Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Matthew Roberts. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Matthew Roberts. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 24 sierpnia 2014

#342 cotygodniowa zeszytówka #121

Deadpool-028-(2014)Deadpool #28, Marvel

scenariusz: Gerry Duggan oraz Brian Posehn, rysunki: Scott Koblish


Po w sumie  słabym poprzednim numerze tej serii, ten w pełni mi to zrekompensował. Jest on kwintesencją tego co najbardziej lubię w tym tytule. Niczym nie skrępowana szalona akcja pełna żartów z wszystkiego co się nawinie. Tym razem obrywa się Japonii, bo to właśnie do niej wybrał się główny bohater wraz ze swą urodziwą małżonką na miesiąc miodowy. Wszystko rozpoczyna się dość banalnie. Deadpool'owi jakiś dzieciak kradnie walizkę pełną pieniędzy, więc ten udaje się za nim w pościg. To co następuje później trudno opisać. Dochodzi do zamieszek na ulicach. Pojawia się Yakuza i The Hand, smoki, Sunfire i przedziwny gang nastolatków walczących jakby przy użyciu olbrzymich pokemonów. Trup ściele się gęsto, akcja prze do przodu w zawrotnym tempie, a gdzieś między tym kilka całkiem dobrych dowcipów. Nawet pojawia się gdzieś, na moment panna młoda z Kill Bill'a, która w dość efektowny sposób spędza czas w tym kraju. Jednak najbardziej zaskoczył mnie sam koniec, kiedy to Wide robi coś niesamowitego i chyba nigdy bym go o to nie posądził. Często jest okropnym dupkiem, a tutaj pokazał klasę i to że przyjaciel jest najważniejszy.


The Witcher 004The Witcher #4, Dark Horse


scenariusz: Paul Tobin, rysunki: Joe Querio

Gdy Wiedźmin i Vara spacerowali po pobliskim lesie w około nawiedzonego domu, zaczęło robić się nieciekawie. Jakby tego było mało, całe napięcie było potęgowane za pomocą tajemniczego bicia dzwony z kierunku pobliskiego domostwa. Wszystko to skłoniło naszą parę do szybkiego powrotu, a tam wszystko było jeszcze dziwniejsze. Mianowicie trafili w jednym pomieszczeniu na siedzącego przy jednym stole Jakoba i jego ukochaną Martę. Tylko z nią coś mocno było nie tak. Nie odzywała się, nie pozwalała się nikomu do siebie zbliżyć, a gdy ktoś starał się nawiązać z nią kontakt to groźnie warczała. Wszystko to dość mocno wpisuje się w dotychczasowy klimat tej serii, ale mnie on już lekko zaczyna męczyć. To co na początku mi się tu podobało, teraz powoli staje się nudne i tak na prawdę nie posuwa wcale do przodu akcji, która wlecze się okropnie. Geralt w towarzystwie swoich dwóch towarzyszy snuje się po kolejnych pokojach nawiedzonej rezydencji. Co rusz natrafiają na kolejne, dziwne witraże, które w piękny sposób komentują i opisują ich rzeczywistość, jednak nadal za bardzo nic z tego nie wynika. Mam nadzieję, że ostatni numer zamknie w jakiś ciekawy i sensowny sposób opowieść nadając całej serii jakiejś większej wymowy. Może chociaż zmieni ją w dobrą rozrywkę?


Manifest Destiny 09Manifest Destiny #9, Image Comics


scenariusz: Chris Dingess, rysunki: Matthew Roberts


Uczciwie się przyznam, mam wielki problem z tą serią. Gdy na początku natrafiłem na jej zapowiedzi, jawiła mi się jako coś ciekawego i świeżego. Miałem nadzieję na przyjemną opowieść przygodową z elementami nadprzyrodzonymi. Po przeczytaniu już dziewięciu numerów szczerze przyznam, że nawet to otrzymałem. Tylko dlaczego jest to takie nudne? Akcja wlecze się niemiłosiernie do przodu. Aktualnie jesteśmy w trakcie jakby drugiego rozdziału i jest w sumie prawie taki sam jak pierwszy tylko zmieniła się sceneria. I tu i tam nasza dzielna załoga została uwięziona w jakimś miejscu i teraz rozmyślają jak wydostać się z tej patowej sytuacji. Oczywiście w około niebezpieczeństw przybywa. Jednak nie myślcie, że ta seria to nic niewarta pozycja. Miewa czasem ciekawe przebłyski i w sumie tylko one trzymały mnie przy tej serii. Zawsze jak już miałem absolutnie dość, to dzieje się coś na tyle ciekawego, że mam ochotę sięgnąć po następny. Tym razem była to scena, w której Kapitan Clark podczas swego wybuchu gniewu zorientował się, że jego podwładny próbował się dobierać do jednej z uczestniczek wyprawy. To co następuje później jest naprawdę dobre i wciągające, ale ja już chyba podaruję sobie kolejny numer.

niedziela, 15 czerwca 2014

#327 cotygodniowa zeszytówka #111

Manifest Destiny 07Manifest Destiny #7, Image Comics


scenariusz: Chris Dingess, rysunki: Matthew Roberts


Po wydarzeniach w osadzie La Charrette wszyscy ocaleni udali się w dalszą cześć wyprawy i każdy z nich starał się na swój sposób uporać z przeżyciami ostatnich dni. Niektórzy skłonili się w kierunku religii. Inni pozostawili wszystko sobie samemu i cierpliwie czekają aż samo się jakoś wszystko ułoży. Natomiast kilku nowych członków załogi, czyli ci którzy ocaleli i przeżyli koszmar ożywionej flory w osadzie, stara się za wszelką cenę okazać przydatni w nowym otoczeniu. Można by nawet rzec, że w szeregi wyprawy wdarła się sielanka. Jednak nie trwało to długo , ponieważ najpierw Madam Boniface odkryła pewien sekret mogący doprowadzić do buntu na statku oraz podważenia autorytetów na nim. Potem jednak cała sytuacja skomplikowała się jeszcze bardziej, gry cały okręt utknął na samym środku rzeki. Żadne próby nie sprawiły, aby statek drgnął chociaż o centymetr. Czy to poprzez ciągnięcie go linami z brzegu lub odepchnięcia za pomocą długich pali. Wszystko to jawiło się jedną wielką zagadką, aż do momentu, gdy kapitan Lewis nie zanurkował w wodzie. To co tam zobaczył lekko go przeraziło, jednak nie mogło się równać z tym co czekało na powierzchni wody. Mi jednak sama lektura średnio przypadła do gustu. Niby fabuła jest ciekawa i posiada zaskakujące zwroty akcji. Ma również interesujących i wyrazistych bohaterów, którzy skrywają przed czytelnikiem jeszcze sporo sekretów, ale czyta się to troszkę topornie. Co prawda obracam każdą kolejną stronę i brnę dalej, jednak całkowicie pozbawiony emocji. No może poza lekkim znudzeniem i ciągle się pytam, sam siebie, dlaczego dalej to robię.


RR#14Rachel Rising #14, Abstract Studio


scenariusz i rysunki: Terry Moore

Rachel nadal bardzo się martwi, że nie odzyska ponownie uśmierconej swojej przyjaciółki Jet. Jednak podczas siedzenia przy niej na skraju łóżka, w obecności Earla, odkrywa ciekawą zależność jaka panuje między nimi dwoma. Ciekawi mnie jak wykorzysta to scenarzysta dalej w swojej opowieści, bo możliwości jest naprawdę wiele. Potem natomiast robi się jeszcze ciekawiej. Chociażby w scenie z przeszłości, kiedy to czytelnik obserwuje Rachel podczas sadzenia trzech drzew w bardzo konkretny sposób, a potem w ściśle określonej odległości od nich zakopuje jakieś tajemnicze pudełko. Chwilę później akcja przenosi się do teraźniejszości i skupia się na małej Zoe, która ucieka swojemu kuratorowi podczas mroźnego, zimowego dnia. Natrafia na Rachel stojącą przy tych samych trzech drzewach posadzonych wiele lat temu. Jednak ich spotkanie nie trwa długo ponieważ Zoe zauważa kogoś, kto przeraża ją niesamowicie i mała dziewczynka ratuje się ucieczką. Jednak na nic się jej to zda, bo chwilę później trafia jeszcze gorzej, czyniąc finał numeru tak bardzo ciekawym, że nie mogę się doczekać kolejnego numeru. Jednak pomijając samą fabułę i ciekawe postacie, to powtórzę się i napiszę, iż klimat tej opowieści to najlepsze co w tym komiksie. Wszech ogarniające poczucie czegoś złego kryjącego się gdzieś w tle jest wspaniały.


Starlight 001Starlight #1, Image Comics


scenariusz: Mark Millar, rysunki: Goran Parlov


Nie wiem czemu tak długo zabierałem się za lekturę tego komiksu, bo cały czas kiedy zwlekałem mogę uznać za zmarnowany. Jest to świetna lektura przy której bawiłem się wspaniale. Chodź to określenie może nie najlepiej pasuje do tej opowieści, bo tak naprawdę jest to bardzo gorzka historia o przemijaniu. Całość rozpoczyna się w momencie kiedy piękna kobieta wręcza medal jednemu mięśniakowi za obalenie przez niego wstrętnego dyktatora i przywróceniu demokracji całej planecie gdzieś w odległej galaktyce. Chwilę później widzimy tego samego młodzieńca kilkadziesiąt lat później, gdy jest już siwym facetem po przejściach właśnie udającym się na pogrzeb swojej ukochanej żony. Od tego momentu komiks ten staje się gorzką opowieścią o przemijaniu życia, kiedy to zostajemy sami i w sumie stajemy się niepotrzebni. Nasze dzieci prowadzą własne życia wraz ze swoimi rodzinami, bliskich nam osób już nie ma i pozostają nam tylko wspomnienia naszej ukochanej oraz czasu gdy byliśmy na obcej planecie i ratowaliśmy ją przed złem. Pomieszanie naprawdę smutnej opowieści o życiu z awanturniczym klimatem science - fiction rodem z lat 70 i 80 ubiegłego wieku to moim zdaniem strzał w dziesiątkę. Mam nadzieję, że poziom kolejnych numerów będzie równie dobry, bo jeśli tak to szykuje się wielki hit, który poza świetną zabawą daje jeszcze trochę do myślenia.


sobota, 17 maja 2014

#317 cotygodniowa zeszytówka #107

RR #12Rachel Rising #12, Abstract Studio


scenariusz i rysunki: Terry Moore

Terry Moore najwięcej miejsca w tym numerze zarezerwował dla rozmowy pomiędzy demonem Malusem, a nastoletnią Zoe. Wcale mu się nie dziwię, bo jest to najmocniejsza część tego komiksu. Obie postacie pokazały się z trochę innej strony niż zwykle co jest naprawdę piękne. Swoją drogą to czym dalej posuwam się w tej opowieści to coraz bardziej podoba mi się fakt, że w sumie cały czas każda z występujących tutaj postaci ma jeszcze wiele do pokazania i w każdym momencie może mnie bardzo zaskoczyć. Tak jak Zoe w tym numerze, gdy przerodziła się z małej, zamkniętej w sobie i przestraszonej dziewczynki w zadziorną i nie bojącą się niczego jednostkę grożącą demonowi. Nie do końca podoba mi się z kolei przepowiednia Malusema bo jest mocno już wyeksploatowana w całej popkulturze. Jednak z drugiej strony muszę przyznać, że idealnie pasuje do całości opowiadanej tutaj historii. Terry Moore swego czasu ogłosił ten numer jako swoiste zakończenie pierwszego sezonu tej serii i nie mam nic przeciwko, aby wyglądało właśnie tak. Po jego lekturze mam nadal sporą ochotę sięgnąć po następny komiks, aby jak najszybciej poznać kolejne wydarzenia jakie mają miejsce w małym sennym miasteczku gdzieś w zapomnianym przez boga miejscu.


Deadpool v4 023Deadpool #23, Marvel


scenariusz: Gerry Duggan oraz Brian Posehn, rysunki: Mike Hawthorne


Ten komiks zawsze był krwawy i brutalny, jednak mam wrażenie że tym numerem jego twórcy ustanowili jakiś nowy rekord brutalności dla tej serii. Główny bohater chcąc odzyskać swoje pieniądze, które jest mu winna SHILD dostaje się na ich największą latającą bazę z zamiarem siania tam chaosu i zniszczenia. Poświęca się w całości dla realizacji tego planu dzięki czemu wszystko wychodzi mu na piątkę z plusem. Przekłada się to oczywiście na wiele trupów, a Wade Wilson kończy ich żywoty za pomocą swoich dwóch katan, oblewa przeciwników kwasem, wysadza ich w powietrze, dusi żyłką itp. Ktoś po przeczytaniu tego fragmentu powyżej mógłby mylnie orzec, iż komiks ten to tylko i wyłącznie chora rozrywka dla jakiś zwyrodnialców. Jednak cała ta przemoc jest przeplatana wieloma śmiesznymi scenami, które w piękny sposób odrealniają całą tą przemoc. Dzięki temu chyba nikt nie będzie jej traktował poważnie, tylko raczej z przymrużeniem oka. Jako kolejną część całej konwencji w jakiej opowiadana jest od samego początku historia Deadpoola.


Manifest-Destiny-006Manifest Destiny #6, Image Comics


scenariusz: Chris Dingess, rysunki: Matthew Roberts


Jak poprzedni numer mnie trochę zawiódł to ten przywrócił mój zapał do tej serii. Wszystko dzieje się tutaj w bardzo szybkim tempie, w końcu cały numer rozpoczyna się ucieczką przez las głównych bohaterów wraz z ich kompanami przed zgrają roślinnych zombie. Potem akcja troszkę zwalnia i cała opowieść robi się jeszcze ciekawsza kiedy to Levis i Clark zostają schwytani przez tajemniczego boga z innego świata i skazani na śmierć w jego wnętrznościach. Jednak zanim umrą zapadają w dość dziwne sny, które mówią kilka niepokojących rzeczy o jednym z nich. Przyznam dość mocno mnie to zaintrygowało i chętnie sprawdzę jak rozwinie się ten wątek. Jednak najlepsza z całego numeru jest ostatnia strona na której Clark dość dobitnie podsumowuje ich dotychczasową wyprawę i zwraca uwagę na kilka faktów, które nurtowały też i mnie. Słusznie zauważyli, że troszkę im ludzi ubyło, scenarzysta się zapędził i teraz ciekawe jak z tego z sensem wybrnie. Dodatkowo sporym plusem tego numeru jest kilka kadrów znajdujących się w tym zeszycie. Największe wrażenie zrobił na mnie jeden, na którym znajduje się kilka zająców morderców tylko w konturach. Jest po prostu piękny i zabawny zarazem.


 

niedziela, 4 maja 2014

#313 cotygodniowa zeszytówka #105

Aquaman (2011-) 030Aquaman #30, DC comics,

scenariusz: Jeff Parker, rysunki: Paul Pelletier oraz Alvaro Martinez

Niby jest w tym komiksie wszystko co powinna mieć dobra i wciągająca opowieść, a ja wynudziłem się przy nim dość konkretnie. Najgorsze jednak dla mnie było ciągłe żonglowanie wątkami niepozwalające ani na chwilę skupić się na jakimś konkretnym. Jednak jak się nad nim głębiej zastanawiam to dochodzę do wniosku, że specjalnie nie odbiega konstrukcją od poprzednich numerów. Jest tutaj miejsce na dość długą i niezwykle zaciętą scenę walki pomiędzy Aquamanen i Herculesem. Próba nieudanego zamachu na chwilowego władcę Atlantydy podczas nieobecności króla. Trochę posunął się również wątek z tajemniczą podwodną bazą, gdzie ludzie prowadzą dość szalone badania. Jednak po mimo tego, ten numer mi nie spasował. Może mam chwilowe zmęczenie materiału, albo po prostu nie interesuje mnie aktualny wątek z wypuszczenie pradawnych, mitologicznych potworów na świat, które aktualnie wybierają się na zabójczy rajd po naszej planecie. Następny odcinek za około miesiąc, więc może do tego czasu ja nabiorę większego dystansu do bieżących wydarzeń i będę się lepiej bawił podczas lektury.


The Manhattan Projects 020The Manhattan Projects #20, Image Comics


scenariusz: Jonathan Hickman, rysunki: Nick Pitarra

To jest naprawdę zadziwiające jak niektóre serie przez cały czas swojego ukazywania się mają stały i to w dodatku dość wysoki poziom. Co więcej mam wrażenie, że nie jest to zależne od samych twórców, bo im zdarzają się lepsze i gorsze opowieści. Moim zdaniem poziom właśnie zależy od danej serii i jej ogólnych założeń. Świetnie to widać chociażby na przykładzie The Manhattan Projects i Aquaman. Pierwsza seria przynosi ze sobą zawsze ciekawą i wciągającą rozrywkę, czasem dodatkowo skłaniającą do zadumy. Druga z kolei zapewnia dość prostą chwilę zabawy tylko w pewnych momentach mającą przebłyski czegoś bardziej wartościowego. Trochę pozwoliłem sobie na chwilę teoretyzowania, a tymczasem wypadałoby napisać też kilka zdań o bieżącym numerze. Skupia się on, jak sugeruje już sam jego tytuł, na osobie Einsteina. Jednak z racji tego, że seria ta jest dość pokręcona cała fabuła tego komiksu została oparta na rozmowie głównego bohatera z samym sobą z alternatywnej rzeczywistości. Dzięki takiemu zabiegowi twórcy podczas kreowania przeróżnych światów wraz z ich florą i faunom dali piękny popis swojej wybujałej fantazji. Jednak najciekawsze w tym wszystkim jest to, iż prowadzi to do ciekawej analizy zła, które w każdym alternatywnym świecie miało taką samą twarz w postaci ... . Nie mam zamiaru wam tego popsuć, ale Ci z was, którzy są na bieżąco z tą serią pewnie się domyślą o kogo chodzi. Mam wielką nadzieję, że wszystkie serie jakie zostaną w najbliższym czasie wydane z Image Comics w naszym kraju okażą się wielkimi sukcesami i ktoś sięgnie również i po tą, bo w pełnia na to zasługuje.


Manifest-Destiny-005-(2014)Manifest Destiny #5, Image Comics


scenariusz: Chris Dingess, rysunki: Matthew Roberts


Komiks ten jest bezpośrednią kontynuacją poprzedniego numeru, przez co zastajemy głównych bohaterów w momencie kiedy są atakowani przez jednego ze swoich byłych podwładnych. Stało się tak, ponieważ został on przemieniony w coś na wzór roślinnego zombie. Po tym zdarzeniu cała akcja dość mocno przyśpiesza. Levis i Clark w bardzo szybki sposób wracają wraz ze swoim oddziałem z powrotem na swoje statki. Tam cała załoga zostaje zapoznana z nową bronią, która daje wszystkim nadzieję na zwycięstwo. Jednak nie na długo. Gdzieś w między czasie czytelnik poznaje kolejną ciekawą informację o młodej Indiance, która dołączyła do całej wyprawy. Przyznam szczerze, bardzo mi się spodobało to zagranie scenarzysty. Niby można się było tego domyślić, ale zaskoczenie i tak było. Swoją drogą postać ta i jej cała rola w tej historii, która jest budowana w intrygujący sposób to jak na razie jedyna rzecz jaka mnie trzyma przy tej serii.  Smuci mnie tylko to, że aby poznać jej historię będę pewnie musiał jeszcze sięgnąć po wiele numerów tej serii.


poniedziałek, 21 kwietnia 2014

#310 cotygodniowa zeszytówka #103

Manifest-Destiny-004-(2014)Manifest Destiny #4, Image Comics


scenariusz: Chris Dingess, rysunki: Matthew Roberts


W sumie to od drugiego numeru akcja tej opowieści dzieje się cały czas w jednym, dość nie dużym forcie, a mimo tego scenarzyście cały czas udaje się trzymać czytelnika w napięciu. Najpierw poprzez wprowadzenie zagrożenia z zewnątrz w postaci olbrzymich stworów. Trochę z wyglądu przypominających minotaury. Potem zostało to urozmaicona za pomocą dziwnej zarazy zmieniającej ludzi w roślinne jakby zombie. Aktualnie cała historia została poszerzona o nowe dwie postawie i atmosfera trochę się zagęściła, ponieważ wyszła na jaw pewna umowa jaką zawarli Lewis i Clark z jegomościem Toussaint Charbonneau. Jednak mi najbardziej przypadła do gustu scena w której główni bohaterowie wraz z kilkoma innymi towarzyszami niedoli próbują wspólnie wymyślić plan ucieczki z fortu i powrót na ich okręt. W ciasnych czterech ścianach izby, w którym dzieje się cała scena, idealnie zostały zobrazowane wszelkie problemy i napięcia jakie trapią aktualnie całą wyprawę. Bardzo umiejętnie zostało to zobrazowane i za to należą się słowa pochwały pod adresem twórców. Niby nic takiego nie dzieje się w tej serii od samego początku, a cały czas mam ochotę do niej wracać i jestem ciekaw co będzie dalej. Takie cechy, moim zdaniem, powinien zawierać dobry komiks.


Deadpool v4 021Deadpool #21, Marvel


scenariusz: Gerry Duggan oraz Brian Posehn, rysunki: Mike Hawthorne

Jakież to rozkoszne z jakim wdziękiem Deadpool pakuje się cały czas w kolejne problemy. Tym razem agent Gorman, z którym główny bohater ma dość mocno na pieńku, przypadkiem dowiaduje się iż w ciele Wada znajduje się agentka Preston. Przez to głowa naszego czerwonego wariata w momencie staje się warta 10 milionów dolarów i każdy trykociarz w okolicy zaczyna na niego polować. To z kolei prowadzi do kilku dość zabawnych momentów z których ta seria słynie. Dzięki temu numerowi akcja została trochę posunięta do przodu. Pojawił się nowy, dość ciekawy gracz w całej intrydze, który za pewne dość mocno namiesza w całej opowieści. Mi natomiast najbardziej spodobała się jednak wspólne wyjście Deadpool'a wraz z agentką Preston do kina. Sposób Wilsona na to, aby nie musiał oglądać w jego opinii najnudniejszego filmu na świecie mnie po prostu rozwalił. Dobrze, że użył do tego tłumika, bo inaczej mógłby wzbudzić dość powszechną panikę w kinie. Główny bohater znowu okazał się mistrzem ciętej riposty i dość mocnego dowcipu.


RR-11Rachel Rising #11, Abstract Studio


scenariusz i rysunki: Terry Moore

Terry Moore w ciekawy sposób rozwija bezustannie swoją opowieść grozy o zemście czterech czarownic. Najpierw skupił się na przedstawieniu kilku kluczowych postaci i dał czytelnikowi chwilę czasu, aby mógł się zastanowić co ich wszystkich łączy. Potem wyjawił nam całą prawdę o nich i to w taki sposób, że tylko spotęgował naszą ciekawość do dalszej lektury. Aktualnie dalej popycha fabułę do przodu poprzez komplikowanie tego wszystkiego i dodawanie nowych postaci. Jednak mnie najbardziej w tej całej opowieści urzekł dość specyficzny i dziwny klimat grozy. Komiks ten jest pełen nietuzinkowych zdarzeń, jak chociażby otwierająca ten komiks scena, w której dwa białe, małe króliki zjadają jakiegoś lisa lub wilka. Idealnie wpasowuje się to w całokształt tej opowieści. Dodatkowo gdy poznawałem historię o tym co spotkało cztery główne bohaterki trzysta lat temu było mi ich autentycznie przykro. Natomiast z drugiej strony byłem pełen złości na głupich i zacofanych ludzi, którzy ze strachu i pod wpływem ślepej wiary dokonali naprawdę strasznych i okropnych rzeczy. Jednak najsmutniejsze w tym wszystkim jest to, że z historii wiemy iż takich sytuacji było naprawdę wiele.


 

 

 

niedziela, 16 lutego 2014

#289 cotygodniowa zeszytówka #94

Deadpool v4 015Deadpool #15, Marvel

scenariusz: Gerry Duggan oraz Brian Posehn, rysunki: Declan Shalvey

Numer ten rozpoczyna pierwszą większą opowieść na łamach tej serii. Nosi ona odwołujący się do klasyki kina tytuł "The Good, The Bad and The Ugly" i w pięciu zeszytach opowie o walce trzech super bohaterów z tajemniczym Butler'em. Deadpool to postać, która non stop pakuje się w problemy, jednak tym razem wpada tak konkretnie, że potrzebuje pomocy przyjaciół. Jest jednak pewien problem na drodze do osiągnięcia celu. Ten bohater tak na prawdę kolegów nie ma, a wszyscy wokoło raczej go unikają. Dlatego też trochę podstępem oraz dzięki sprytowi udaje mu się namówić do współpracy Wolverina oraz Kapitana Amerykę. Jak na razie widać, że scenarzyści chcą opowiedzieć ciekawą, wielowątkową historię. Całość oparli na dobrze dobranych bohaterach oraz tajemnicy z przeszłości. Jest to nowość na łamach tej serii, ponieważ dotychczas cała fabuła opierała się głównie na luźnych scenariuszach mających na celu wyśmiewanie wszystkiego w około. Teraz pierwszy raz scenarzyści próbują opowiedzieć jakąś konkretną i chyba poważniejszą fabułę, co mi się bardzo podoba. Trzymam kciuki za powodzenie tego planu i z chęcią sprawdzę jak dalej się to rozwinie.


Aquaman (2011-) 027Aquaman #27, DC comics,


scenariusz: Jeff Parker, rysunki: Paul Pelletier i Netho Diaz


Czuję się lekko zawiedziony tym numerem. Po tym jak skończył się poprzedni liczyłem na jakąś podróż do Atlantydy za czasów jej świetności. Miałem nadzieję, że poznam kolejny fragment jej historii i może zapoczątkuje to jakiś większy wątek w tym kierunku. Tymczasem dostałem może trzy strony o tym. Reszta numeru to kolejna porcja rozpierduchy z olbrzymim potworem i w sumie nic ponad to. Nie twierdzę iż jest to jakiś zły komiks. W swojej kategorii lekkiej rozrywki z dużą ilością akcji jest nawet w porządku. Jednak zapowiadało się na całkiem coś innego i stąd moje rozczarowanie. Dodatkowo strona wizualna całej opowieści momentami powróciła do początków tej serii i wygląda to strasznie. Miejscami stwarza to wrażenie jakby komuś nagle zaczęło brakować czasu i robił niektóre sceny od niechcenia. Natomiast cała strona osiemnasta chyba nigdy nie powinna ujrzeć światła dziennego.


RR#6Rachel Rising #6, Abstract Studio


scenariusz i rysunki: Terry Moore

Szósty już numer Rachel Rising niestety jak poprzednie numery, nie przynosi żadnych odpowiedzi na nurtujące mnie pytania. Za to pojawia się więcej ożywionych zwłok oraz jeden dość ekscentryczny pan doktor Siemen, który skrywa dość okropną tajemnice u siebie w domu. Do całej atmosfery tajemniczości świetnie wpasowuje się kilka strzępków nowych informacji jakie czytelnik otrzymuje na temat tajemniczej blondynki, która zawsze gdy się pojawi to ktoś ginie. Szczerze przyznam, nie wiem co mam o tym wszystkim już myśleć. Już dawno nie miałem tak, abym miał problem z wywnioskowaniem dokąd to wszystko zmierza. Jednak scenarzysta na tyle umiejętnie prowadzi całą opowieść, a w szczególności buduje i utrzymuje klimat tajemniczości i grozy, że cały czas mam ochotę na więcej. Cieszy mnie również fakt, że pomimo tego iż jest to kolejna opowieść o ożywających trupach,, to nie ma to nic wspólnego z zombie.


Manifest-Destiny-001Manifest Destiny #1, Image Comics


scenariusz: Chris Dingess, rysunki: Matthew Roberts


Manifest Destiny to opowieść oparta na autentycznej wyprawie Lewisa i Clarka, którzy w latach 1804 - 1806 odbili pierwszą amerykańską lądową wyprawę na zachód, która dotarła do wybrzeży Pacyfiku. Jednak komiks ten nie może być zwykłą relacją tej wyprawy opartą na faktach. Jak napisał sam scenarzysta na ostatniej stronie całe dzieciństwo wychowywał się na dziwnych lekturach. Dodatkowo miał do czynienia nie z każdym numerem swoich ulubionych serii, więc luki w fabule musiał sobie dopowiadać sam. Z tego też powodu tworząc tą opowieść połączył ją z fantastycznymi elementami dzięki czemu czytelnik otrzymuje porywającą i oryginalną opowieść utrzymaną w klimatach kolonialnych. Pierwszy numer bardzo umiejętnie wprowadza w cały świat przedstawiony na łamach komiksu. Poznajemy głównych bohaterów, cieką wspólną cechę łączącą wszystkich uczestników wyprawy oraz natrafiamy na pierwsze niesamowite znalezisko. Jest to naprawdę dobra rozrywka dająca odrobinę świeżości na rynku. Mam nadzieję, że poziom taki sam będzie się utrzymywał w kolejnych numerach.