Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mark Millar. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mark Millar. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 1 lutego 2015

#376 cotygodniowa zeszytówka #144

Jupiter's Legacy 005Jupiter’s Legacy #5, Image Comics

scenarzysta: Mark Millar, rysunki: Frank Quitely

Czułem się dość mocno zagubiony i niepewny kiedy sięgałem po ten komiks. W końcu od ukazania się poprzedniego numeru minęło jakieś dziesięć miesięcy tak na szybko licząc. Niestety pierwsze strony lektury wprowadziły tylko więcej zamętu. Jednak czym dalej w las tym było lepiej. Szybko okazało się, że tajemniczy jegomość z okładki to Barnabas Wolfe, super złoczyńca, który aktualnie pracuje dla rządu USA i zajmuje się wyłapywaniem mu podobnych ukrywających się wśród niczego nie podejrzewającym społeczeństwie. Wszytko to dlatego, aby Brandon i wujaszek Walter nadal mogli realizować swój plan utopijnej ameryki. Wszystko to może by się udało i nadal funkcjonowało, gdyby łowca złoczyńców nie wziął na celownik rodziny Cloe. To co dzieje się później jest jedną wielką zapowiedzią buntu i rebelii wszelkiej maści złoczyńców na czele, której stać będzie jedna niepozorna rodzinka z wyglądu. Bardzo zdziwiło mnie to jak po tak wielkim odstępie czasu z każdą stroną czytało mi się ten komiks lepiej. Szybko poprzypominałem sobie kto jest kim i jakie są po między nimi relacje. Poza tym całość została napisana naprawdę gładko przez co przyjemność z lektury jest wysoka. Drugi pozytyw jaki przykuł moją uwagę to ujęcie głównych bohaterów w naszym społeczeństwie i to jak się w nim ukrywali. Cloe wraz z mężem wykonują najpodlejsze prace aby się tylko nie wyróżniać, a przecież śmiało mogliby walczyć o panowanie nad światem. Natomiast ich nastoletni syn w szkole jest uważany za worek do bicia i nie ma żadnych przyjaciół, tylko po to, by mógł spokojnie i bezproblemowo wymykać się i pędzić na pomoc potrzebującym. Wszystko to w ciekawy sposób ułożyło się w interesującą całość z taką wisienką na torcie w postaci finału tego numeru. Z jego powodu znowu czekam na kolejne numery i tylko kolejne opóźnienia mogą mnie od tego odwieść.


Five Ghosts - The Haunting of Fabian Gray 002Five Ghosts: The Haunting of Fabian Gray #2, Image Comics

scenariusz: Frank J. Barbiere, rysunki: Chris Mooneyham

Zdaję sobie sprawę, że piszę drugi tydzień z rzędu o tej samej serii, ale musicie mi wybaczyć. Zawładnęła ona moimi myślami kompletnie i od tygodnia bardzo często o niej myślę. Cała cudowna pulpa jaka znajduje się na każdej stronie tego komiksu budzi we mnie dziecko, które pierwszy raz zobaczyło lata temu w telewizji pierwszy odcinek starego Star Treka. Z cudownymi tekturowymi scenografiami i naiwną fabułą. Jednak z takim pokładem magii, że na każde kolejne odcinki już polowałem. Tak jest i tutaj. Każda kolejna strona to następna porcja szaleństwa i znanych motywów. Znaleźć tu można pradawny kult połączony z gigantycznymi pająkami. Tajemniczego mistrza kung fu, no bo przecież tego motywu nie mogło zabraknąć, podróżującego w sterowcu wyglądającym jak typowy, żaglowy chiński statek morski. Oczywiście jest i wspaniały Fabian, który w niezwykle widowiskowy sposób wykorzystuje swoje opętanie. Akcja gna do przodu jak szalona, aż nie ma czasu na oddech. Lecz najlepsze co jest tutaj to pierwsze trzy strony pokazujące powstanie, dorastanie i młodość głównego bohatera i jego siostry bliźniaczki. Jak kradli, rozrabiali i zadzierali z mrocznymi siłami. Te trzy strony spokojnie wystarczają za cały tom retrospekcji, aby wprowadzić czytelnika w historię Fabiana i jego siostry. Jestem pełen podziwu jak na tak bardzo ograniczonej przestrzeni udało się twórcom przekazać tak kompleksowo relację między dwojgiem rodzeństwa. Dzięki temu znacznie łatwiej jest potem zrozumieć wszelkie ryzyko jakie ponosi nasz łowca skarbów dla jej ratunku. To dopiero drugi numer tej serii, a ja już tak wysoko ustawiłem mu poprzeczkę, że zaczynam się bać kiedy ona upadnie. Równocześnie z góry proszę o wyrozumiałość, bo coś mi się wydaje, że ta seria teraz często będzie gościć na łamach zeszytówki.


Aquaman (2011-) 038Aquaman #38, DC comics,

scenariusz: Jeff Parker, rysunki: Paul Pelletier

Jestem naprawdę mile zaskoczony w jaki sposób rozwija się aktualny wątek na łamach tej serii. Jakby się tak gruntownie zastanowić nad tym zeszytem, to nie ma w nim nic szczególnego. Ot główny bohater wraz ze swą ukochaną podróżują między wrotami i szukają krewniaczki Aqamana. Żegnają się z jednym światem tylko po to, aby w drugim spędzić trochę więcej czasu. Gdzieś w między czasie staczają zaciętą walkę z kamiennymi stworami ziejącymi ogniem, które jak się okazuje chwilę później strzegą ostatniego, najważniejszego portalu. Jak sami widzicie, drodzy czytelniczy, nie dzieje się tutaj nic czego nie bylibyśmy świadkami w poprzednich trzydziestu siedmiu zeszytach. Jednak nie jest żadna wada. Całość zapewnia naprawdę kawał porządnej i przyjemnej rozrywki. Wszystko to pomimo tego, że jest nam już trochę znajome i niczego nowego scenarzysta tu nie odkrywa. Zostało napisane bardzo sprawnie przez co nie nuży nawet przez chwilę. Nawet rysunki, na które już wiele razy narzekałem, w końcu wyglądają jakby Paul Pelletier nauczył się rysować. Co prawda nadal ma problemy z twarzami, ale za to drugi plan jest pełen szczegółów i po prostu ciekawy. Natomiast scena pojedynku głównych bohaterów z kamiennymi potworami skąpana w ogniu i wodzie to już przyjemne dla oka ilustracje. Nie wiem co się stało na łamach tej serii od czasu rozpoczęcia aktualnego wątku, ale proszę więcej takich zmian, bo efekt jest bardzo w porządku.

niedziela, 26 października 2014

#356 cotygodniowa zeszytówka #130

Aquaman (2011-) 035Aquaman #35, DC comics,

scenariusz: Jeff Parker, rysunki: Paul Palletier


Po raz kolej na łamach tej serii rozpoczyna się większa opowieść i ku mojemu zdziwieniu dzieje się to w dość interesujący sposób. Arthur robi przyjacielski gest w kierunku doktora Shina zapraszając go do podwodnego miasta i daje mu dostęp do całej wiedzy zgromadzonej przez jego mieszkańców. Dodatkowo w dość zaskakujący sposób radzi sobie z buntownikami próbującymi obalić jego rządy, a aktualnie przebywający w więzieniu. Nie skazuje ich na śmierć, czego domagała się rada starszych. W zamian za to wygnał ich ze swego królestwa i ukierunkował ich ku nowej drodze postępowania. Dzięki temu Aquaman ukazał się jako mądry król, który co prawda słucha rad swoich doradców, ale decyzje podejmuje sam. Takie jakie uważa za słuszne. Jednak najciekawsze zdarza się oczywiście na końcu tego numeru. Takie prawo rynku. Dzięki odkryciu profesora Shina i Evansa wychodzi na jaw interesujący fakt z dość niedawnej przeszłości głównego bohatera. Jednak już teraz można z pełną odpowiedzialnością powiedzieć, że będzie on miał duży wpływ na całą jego przyszłość. Całość zapowiada się naprawdę dobrze, ale znając cały ten run mam obawy, że wyjdzie jak zawsze i na końcu twórcy dają ciała.


Starlight 006Starlight #6, Image Comics

scenariusz: Mark Millar, rysunki: Goran Parlov

Mark Millar właśnie zakończył najlepszą przygodowo rozrywkową serię tego roku. Jakby tego było mało, uczynił to w doskonały sposób sprawiając tym samym, że jej brak będzie jeszcze bardziej odczuwalny. Po pierwsze świadczy o tym fabuła. Z początku mówiąca o starości, samotności i przemijaniu z lekka w poważny, prawdziwy i mądry sposób. Następnie, za pomocą wyprawy w kosmos głównego bohatera, cała opowieść zmienia się w cudowną awanturniczą przygodę z szybką, pełną akcji fabułą w duchu starych pulpowych filmów SF w rodzaju Flash Gordona lub Forbiden Planet. Dodatkowo historia ta jest bardzo dobrze przemyślana od samego początku i tak naprawdę ani jeden jej fragment nie jest zbyteczny. Co świetnie widać w końcowej walce pomiędzy Duke'iem a złym Kingfisherem, gdzie zostają wykorzystane elementy otoczenia poznane przez czytelnika kilka numerów przedtem. Po drugie - strona wizualna komiksu. Oddająca w każdym kadrze hołd starym książką i filmom z gatunku SF. Design statków kosmicznych, obcisłych strojów bohaterów z ich wysokimi kozakami u mężczyzn i pół nagich kobiet w zwiewnych sukienkach. Wygląd obcych planet z całą ich fauną i florą. Broni wyglądających jak kwadratowe fazery ze Star Treka, magnetyczne rękawice Kingfishera i wszelkiego żelastwa służącego do walki w zwarciu. Wszystko to przypomina nasze wyobrażenia sprzed jakiś pięćdziesięciu lat kiedy jeszcze myśleliśmy, że w 2014 roku będziemy już zamieszkiwać obce planety i latać po kosmosie w sposób przypominające dzisiejsze podróże samochodem.  Jednak najwspanialsza w tym wszystkim jest czysta frajda towarzysząca nam podczas lektury. Główny bohater, którego nie da się nie lubić od samego początku rzucający co rusz jakimś świetnym one linerem. Jego niesamowite przygody pełne zaskakujących zwrotów akcji i mądre zakończenie dające trochę do myślenia. Nie wiem jeszcze kiedy ukarze się wydanie zbiorcze tej serii, ale z pewnością trafi na moją półkę bo z pewnością jeszcze nie jeden raz powrócę na planetę Tantalus i jej mieszkańców.


Samurai Jack 013Samurai Jack #13, IDW Publishing

scenariusz: Jim Zub,  rysunki: Andy Suriano

Samurai Jack zawsze pewnie czuł się samotny w nie swojej linii czasowej do której został wrzucony przez złego Aku. Teraz jednak gdy utracił najcenniejszą rzecz jaką posiadał i dodatkowo stał się najbardziej poszukiwanym człowiekiem, to uczucie musiało się mocno nasilić. Główny bohater z długą zaniedbaną brodą, łachmanach i prawie bezbronny musi się ukrywać przed każdym obcym. Co z pewnością nie jest łatwe zważając na fakt, że na każdej ścianie wisi jego list gończy, a z telebimów nadawany jest komunikat o jego poszukiwaniach. Dlatego nigdy nie wiadomo, która z napotkanych osób w mig nie okaże się łowcą głów szukającym szybkiego zarobku. Jednak pomimo tak ciężkich czasów dla Jacka, gdzieś jest nadzieja na odwrócenie losu. Trzynasty numer tej serii to kolejny dobry komiks z ciekawą fabułą. Mi najbardziej spodobał się moment kiedy, samurai wspomina historię swego ojca i tego jak posiadł w swe władanie magiczny miecz. Najpierw retrospekcja, a potem prawie to samo spotyka głównego bohatera. Ciekawie te dwie opowieści współgrają graficznie ze sobą i płynnie przechodzą jedna w drugą. Taką wisienką na torcie jest dla mnie żart w postaci nagrody za głowę samuraja ufundowana przez Aku. Tak bardzo w klimacie tego szalonego i przezabawnego czarnoksiężnika. Znowu rozbawił mnie po raz kolejny.


Deadpool-032-(2014)Deadpool #32, Marvel

scenariusz: Gerry Duggan oraz Brian Posehn, rysunki: John Lucas

Po lekturze tego numeru mam wrażenie jakby twórcy na chwilę odpuścili sobie humor oraz ciągłe robienie sobie jaj z wszystkiego w około i chcieli stworzyć bardziej poważną historię. Deadpool dociera w końcu do swojego krewniaka, jeszcze do niedawna przednim skrzętnie ukrywanego. Widać ile sprawia mu to trudności. Nie potrafi się przyznać kim tak naprawdę jest i zamiast tego woli odgrywać rolę bohatera ratującego osobę w potrzebie. Cieszy mnie taka zmiana zaserwowana przez scenarzystów. Wade wypada w tej roli nawet całkiem wiarygodnie. Cała sytuacja mocno go przerasta i jak zawsze posiłkuje się żartami, zamiast być po prostu szczerym. Jednak z drugiej strony od razu włącza się u niego lojalność i troska o krewnego. Zrobi absolutnie wszystko, aby mu pomóc i go uratować. Poza tym jak zawsze w tej serii. Sporo akcji, kilka żartów takich sobie. Dazzler połączyła siły wraz z żoną Deadpoola Shiklah w walce przeciwko wampirom. Co oczywiście znacząco zwiększyło ilość czerwonego koloru na stronach. Ogólnie całkiem przyjemna rozrywka po którą śmiało można sięgnąć.


 

niedziela, 17 sierpnia 2014

#341 cotygodniowa zeszytówka #120

Ghosted-012-(2014)Ghosted #12, Image Comics

scenariusz: Joshua Williamson, rysunki: Goran Sudzuka


Numer ten dość mocno mnie zaskoczył. Po poprzednim spodziewałem się wielkiej wiedzmy i jeszcze większej ilości duchów, a tym razem scenarzysta postawił na ciekawe rozbudowanie całej fabuły. Mianowicie zostało zasygnalizowane, że na świecie pojawia się coraz więcej zjawisk nadprzyrodzonych i w związku z tym coś większego pewnie nadchodzi. Dlatego też Jacksona Winters został poproszony o współpracę z rządową agencją aby wyjaśnić całą zagadkę. Co więcej na arenie wydarzeń pojawia się nowy gracz, który jest spokrewniony z jednym z byłych bohaterów tej serii. Co ciekawe trudni się on bardzo ciekawym biznesem. Za odpowiednią opłatą uprawia stalking na kompletnie nowym poziomie. Nie chcę spoilerować, ale naprawdę warto samemu to zobaczyć. Pomysł nowatorski i z pewnością wart rozwinięcia. Z jednej strony mam lekkie wrażenie niedosytu, bo poprzednia historia nie została do końca zamknięta, a tutaj rozpoczyna się już nowa. Jednak z racji tego, że nowy wątek pokazuje jakby cały problem duchów w globalnym ujęciu, to mam jakieś dziwne wrażenie, że wszystko zostanie jeszcze dokładnie wyjaśnione w swoim czasie. Dlatego też spokojnie czekam na kolejne numery, które z pewnością przyniosą nową porcję świetnej rozrywki.


Thief of Thieves 023 (2014)Thief of Thieves #23,  Image Comics


scenariusz: Andy Diggle, rysunki: Shawn Martinbrough


Redmond po bardzo widowiskowej akcji z początku tego zeszytu i rozprawieniu się z Don Parrino. Swoją drogą zrobił to w dość brutalny sposób, moim zdaniem kompletnie nie pasującym do tej postaci. Orientuje się kto tak naprawdę odpowiada za śmierć jego rodziny. Samo wyjaśnienie tego jest nawet całkiem spójne i logiczne. Jednak zakończenie jakie następuje po nim jest tak bardzo przewidywalne, że chyba nikt nie będzie nim zaskoczony i to jest najsmutniejsze. Fascynuje mnie jak można pisać tak dobre serie jak ta, a potem to kompletnie zawalić jedną stroną. Numer rozpoczynać świetną sceną akcji jakiej nie powstydziłby się John Woo, potem dalej umiejętnie budować napięcie za pomocą rozmowy pomiędzy dwoma mężczyznami i wszystko to spartolić finałem. To trzeba mieć naprawdę talent, bo tak samo z siebie to chyba trudno by wyszło. Może dla jakiś kilkunastolatków będzie to wielkie zaskoczenie, ale ja już chyba za dużo widziałem i przeczytałem w swoim życiu i takie niespodzianki przewiduje kilka numerów wstecz. Jednak co ciekawe, to pomimo mojego marudzenia to przy lekturze prawie całego komiksu dobrze się bawiłem i chyba właśnie o to w tym wszystkim chodzi.


Starlight 005Starlight #5, Image Comics


scenariusz: Mark Millar, rysunki: Goran Parlov


Seria ta kojarzy mi się z kinem nowej przygody w stylu przygód Indiany Jones'a. Tak samo jak tam, tak i tutaj główny bohater ciągle wpada w jakieś tarapaty. Szybko sobie z nimi radzi, ale tylko po to, aby od razu w paść w kolejne. Wszystko to razem oczywiście zostaje podane w najbardziej widowiskowy sposób z możliwie dostępnych. Dzięki czemu czytelnik lub widz otrzymuje kawał świetnej rozrywki. Numer ten to moment w którym główny bohater staje, jak zwykle samotnie, na przeciw niezliczonej ilości wroga atakującego tajną bazę rebeliantów. Akcja pędzi jak szalona, są eksplozje i efektowna ucieczka, która prowadzi naszego bohatera prosto w kolejne problemy. Jedna dla zrównoważenia całego komiksu jest tutaj również miejsce dla smutnej i spokojnej opowieści z przeszłości Space-Boy'a dzięki, której dowiadujemy się dlaczego poleciał na Ziemie i poprosił o pomoc Duke'a. Swoją drogą bardzo podobają mi się ich relacje. Coś na zasadzie ojciec i syn, gdzie jeden jest mądrym człowiekiem godnym naśladowania, a drugi z przyjemnością się temu poddaje. Mądre to i po prostu piękne w taki prosty sposób. Wszystko to składa się na kolejny, bardzo spójny odcinek tej fantastycznej serii.



niedziela, 3 sierpnia 2014

#339 cotygodniowa zeszytówka #118

Outcast 002 (2014)Outcast By Kirkman & Azaceta #2, Image Comics

scenariusz: Robert Kirkman, rysunki: Paul Azaceta

Po lekturze drugiego numeru powoli zaczynam rozumieć w jaki sposób ta seria ma przerażać. Jest  to opowieść o ludziach zamieszkałych w jakiejś amerykańskiej dziurze zabitej deskami. Tylko, że właśnie w takich miejscach najczęściej gnieździ się najwięcej problemów. Alkoholizm, przemoc w rodzinie i podobne temu patologie. Opętanie przez siły nieczyste to tylko dodatek, bo najstraszniejsi tutaj są ludzie i krzywdy jakie sobie wyrządzają. Nad całą opowieścią wisi taki przejmujący smutek utknięcia w koszmarnej sytuacji bez wyjścia i trwania w niej, nawet wtedy kiedy już minie. Tak jak to zrobił główny bohater  Kyle Barnes, który nawet po tym jak pozbył się katującej go opętanej matki i tak wiecznie przesiadywał w domu gdzie doznał najwięcej cierpienia. Nadal leżąc w swoim strasznym łóżku i już samemu dalej się zadręczając. Trudno powiedzieć coś więcej o jakiejkolwiek serii po dwóch numerach, ale ta ma zadatki na coś naprawdę dobrego. Nie wiem jakim cudem, ale Kirkman'owi znowu udało się stworzyć coś kompletnego, z ciekawymi bohaterami i w swej konwencji bardzo wiarygodnego. To wszystko mogłoby się wydarzyć ulicę obok każdego z nas, a wszyscy sąsiedzi udawaliby, że o niczym nie wiedzą i chyba to jest w tym wszystkim najstraszniejsze. Dodatkowy plus za ostatnią stronę, na której działania jednej z głównych postaci nagle nabrały innego wydźwięku, a czytelnicy już nerwowo odliczają dni do premiery kolejnego zeszytu.


Starlight 004Starlight #4, Image Comics


scenariusz: Mark Millar, rysunki: Goran Parlov


No i kolejna porcja świetnej rozrywki już niestety za mną. Były eksplozje,  jetpacki, teleporty, szpiedzy i olbrzymi. Po pierwszych trzech numerach, które w dość smutny sposób mówiły o przemijaniu i starości, aktualnie ta seria zmienia się w świetną opowieść utrzymaną w awanturniczym klimacie wielkiej przygody. Duke McQueen ucieka z więzienia, co było do przewidzenia i dzięki temu kompletnie zmienia się sceneria wszystkich wydarzeń. Na szczęście cała konwencja jest tak pojemna, że może ona przyjąć chyba wszystko. Taka niczym nieskrępowana wyobraźnia sprawia mnóstwo frajdy podczas lektury. Świetnie to widać, kiedy główny bohater dostaje nową szpadę od ruchu oporu. Dokładnie taką samą jaką władał 40 lat temu. W tym momencie wracają mu wspomnienia wszelkich niesamowitych wydarzeń jakie przeżył. Jest tam i walka z lodowymi małpami, roślinami-potworami, podwodne królestwa i walka z olbrzymim robotem i o dziwo to wszystko do siebie świetnie pasuje. Jest tutaj nawet miejsce dla odwołań z popkultury i na jednym z kadrów można znaleźć Bendera, Stalowego giganta oraz Atomic Robo. Takie zabawy są zawsze na plus. Powoli seria ta staje się moją ulubioną w kategorii czysta rozrywka.


Samurai Jack 010Samurai Jack #10, IDW Publishing


scenariusz: Jim Zub,  rysunki: Andy Guzman


Aku po kolejnej klęsce swojego genialnego planu zabicia samuraja przechodzi od razu do działania i obmyśla kolejną wspaniałą zasadzkę. Jednak tym razem dogłębnie przeanalizował swoje liczne porażki i odkrył coś ciekawego. Mianowicie zawsze skupiał się tylko na fizyczności swojego przeciwnika, które są niebywałe i niepokonane. Na podstawie tego postanowił zmienić taktykę i zaatakować tym razem umysł swego oponenta. Skurczył się i podczas snu Jacka wszedł przez jego ucho do mózgu. Tam zaczął zmieniać wspomnienia swej ofiary w nadziei, że coś to zmieni. Nie da się ukryć, główną gwiazdą tego numeru jest czarny charakter i  robi to w sposób iście wspaniały. Jest jak zawsze zabawny poprzez swoje samouwielbienie i wszelkie formy jakie przyjmuje. Jednak poza dobrą zabawą znalazło się również miejsce na mądre zakończenie dające odpowiednie wzorce do naśladowania naszym pociechą. Co dodatkowo czyni tą serię idealnym kandydatem dla młodszych czytelników w sam raz do nauki języka angielskiego, który w tym tytule nie jest jakiś szczególnie wyszukany.


niedziela, 20 lipca 2014

#336 cotygodniowa zeszytówka #116

Starlight 003Starlight #3, Image Comics

scenariusz: Mark Millar, rysunki: Goran Parlov


Duke McQueen dociera w końcu wraz ze swym młodym towarzyszem na planetę Tantalus. Jednak to co zastaje na miejscu jest dalekie od jego wspomnień z ostatniego pobytu. Cała planeta jest praktycznie zdewastowana i pozbawiona zieleni. Wszędzie rozstawione są kopalnie wydobywające drogocenne surowce z wnętrza planety. Wokoło nic tylko bieda i upodlenie oraz mieszkańcy zastraszeni przez złego lorda Kingfishera, który relacjonuje egzekucje złapanych członków ruchu oporu na całą planetę za pomocą telewizji. Na samym początku główny bohater jest mocno przybity całą tą sytuacją, jednak nie trwa to zbyt długo. Wszystko zmienia się z chwilą kiedy staje w obronie jednego z obywateli pałowanego przez policjantów. Wtedy zaczyna się piękna scena akcji przywodząca na myśl wielu klasyków SF. Pełna dynamiki i kilku dobrych kwestii. Jednak w ogólnym rozrachunku cała akcja nie kończy się dość dobrze dla Duka i jego kompana. Bardzo urzekł mnie klimat całej tej opowieści. Sposób opowiadania historii, design postaci, architektura obcej planety. To wszystko kojarzy mi się chociażby z filmem Flash Gordon, który również był pełen kiczu i szalonych pomysłów. Jednak to wszystko razem bardzo dobrze ze sobą współgra tworzą interesującą opowieść lekko grającą na tęsknocie za dawnymi filmami i książkami SF. Jak dla mnie bomba i jedna z lepszych serii wśród tych od niedawna się ukazujących.


RR#15Rachel Rising #15, Abstract Studio


scenariusz i rysunki: Terry Moore

Jak już wiele razy pisałem, ta seria jest dziwna. Jednak w tym numerze zobaczyłem najbardziej pokręconą rzecz na jej łamach. Miałem tutaj zamiar opisać, co to właściwie takiego się stało, ale podaruję sobie. Powiem tylko, że Rachel potrzebuje odpowiedzi na wiele dręczących ją pytań. W celu rozwiązania tego problemu udała się na cmentarz, aby porozmawiać ze swoją zmarłą matką. To co dzieje się dalej jest naprawdę szalone i podnosi poziom chorych jazd jeszcze wyżej w tym tytule. W międzyczasie w całej mieścinie Manson jest równie ciekawie, a wszystko to za sprawą plagi szczurów, która je nawiedziła. Wyłażą one z kanalizacji i nagle pojawiają się w każdym budynku siejąc przy okazji przerażenie i odrazę. Zostało to bardzo ciekawie zgrane w czasie, a z racji tego że Lilith stoi za tym wszystkim to można się spodziewać coraz ciekawszych kolejnych numerów. Zawsze po lekturze komiksu mam problem, aby napisać o nim kilka zdań, bo w sumie za wiele się w nich nie dzieje. Jednak mi to pasuje. Dobrze pasuje to do klimatu jakiegoś małego miasteczka wiecznie zasypanego śniegiem, gdzie życie toczy się swoim leniwym tempem. Równocześnie pozwala to na dawkowanie napięcia i spokojną analizę sytuacji spotykających głównych bohaterów.


Adventure Time 029Adventure Time #29, KaBOOM! Studios


scenariusz: Ryan North oraz Josh Tierney, rysunki: Jim Rugg i Michael Dialynas


Po tym jak w poprzednim odcinku PB zmieniła wszystkich w duchy okazało się, że nie wszystko wygląda tak różowo jak zakładała. Na sam początek Finn i Jake wyjaśnili jej jak to duchy nie mogą się nawzajem uderzyć, a taki był przecież główny powód tej całej zamiany. Jednak nasze chłopaki są niezwykle pomysłowe i uwielbiają wszelkie przygody więc i na ten problem postanowiły znaleźć jakieś rozwiązanie. Miałem w głowie różne warianty dalszego rozwoju akcji, ale to w jaki sposób wykorzystali pracę zespołową po raz kolejny uświadomiło mi jak ograniczoną mam wyobraźnię. Potem jednak robi się jeszcze bardziej dziwnie, gdy cały Candy Land ze sobą "współpracuje" pod przewodnictwem PB. Całość kończy się dość optymistycznie i nawet biednym duchom coś zmienia się na lepsze. Druga, krótsza historyjka skupia się na dziwnej zabawie pary głównych bohaterów, którzy wymyślają najbardziej niesmaczne potrawy wymagające olbrzymiego poświęcenia, aby je zjeść. W między czasie pod ich domem przechodził szef kuchni nowo otwieranej restauracji w krainie i łatwo jest przewidzieć co z tego wynikło. Jakoś tak średnio podeszła mi ta opowieść, bo z lekka jest o pierdzeniu i niesmacznych rzeczach, co trochę obniżyło poziom całej opowieści. Wiem, że niby to miało być śmieszne i takie niewinne, ale ja już chyba po prostu jestem za stary na takie rzeczy. Mam nadzieję, że ta seria nie pójdzie bardziej w tym kierunku.


niedziela, 22 czerwca 2014

#329 cotygodniowa zeszytówka #112

Samurai Jack 009Samurai Jack #9, IDW Publishing

scenariusz: Jim Zub,  rysunki: Ethen Beavers


Ten komiks to coś co potrzebowałem dzisiejszego dnia. Końcówka mnie naprawdę rozbawiła i poprawiła mój dość mizerny humor. Jednak zacznijmy od początku. Nasz dzielny samurai trafia do bliżej nieokreślonych ruin. Wśród których na szczątkach jednej ze ścian odnajduje malowidło przedstawiające kilku wojowników zmierzających w kierunku pewnej postaci sporych rozmiarów odzianej w czerń. Chodź nie da się dokładnie określić kim jest ta postać, ponieważ w miejscu twarzy malowidło zostało zniszczone. To założę się, że każdy z was już dobrze wie dokąd to zmierza. Chwilę później otwiera się olbrzymia dziura w ziemi i wsysa naszego bohatera do środka, gdzie czeka już na niego pojedynek z zabójczym robotem. Sceny walki zostały przedstawione bardzo pomysłowo i dynamicznie. Głównie za pomocą dwu stronicowych splashy, gdzie na jednym z nich umiejscowiono w centralnym miejscu wielkiego robota. Wychodziło z niego kilka ramion, które dzieliły resztę miejsca na kadry, a w nich Jack walczył z poszczególnymi ramionami. Jednak najwspanialszy jest koniec wraz z puentą, kiedy to czytelnik po raz kolejny rozumie dlaczego Aku tak bardzo nienawidzi zagubionego w czasie samuraja.


The Witcher 002The Witcher #2, Dark Horse


scenariusz: Paul Tobin, rysunki: Joe Querio

Wiedźmin kontynuuje swoją dziwną podróż w towarzystwie spotkanego gdzieś na trakcie Jakuba. Razem starają się odnaleźć jego żonę i całe te poszukiwania doprowadzają ich do tajemniczego domu w głębi lasu. W momencie kiedy przekroczyli jego próg zostali uwięzieni w magicznej posiadłości, w której czas i przestrzeń inaczej się kształtują i płyną. Numer ten to w dalszym ciągu wprowadzenie do głównej opowieści. Czytelnik poznaje przeklętą posiadłość i prawa jakie w niej rządzą. Dodatkowo pojawia się nowa, dość interesująca postać, która wyraźnie jest zainteresowana nawiązaniem bliższej znajomości z Geraltem. Jednak trochę przeszkadza mi momentami fakt, że komiks ten ma być wprowadzeniem i reklamą gry, która nadchodzi wielkimi krokami.  Jest tutaj scena walki pomiędzy wieśkiem, a jakimś ghulem. Podczas niej nasz bohater najpierw uderza w niego znakiem Aard a dwa kadry później Igni. Może jest to tylko problem dla mnie, ale wydaje mi się ta scena taką nachalną reklamą umiejętności głównego bohatera. Jednak w ogólnym rozrachunku muszę przyznać, że kompletnie nie przeszkadza to w odbiorze całego komiksu i czerpania z jego lektury sporej porcji świetnej zabawy.Dodatkowo humor, który czasem się tutaj pojawia jest naprawdę świetny, co tylko zwiększa przyjemność z lektury.


Starlight 002Starlight #2, Image Comics


scenariusz: Mark Millar, rysunki: Goran Parlov


W sumie ten numer jest jeszcze bardziej smutny niż poprzedni, a mi chyba spasował trochę bardziej. Do Kapitana McQueena przyleciał przez całą galaktykę Krish Moor. Mieszkaniec planety Tantalus, aby prosić go o pomoc w ponownym uratowaniu jej przed złymi najeźdźcami. Tak samo jak uczynił czterdzieści lat temu. Przez to cała historia staje się znowu dość gorzką opowieścią o starości i wszelkich problemach jakie z sobą przynosi. Główny bohater czuje się zadowolony z siebie, gdy uda mu się wejść na piętro w swym domu bez zadyszki, a tutaj proszą go o poprowadzenie rewolucji na innej planecie. Wszystko to wydaje się kompletną pomyłką i szaleństwem. Jednak przez noc, którą młody przybysz spędził na kanapie, kapitan dość intensywnie analizował swoje życie. Pewnie znowu zdał sobie sprawę, że tak naprawdę nic go już tu nie trzyma i może lecieć. Wtedy w opowieści następuje jakby zmiana nastroju na bardziej wesoły. Główny bohater w momencie kiedy siada za sterami statku kosmicznego, znowu ma radość na twarzy i błysk w oku. Jednak przybycie na Tantalus, pozbawia go tego wszystkiego. Bardzo dobry komiks poruszający dość poważne tematy, lecz w bardzo przystępny sposób. Może nie jest to dzieło na miarę tych największych, ale daje do myślenia i skłania do chwili refleksji po lekturze.


niedziela, 15 czerwca 2014

#327 cotygodniowa zeszytówka #111

Manifest Destiny 07Manifest Destiny #7, Image Comics


scenariusz: Chris Dingess, rysunki: Matthew Roberts


Po wydarzeniach w osadzie La Charrette wszyscy ocaleni udali się w dalszą cześć wyprawy i każdy z nich starał się na swój sposób uporać z przeżyciami ostatnich dni. Niektórzy skłonili się w kierunku religii. Inni pozostawili wszystko sobie samemu i cierpliwie czekają aż samo się jakoś wszystko ułoży. Natomiast kilku nowych członków załogi, czyli ci którzy ocaleli i przeżyli koszmar ożywionej flory w osadzie, stara się za wszelką cenę okazać przydatni w nowym otoczeniu. Można by nawet rzec, że w szeregi wyprawy wdarła się sielanka. Jednak nie trwało to długo , ponieważ najpierw Madam Boniface odkryła pewien sekret mogący doprowadzić do buntu na statku oraz podważenia autorytetów na nim. Potem jednak cała sytuacja skomplikowała się jeszcze bardziej, gry cały okręt utknął na samym środku rzeki. Żadne próby nie sprawiły, aby statek drgnął chociaż o centymetr. Czy to poprzez ciągnięcie go linami z brzegu lub odepchnięcia za pomocą długich pali. Wszystko to jawiło się jedną wielką zagadką, aż do momentu, gdy kapitan Lewis nie zanurkował w wodzie. To co tam zobaczył lekko go przeraziło, jednak nie mogło się równać z tym co czekało na powierzchni wody. Mi jednak sama lektura średnio przypadła do gustu. Niby fabuła jest ciekawa i posiada zaskakujące zwroty akcji. Ma również interesujących i wyrazistych bohaterów, którzy skrywają przed czytelnikiem jeszcze sporo sekretów, ale czyta się to troszkę topornie. Co prawda obracam każdą kolejną stronę i brnę dalej, jednak całkowicie pozbawiony emocji. No może poza lekkim znudzeniem i ciągle się pytam, sam siebie, dlaczego dalej to robię.


RR#14Rachel Rising #14, Abstract Studio


scenariusz i rysunki: Terry Moore

Rachel nadal bardzo się martwi, że nie odzyska ponownie uśmierconej swojej przyjaciółki Jet. Jednak podczas siedzenia przy niej na skraju łóżka, w obecności Earla, odkrywa ciekawą zależność jaka panuje między nimi dwoma. Ciekawi mnie jak wykorzysta to scenarzysta dalej w swojej opowieści, bo możliwości jest naprawdę wiele. Potem natomiast robi się jeszcze ciekawiej. Chociażby w scenie z przeszłości, kiedy to czytelnik obserwuje Rachel podczas sadzenia trzech drzew w bardzo konkretny sposób, a potem w ściśle określonej odległości od nich zakopuje jakieś tajemnicze pudełko. Chwilę później akcja przenosi się do teraźniejszości i skupia się na małej Zoe, która ucieka swojemu kuratorowi podczas mroźnego, zimowego dnia. Natrafia na Rachel stojącą przy tych samych trzech drzewach posadzonych wiele lat temu. Jednak ich spotkanie nie trwa długo ponieważ Zoe zauważa kogoś, kto przeraża ją niesamowicie i mała dziewczynka ratuje się ucieczką. Jednak na nic się jej to zda, bo chwilę później trafia jeszcze gorzej, czyniąc finał numeru tak bardzo ciekawym, że nie mogę się doczekać kolejnego numeru. Jednak pomijając samą fabułę i ciekawe postacie, to powtórzę się i napiszę, iż klimat tej opowieści to najlepsze co w tym komiksie. Wszech ogarniające poczucie czegoś złego kryjącego się gdzieś w tle jest wspaniały.


Starlight 001Starlight #1, Image Comics


scenariusz: Mark Millar, rysunki: Goran Parlov


Nie wiem czemu tak długo zabierałem się za lekturę tego komiksu, bo cały czas kiedy zwlekałem mogę uznać za zmarnowany. Jest to świetna lektura przy której bawiłem się wspaniale. Chodź to określenie może nie najlepiej pasuje do tej opowieści, bo tak naprawdę jest to bardzo gorzka historia o przemijaniu. Całość rozpoczyna się w momencie kiedy piękna kobieta wręcza medal jednemu mięśniakowi za obalenie przez niego wstrętnego dyktatora i przywróceniu demokracji całej planecie gdzieś w odległej galaktyce. Chwilę później widzimy tego samego młodzieńca kilkadziesiąt lat później, gdy jest już siwym facetem po przejściach właśnie udającym się na pogrzeb swojej ukochanej żony. Od tego momentu komiks ten staje się gorzką opowieścią o przemijaniu życia, kiedy to zostajemy sami i w sumie stajemy się niepotrzebni. Nasze dzieci prowadzą własne życia wraz ze swoimi rodzinami, bliskich nam osób już nie ma i pozostają nam tylko wspomnienia naszej ukochanej oraz czasu gdy byliśmy na obcej planecie i ratowaliśmy ją przed złem. Pomieszanie naprawdę smutnej opowieści o życiu z awanturniczym klimatem science - fiction rodem z lat 70 i 80 ubiegłego wieku to moim zdaniem strzał w dziesiątkę. Mam nadzieję, że poziom kolejnych numerów będzie równie dobry, bo jeśli tak to szykuje się wielki hit, który poza świetną zabawą daje jeszcze trochę do myślenia.


niedziela, 9 marca 2014

#297 cotygodniowa zeszytówka #97

Jupiter's Legacy 004Jupiter’s Legacy #4, Image Comics

scenarzysta: Mark Millar, rysunki: Frank Quitely

Po pięciu miesiącach nieobecności w końcu ukazał się kolejny numer "najlepszej superhero tej generacji" jak sugeruje tekst na okładce. Przez ten czas akcja komiksu posunęła się o dziewięć lat do przody i wiele się zmieniło. Cała fabuła kręci się wokół nowej rodziny Cloe Sampsons, która aktualnie musi się ukrywać przed swoim bratem. Przyjemnie się ogląda jak całą rodzina stara się wpasować w otaczający ich świat. Jej dziewięcioletni syn mimo tego, że posiada nadludzkie zdolności to regularnie dostaje od swoich kolegów, jest jedyną osobą w klasie, która nie poczyniła żadnego postępu w ciągu roku nauki, a jego rodzice są w sumie z tego powodu zadowoleni, ponieważ dzięki temu nikt nawet nie pomyśli, że może posiadać jakieś moce. Millar układając w  ten sposób opowieść umożliwił czytelnikowi spojrzeć na superbohaterów w całkiem nowy i bardzo ciekawy sposób, a momentami również zabawny. Z drugiej strony pokazując skutki przejęcie władzy nad USA przez superbohaterów, które okazują się dość odmienne od zakładanych przez co wspaniale widać, że są to jednak tak samo omylne i niedoskonałe jednostki jak zwykli i przeciętni ludzie.


Swamp Thing (2011-) 029Swamp Thing #29, DC Comics


scenariusz: Charles Soule rysunki: Jesus Saiz

Tak jak się spodziewałem, numer ten jest kolejnym bardzo dobrym rozwinięciem ostatnich wydarzeń jakie miały miejsce na łamach tej serii. Swamp Thing poznaje bliżej tajemnicze bractwo Sureen, którego jedynym celem istnienia jest służyć awatarom. Ku zdziwieniu głównego bohatera nigdy on nie słyszał o takiej organizacji, a przecież jako awatar zieleni ma dostęp do wspomnień każdego z jego poprzedników. Wszystko wygląda w porządku, aż do czasu gdy Alec decyduje się wziąć udział w tajemniczym rytuale, który da mu możliwość choć na chwilę poczuć się jak za starych czasów. To co następuje później sprawia, że już odliczam czas do kolejnego numeru. W między czasie dwójka awatarów, którzy zostali z powrotem przemienieni przez Swamp Thinga w ludzi zaczynają powoli układać sobie swoje życie na nowo wbrew rozkazom Hollanda. Nie okłamujmy się, prędzej czy później to również sprowadzi na głównego bohatera wiele problemów, a ja tylko na to czekam aby zobaczyć w jak ciekawy sposób się z nich wykaraska.


RR#8Rachel Rising #8, Abstract Studio


scenariusz i rysunki: Terry Moore

Z każdym kolejnym numerem powoli zaczyna się moment, w którym zamiast serwować czytelnikowi kolejne dziwne sytuacje są rozwijane poszczególne wątki tworząc coraz sensowniejszą całość. Jednak nie zmienia to nadal faktu, że jest to jedna z bardziej dziwnych i mrocznych serii jakie czytałem. Numer ten w większości obraca się wokół przyjaciółki głównej bohaterki Jet, która powróciła jako kolejna postać z grobu. O dziwo jest to źródłem całkiem komicznej sceny podczas której Jet lata głowa na wszystkie możliwe strony z powodu złamanych kręgów szyjnych. Poza tym ujawnia się ciekawa zdolność balsamisty Earla, znowu pojawia się Natalie z wężem w brzuchy oraz tajemnicza kobieta w otoczeniu której zawsze ktoś ginie. Jednak tym razem miał miejsce wyjątek od tej reguły i nasza pani ujawniła interesujące zdolności rozkazywania dzikim zwierzętom. Dalej czytając każdy kolejny numer towarzyszy mi uczucie niepokoju, ale i również sporego zaciekawienia tym co może mnie spotkać na każdej kolejnej stronie. Ani razu się jeszcze nie zawiodłem na tej serii i każdy numer jest bez ustanku na stałym, dobrym poziomie. Jest to komiks, który gorąco polecam.


niedziela, 13 października 2013

#256 cotygodniowa zeszytówka #76

JL#3Jupiter’s Legacy #3, Image Comics

scenarzysta: Mark Millar, rysunki: Frank Quitely

Numer ten to akcja w czystej postaci. Zdaje mi się, że już dawno nie czytałem nic tak sprawnie napisanego. Jest tutaj zdrada i namiętność, konflikt pokoleniowy, głowice nuklearne i mnóstwo walki pomiędzy superbohaterami. W sumie ani jeden kadr nie jest zbędny i wszystko zmierza do wielkiego przewrotu w świecie istot obdarzonych mocami. Dochodzi do obalenia najwspanialszego, najsilniejszego z nich i to wszystko za sprawą spisku z udziałem jego rodziny. No ale z historii wiemy, że tak właśnie głównie kończyli wszelkiej maści władcy. Dodatkowo całość została pięknie zrealizowana przez Franka Quitely'ego, którego rysunki są pełne detalu i nieregularnych linii, co najczęściej widać w pofałdowanych ubraniach, rozmierzwionych włosach i wszelkiej maści latających odłamkach. Natomiast jeden kadr z tego numeru, zrobiony na całą stronę jest moim zdaniem mistrzowski i po mimo tego, że dużo na nim czerwieni to chętnie powiesiłbym go w pokoju. W trzecim numerze Jupiter's Legacy z trochę drętwej opowieści stał się naprawdę mocnym tytułem. Trzymam kciuki za utrzymanie tego stanu.


Ghosted 003Ghosted #3, Image Comics


scenariusz: Joshua Williamson, rysunki: Goran Sudzuka

Nastał taki czas kiedy z opowieść w klimacie nastrojowych horrorów nabrała większego tępa zaczęła straszyć w bardziej bezpośredni sposób. Winters składa niespodziewaną wizytę swojemu pracodawcy. Dzięki temu czytelnik poznaje kolejne części układanki przybliżające trochę ostatni skok głównego bohatera oraz długą przeszłość jego aktualnego zleceniodawcy. Jednak najciekawsze rzeczy dzieją się w samej posiadłości Trask, gdzie pomimo tego, że już dzieje się wiele to nasza ekipa łowców duchów dodatkowo powiększa to szaleństwo o magiczną maskę wielkiego kapłana voodoo. To wszystko oczywiście powoduje znaczne przyśpieszenie akcji i kilka dość niespodziewanych sytuacji. Gdy ostatnim razem wspominałem, że warto zwracać uwagę na drugi plan bo tam również dzieje się sporo, to tym razem niestety wszystko zostało już mocno wyeksponowane. Co prawda trochę mi brakuje tej delikatnej zabawy i straszenia głównie klimatem, jednak pomimo tego nadal spędziłem z tym numerem mile czas i jest w nim coś takiego co sprawia, że trudno mi się od niego oderwać.


The Manhattan Projects 013The Manhattan Projects #13, Image Comics


scenariusz: Jonathan Hickman, rysunki: Nick Pitarra

Scenarzysta w dalszym ciągu kontynuuje swoją pracę i niezmiennie pokazuje do czego może zmierzać oddanie zbyt dużej władzy w ręce kilku osób. Tym razem czytelnik może poznać cztery różne projekty badań szalonych naukowców i trzeba przyznać, że każdy kolejny jest coraz ciekawszy. Więc mamy tutaj do czynienia z katalogowaniem przedstawicieli obcych cywilizacji i wkładaniem ich do słoików. Kawałek po kawałku. Program rakiet kosmicznych napędzanych napędem atomowym. Czerpanie energii z jądra Ziemi oraz ostatni mający na celu powstrzymanie wszystkich poprzednich. Przy każdym z tych projektów wychodzi wszelkie zło i samolubstwo osób je prowadzące, Chodź z pozoru niektóre z tych badań wydają się całkiem niewinne i nawet pożyteczne. Zdaję sobie sprawę, że komiks ten niektóre sprawy opisuje dość powierzchownie i pobieżnie. Jednak równocześnie za każdym razem jest dla mnie ciekawym punktem wyjścia, aby trochę głębiej się zastanowić nad tym wszystkim co nas otacza. Dzięki temu razem z dobrą rozrywką otrzymuję zawsze coś więcej.


All-New X-Men 017All New X-Men #17, Marvel


scenariusz: Brian Michael Bendis, rysunki: Stuart Immonen

Magik oraz młodzi Beast i Iceman nie ufając grupie X-Men z przyszłości. Dlatego postanowili sami ją odwiedzić. Głównym celem ich podróży była chęć poznania wydarzeń, które tak bardzo ich zmieniły i przeistoczyły w grupę istot pełnych lęku. Jednak w efekcie całej wyprawy, trójka podróżników powróciła z kompletnie nowym oddziałem mutantów z dalekiej przyszłości. Moim skromnym zdaniem, scenarzyści przekroczyli właśnie próg głupoty w mnożeniu coraz to kolejnych grup z różnych linii czasowych. Przecież ich ewentualne spotkanie, do którego w końcu musi dojść powinno wywołać taki paradoks czasoprzestrzenny, że chyba całą galaktyka poszłaby z dymem. Z pewnością przynajmniej niebieską planetę powinien szlag trafić. Historia tutaj zawarta już w sumie mało mnie interesuje, jednak będę śledził jej losy dalej bo jestem naprawdę ciekaw jak z tego poplątania i nonsensu uda się wyjść jej autorom. Chodź jak zawsze w takich wypadkach spodziewam się raczej czegoś płytkiego i banalnego.


niedziela, 7 lipca 2013

#234 cotygodniowa zeszytówka #62

Jupiter's Legacy 002 (2013)Jupiter’s Legacy #2, Image Comics

scenarzysta: Mark Millar, rysunki: Frank Quitely

Ciekawie rozpoczyna się ten komiks. Mianowicie sceną w której pijani superbohaterowie za pomocą telekinezy przenoszą statek w powietrzu, aby skrócić załodze czas całej podróży. Wszystko to w myśl słów Utopiana, który zawsze zalecał swemu synowi kręcić się wokoło ludzi i szukać okazji aby im pomóc. Oczywiście każdy z nas jest w stanie przewidzieć jak skończyła się ta akcja i po raz kolejny wynikła z tego wielka sprzeczka pomiędzy ojcem, a synem, co z kolei doprowadziło do oczywistego, pseudo zaskakującego clifhangera na końcu numeru. Jednak pomimo tego całość czyta się bardzo dobrze, ponieważ w między czasie wiele się dzieje. Córka Utopiana trafia do szpitala z przedawkowania narkotyków i przy tej okazji wychodzą na jaw dwa bardzo interesujące fakty z jej życia. Całość jest utrzymana jako konflikt pokoleń, gdzie ojciec jest bardzo surowy, wymagający i cały czas wszystkich rozstawia po kontach. Natomiast jego potomkowie z braku przeciwników nie umieją się odnaleźć w swej roli i będąc cały czas krytykowani przez swego ojca popadają w typowe życie celebrytów w większości z wszelkimi tego wadami.


 All-New X-Men 013-000All New X-Men #13, Marvel


scenariusz: Brian Michael Bendis, rysunki: Stuart Immonen

Poza tym, że w tym numerze zostaje wyjaśnione po co Mystique cała góra ukradzionych pieniędzy, dodaniu kolejnych problemów ekipie X-men oraz doprowadzenie Jean Grey do stanu na jaki czekam od dawna to najbardziej podobała mi się bardzo osobista wypowiedź Kitty Pride. W związku z  wystąpieniem publicznym Havoka w którym prosi ludzi, aby przestali nazywać mutantów słowem na "m" ponieważ jest to dla nich obraźliwe i wszyscy są tak naprawdę ludźmi, Kitty bardzo się otwiera przed swoją ekipą. Zaczyna opowiadać o swoim pochodzeniu oraz pierwszej miłości. Cała wypowiedz jest niezwykle intymna, zawiera ciekawe informacje o postaci i dzięki temu robi z niej bardziej żywą i kompletną. Po komiksie tak bardzo rozrywkowym i w sumie lekkim, jakim jest niewątpliwie ta seria, nie spodziewałem się tak ciekawego i mądrego fragmentu. Jest to bardzo miła niespodzianka, a dodając do tego clifhanger z końcówki i tym samym obietnicę tego co będzie w następnym numerze, to już wypatruję następnego numeru z wielką niecierpliwością.


JL16Justice League #16, DC Comics


scenariusz: Geoff Johns, rysunki: Ivan Reis

Po dość zaskakującym zakończeniu poprzedniego numeru, aktualnie zostaje wyjaśnione dlaczego Aquaman wystąpił przeciwko swoim towarzyszom z Ligii. Wszystko to niestety skutkuje rozpoczęciem wojny pomiędzy ludźmi, a Atlantydami którzy właśnie wystąpili z oceanu i dumnie kroczą na podbój lądów. Przypadło mi do gustu, w jaki sposób został zaprezentowany Aquaman jako postać w sumie tragiczna i nie mogąca wyjścia z obecnej sytuacji obronną ręką. Stara się z całych sił nie dopuścić do wojny, tylko w jego wypadku wiąże się to zawsze z wystąpieniem przeciw jednej ze stron, a co najgorsze do obu czuje się przynależeć. Autentycznie wciąga obserwowanie jak główny bohater się miota, co w połączeniu z reakcjami przywódców walczących ze sobą stron daje mieszankę wybuchową. Znowu mile się zaskoczyłem tą serią, która w moim odczuciu tym aktualnym wydarzeniem podnosi się lekko z pozycji czytadła w kierunku całkiem dobrej pozycji i mam nadzieję, że ta tendencja zwyżkowa potrwa jak najdłużej.

niedziela, 12 maja 2013

#219 cotygodniowa zeszytówka #54

Jupiter's Legacy 001Jupiter's Legacy #1, Image Comics

scenarzysta: Mark Millar, rysunki: Frank Quitely

Jaką byłbyś osobą, gdyby twoi rodzice byli superbohaterami, którzy już od kilku dekad strzegą bezpieczeństwa obywateli swego kraju? Czy poddałbyś się presji rodziców i poszedł w ich ślady, czy raczej próbowałbyś ułożyć sobie życie po swojemu pomimo tego, że miałbyś super moce? Co zrobiłbyś z całą swoją mocą, gdy miałbyś świadomość, że wszyscy wrogowie już nie żyją od kilkunastu dobrych lat? Czy jako przedstawiciel nadczłowieka powinienem narzucać innym swoją własną wolę? Właśnie na takie pytania będzie się starała odpowiedzieć nowa seria Marka Millara już teraz reklamowana jako największa opowieść super bohaterska naszych czasów. Jak na razie zapowiada się ciekawie, stara się zadawać trudne pytania i pokazuje posiadaczy super mocy z innej strony. Podoba mi się w jaki sposób prowadzona jest opowieść. Pomimo tego, że na pierwszych kilku stronach scenarzysta pokazał skąd ludzie posiedli super moce, przedstawił główne postacie i streścił historię świata od lat 30 XX w. do czasów obecnych to nawet przez chwilę nie czułem się zagubiony. Jest to napisane w inteligentny sposób, gdzie autor zakłada, iż czytelnik posiada podstawową wiedzę z zakresu historii świata i do niej się odwołuje. Wielkim plusem tej opowieści jest jej oprawa graficzna. Frank Quitel znany polskiemu czytelnikowi z All-Star Superman wspaniale zilustrował całą opowieść swoim bardzo rozpoznawalnym stylem. Oglądanie całego komiksu sprawia prawdziwą przyjemność.


Animal Man (2011-)Animal Man #20, DC Comics


scenariusz: Jeff Lemire, rysunki: John Paul Leon

Powstaje nowy bohater i zwie się Red Thunder! Jak każdy typowy heros pragnie tylko nieść pomoc potrzebującym, lecz również i sam jej potrzebuje. Codziennie z wielką sumiennością wykonuje swą prace, aż do czasu gdy w jego życiu pojawia się agent celebrytów i proponuje mu, że zrobi z niego gwiazdę. W bardzo szybkim czasie wszystko się zmienia w życiu RT. Od zera do uwielbienia i z powrotem. Cała historia jest dość podobna do życia Animal Mana, który również był wielkim celebrytą, aż do czasu kiedy nadeszła wielka wojna z the Rot, w której rodzina Bakerów dość mocno ucierpiała. Gdy wydawało się, że gorzej już być nie może na horyzoncie pojawił się nowy wróg z którym nie będzie łatwo walczyć, a co dopiero zwyciężyć. Mianowicie Buddy Baker będzie się musiał zmierzyć z własną sławą! Numer wyjątkowo utrzymany bardziej w klimacie opowieści autobiograficznej całkowicie pozbawiony elementów horroru, ale dalej posiadający raczej smutną i ponurą wymowę, co świetnie wpasowuje się w klimat całej serii. Bardzo miłe zaskoczenie.


Swamp Thing (2011-)Swamp Thing #20, DC Comics


scenariusz: Charles Soule rysunki: Kano

Mile zaskoczył mnie ten numer. Jeśli kiedykolwiek ktoś z was zastanawiał się co mogłoby powstać z połączenia substancji wywołującej koszmary od Scarecrowa ze Swamp Thingiem to jest to numer dla niego. Bardzo podobał mi się koszmar głównego bohatera, bo nie straszny z powodu jakiś okropności, czy scen gore. Tylko zamiast tego skupia się na tym co Alec mógł mieć i czego może będzie mu brakować w życiu, ale zrezygnował z tego w momencie gdy zdecydował się zostać awatarem zieleni na stałe. Całość została zgrabnie połączona ze scenami z aktualnymi wydarzeniami z Metropolis i te dwa wątki płynnie przechodzą cały czas pomiędzy sobą. Nawet występ Supermana pasuje do całości. Pomimo tego, że numer niezbyt wpisuje się w stylistykę grozy jaką prezentowała ta seria dotychczas, to i tak świetnie pasuje do całej reszty. Co ciekawe jeszcze, bardzo podobają mi się pierwsze pięć stron tego zeszytu ,w których rysownik prezentuje bardzo ładną kreskę w klimacie takiej realistycznej animacji. Potem niestety Kano jakby ma lekki spadek artystyczny. Pomimo tego cały numer prezentuje się bardzo ładnie wizualnie.

poniedziałek, 13 sierpnia 2007

#16 dwa w jednym

Na początek film "A Battle Of Wits" w reżyserii Jacob Cheung. Jest to jakaś Chińska super produkcja, której akcja dzieje się jakoś 370 lat p.n.e. Jesteśmy w mieście Liang z 4000 ludzi na które naciera 100.000 armia narodu Zhao. Naszą jedyna nadzieją jest Ge Li' wywodzący się z plemienia Mo-Tsu. Specjalista od taktyki i zadań specjalnych.
Film ogląda się całkiem przyjemnie, ciekawa fabuła z wieloma zwrotami, fajne sceny walki i takie tam. Główni bohaterowie nie są jednowymiarowi przez co wszystko jest znacznie ciekawsze. Bardzo dobrze jest pokazane co władza może zrobić z ludźmi, jak są obłudni i dążą do celu po trupach W brew oczekiwaniom film nie kończy się happy endem, czym bardzo mile mnie zaskoczył. Całkiem przyjemny film na spokojny wieczór z czymś dobrym.

Druga rzecz to seria komiksowa "Ultimate Fantastic Four" scenariusz Brian Michael Bendis i Mark Millar, rysunki: Adam Kubert, natomiast od numeru 7-12 (na razie bo seria wychodzi cały czas) scenariusz pisze Warren Ellis, rysunki: Stuart Immonen.
Połknąłem dziś całe dwanaście numerów na raz. Co prawda czyta się to szybko ale zazwyczaj nie zdarz mi się aby mnie coś tak wciągnęło. Historia przedstawiona w tej serii opowiada nam powstanie Fantascic Four od samego początku. Jak doszło do tego że się zmutowali, pierwsze walki i poznawanie nowych zdolności. Pojawia się pierwszy zaprzysiężony wróg numer jeden i takie tam przygody. Było to w sumie moje pierwsze jakieś poważniejsze spotkanie z tą super grupą i muszę powiedzieć że podobało mi się i to bardzo. Czysta rozrywka i tyle.
Pod względem rysunków cała seria przedstawia się typowo jak w seriach dla nastolatków. Wszystko ładne, kolorowe i przyjemne dla oka. Jednak mi bardziej przypadły do gustu rysunki pana Stuart Immonen. Przypominają mi one rysunki John Romita Jr. z "Daredevil: The Man Without Fear", gdzie to porównanie jest jak najbardziej komplementem.

ps. Jest taka gierka na PS3 i Xbox'a co się zwie "Darkness" na podstawie komiksu o tym samym tytule. Dla dorosłych, ponura, krwawa i ponoć bardzo dobra, a pisze o niej z powodu pewnej ciekawostki. Mianowicie jak wynika z fabuły gramy gangsterem, którego opętało tytułowe darkness i właśnie to jego mroczne wcielenie dubbinguje w grze nie kto inny jak Mike Patton. No nic znam kilka osób, które tylko z tego powodu z chęcią zakupiłoby jedną z konsolek.