś nie zjadł, nie ukrywa, walki między sobą o każdy kawałek mięsa i takie tam, ale i z tym sobie poradzili nasi bohaterowie.

Co do oprawy graficznej to niestety nie trafia ona do mnie. Po prostu nie jestem fanem takiej kreski. Jest jakaś taka bez polotu i nieciekawa. Jednak z drugiej strony trzeba zauważyć, że świetnie jest dobrana paleta kolorów. Wszystko jest szare i takie jakieś przybrudzone co świetnie pasuje do klimatu komiksu. Należy jeszcze nadmienić, że o ile sam komiks jest średnio narysowany to okładki są prześliczne i bardzo przyjemnie się je ogląda.

Mini seria na mocne 4/6 i jeśli kiedyś wyjdzie w naszym pięknym kraju, co jeszcze długo nie nastąpi, to będzie trzeba kupić.