poniedziałek, 13 maja 2013

#220 Iron Man 3, reż: Shane Black, scen: Drew Pearce oraz Shane Black

plakatTrzecia część przygód Iron Mana to bez wątpienia jeden z najbardziej oczekiwanych filmów tego roku i już okazał się wielkim komercyjnym sukcesem. W sumie nie ma się czemu dziwić. Powstał na podstawie bardzo znanej marki, miał wielką kampanie reklamową, więc poza geekami i zwykli ludzie pójdą z ciekawości do kina sprawdzić o co właściwie jest tyle szumu.


Z wiadomości jakie były dostępne przed premierą filmu, można było wywnioskować, iż będzie to przyjemne kino w sam raz na ciepły letni wieczór. Ciekawa fabuła opowiadająca o odwiecznej walce jedynego sprawiedliwego z przeciwnikiem tak złym i szalonym, że aż strach o nim myśleć. Główny bohater to ironiczny, bezczelny milioner, który posiada niezwykłą charyzmę i tym od razu zjednuje sobie widzów. W dodatku grany przez wspaniałego Roberta Downey Jr, który wygląda jakby to Iron Man był wzorowany na nim, a nie odwrotnie. W sumie gdyby się tak dokładniej przyjrzeć, cała obsada to sami dobrzy aktorzy świetnie dobrani do swoich ról. Dodając do tego wspaniałą oprawę wizualną otrzymujemy gotowy przepis na dobre kino rozrywkowe.


Uprzedzam lojalnie iż akapit poniżej może zawierać drobne spoilery więc czytacie na własne ryzyko. Nic konkretnego tam nie ma, ale ktoś może się zezłościć. Znajduje się tam również całe moje narzekanie i czepianie się szczegółów, więc można tu wrócić po projekcji i sprawdzić ile z tego jest prawdą.


Najpierw była część pierwsza przygód Iron Mana, która bezspornie była świetna pod każdym względem i zapoczątkowała modę na Tonego. Następnie z każdą kolejną częścią było już coraz gorzej, bo w sumie ile można oglądać ciągle te same przygody kolesia, który już nie bawi tak jak kiedyś? Swoją drogą poziom żartów z każdą kolejną częścią był coraz gorszy i naprawdę nie rozumiem z czego śmiali się ludzie w kinie na trzeciej części. Przepraszam ale nie śmieszą mnie gagi, gdzie główny bohater dostaje w twarz swoją własną maską podczas ubierania kostiumu. Następnym poziomem takiego humoru zapewne będzie gdy dostanie w krocze swymi metalowymi slipami. Przeszkadza mi również głupota serwowana przez scenarzystów. Ja rozumiem, że jest to na podstawie komiksów i w ramach konwencji. Jednak nie lubię jak robi się ze mnie idiotę. W jednej scenie Iron Man czeka, aż przyleci do niego jego kostium przechowywany w przydomowej szopie. Jednak problem jest taki, że drzwi szopy są zamknięte na kłódkę, a oknem zbroja wylecieć nie może bo szanuje prawo do własności jej właściciela i zarazem znajomego Starka. Gdy ów znajomy otwiera w końcu drzwi i tym samym wypuszcza zbroję, to 3 sekundy później już nie przeszkadza zbroi wlecieć przez okna do pomieszczenia złoczyńców, gdzie przetrzymywany jest główny bohater. Swoją drogą dlaczego Stark przez pół filmu naprawia jedną zbroję, skoro w piwnicy posiada ich tak z 30 na oko i dopiero pod koniec filmu sobie o nich przypomina? Z kolei wrogowie Iron Mana potrafią rozgrzać swe ciała do temperatury topiącej żelazo, ale koszule, które mają na sobie dalej są piękne i nienaruszone, tak samo jak włosy na ich głowach! Można takich głupot wymieniać więcej, które pięknie wszystkie widać w scenie finałowej, która swoją drogą jest przewidywalna do bólu.


Iron-Man-3-The-Mandarin-Wallpaper


Jednak z drugiej strony nie jest tak do końca źle. Co prawda przez drugą połowę nudziłem się i wolałem się zająć wynajdywaniem kolejnych nieścisłości, to jednak muszę przyznać – film jest zrealizowany świetnie. Całość robi naprawdę dobre wrażenie, wybuchów jest sporo, akcja widowiskowa i nawet 3D ładne. Chodź z drugiej strony nie jest jakieś rewolucyjne i gdyby go nie było to film na niczym by nie ucierpiał. Więc złości mnie trochę brak seansów w 2D i zmuszanie mnie do kupowania droższych biletów. Plusem jest również całkiem sprawnie poprowadzona fabuła, która jakby tak przymknąć oko na to co wymieniłem powyżej to jest nawet ok.


Zdaję sobie sprawę, że w głównej mierze czepiam się szczegółów, ale to one odbierają mi przyjemność z oglądania filmu. Nie uważam też, że ten film jest jakąś straszną porażką. Jego nawet do pewnego momentu ogląda się całkiem przyjemnie, jednak potem mnie znudził przez co w ogólnym rozrachunku jawi mi się jako film średni. Nic wspaniałego, jak starają się nam wmówić wszyscy spece od reklamy.


iron-man-3-03

niedziela, 12 maja 2013

#219 cotygodniowa zeszytówka #54

Jupiter's Legacy 001Jupiter's Legacy #1, Image Comics

scenarzysta: Mark Millar, rysunki: Frank Quitely

Jaką byłbyś osobą, gdyby twoi rodzice byli superbohaterami, którzy już od kilku dekad strzegą bezpieczeństwa obywateli swego kraju? Czy poddałbyś się presji rodziców i poszedł w ich ślady, czy raczej próbowałbyś ułożyć sobie życie po swojemu pomimo tego, że miałbyś super moce? Co zrobiłbyś z całą swoją mocą, gdy miałbyś świadomość, że wszyscy wrogowie już nie żyją od kilkunastu dobrych lat? Czy jako przedstawiciel nadczłowieka powinienem narzucać innym swoją własną wolę? Właśnie na takie pytania będzie się starała odpowiedzieć nowa seria Marka Millara już teraz reklamowana jako największa opowieść super bohaterska naszych czasów. Jak na razie zapowiada się ciekawie, stara się zadawać trudne pytania i pokazuje posiadaczy super mocy z innej strony. Podoba mi się w jaki sposób prowadzona jest opowieść. Pomimo tego, że na pierwszych kilku stronach scenarzysta pokazał skąd ludzie posiedli super moce, przedstawił główne postacie i streścił historię świata od lat 30 XX w. do czasów obecnych to nawet przez chwilę nie czułem się zagubiony. Jest to napisane w inteligentny sposób, gdzie autor zakłada, iż czytelnik posiada podstawową wiedzę z zakresu historii świata i do niej się odwołuje. Wielkim plusem tej opowieści jest jej oprawa graficzna. Frank Quitel znany polskiemu czytelnikowi z All-Star Superman wspaniale zilustrował całą opowieść swoim bardzo rozpoznawalnym stylem. Oglądanie całego komiksu sprawia prawdziwą przyjemność.


Animal Man (2011-)Animal Man #20, DC Comics


scenariusz: Jeff Lemire, rysunki: John Paul Leon

Powstaje nowy bohater i zwie się Red Thunder! Jak każdy typowy heros pragnie tylko nieść pomoc potrzebującym, lecz również i sam jej potrzebuje. Codziennie z wielką sumiennością wykonuje swą prace, aż do czasu gdy w jego życiu pojawia się agent celebrytów i proponuje mu, że zrobi z niego gwiazdę. W bardzo szybkim czasie wszystko się zmienia w życiu RT. Od zera do uwielbienia i z powrotem. Cała historia jest dość podobna do życia Animal Mana, który również był wielkim celebrytą, aż do czasu kiedy nadeszła wielka wojna z the Rot, w której rodzina Bakerów dość mocno ucierpiała. Gdy wydawało się, że gorzej już być nie może na horyzoncie pojawił się nowy wróg z którym nie będzie łatwo walczyć, a co dopiero zwyciężyć. Mianowicie Buddy Baker będzie się musiał zmierzyć z własną sławą! Numer wyjątkowo utrzymany bardziej w klimacie opowieści autobiograficznej całkowicie pozbawiony elementów horroru, ale dalej posiadający raczej smutną i ponurą wymowę, co świetnie wpasowuje się w klimat całej serii. Bardzo miłe zaskoczenie.


Swamp Thing (2011-)Swamp Thing #20, DC Comics


scenariusz: Charles Soule rysunki: Kano

Mile zaskoczył mnie ten numer. Jeśli kiedykolwiek ktoś z was zastanawiał się co mogłoby powstać z połączenia substancji wywołującej koszmary od Scarecrowa ze Swamp Thingiem to jest to numer dla niego. Bardzo podobał mi się koszmar głównego bohatera, bo nie straszny z powodu jakiś okropności, czy scen gore. Tylko zamiast tego skupia się na tym co Alec mógł mieć i czego może będzie mu brakować w życiu, ale zrezygnował z tego w momencie gdy zdecydował się zostać awatarem zieleni na stałe. Całość została zgrabnie połączona ze scenami z aktualnymi wydarzeniami z Metropolis i te dwa wątki płynnie przechodzą cały czas pomiędzy sobą. Nawet występ Supermana pasuje do całości. Pomimo tego, że numer niezbyt wpisuje się w stylistykę grozy jaką prezentowała ta seria dotychczas, to i tak świetnie pasuje do całej reszty. Co ciekawe jeszcze, bardzo podobają mi się pierwsze pięć stron tego zeszytu ,w których rysownik prezentuje bardzo ładną kreskę w klimacie takiej realistycznej animacji. Potem niestety Kano jakby ma lekki spadek artystyczny. Pomimo tego cały numer prezentuje się bardzo ładnie wizualnie.

wtorek, 7 maja 2013

#218 The Walking Dead - najlepsza gra 2012 roku

Jakiś czas temu, podczas pełnego emocji podsumowania trzeciego sezonu telewizyjnego serialu The Walking Dead, wspomniałem również o grze komputerowej opartej na tej samej licencji. Napisałem o tym tekst, który najpierw pojawił się na Kolorowych Zeszytach, a teraz publikuję go tutaj. Może ktoś nie miał jeszcze okazji go przeczytać.


Pamiętam gdy pierwszy raz zasiadłem do tej gry. Początkowa scena podczas której poznajemy głównego bohatera (w drodze do więzienia) kompletnie mnie nie zainteresowała. Dotrwałem jakoś do pierwszej walki z zombie i wyłączyłem grę. Nie znalazłem nic, co miałoby mnie przytrzymać na dłużej przed ekranem. Cała sekwencja mająca być wprowadzeniem do fabuły strasznie mi się dłużyła. Dodatkowo mechanika typowej gry point-and-click narzuciła mi jej obraz, jako liniowej i monotonnej przygodówki.


166


Szczerze przyznam, nie pamiętam, co mnie zachęciło, aby powrócić do tego tytułu. Zapewne ogólna medialna wrzawa i okrzyki zachwytu, które w pewnym momencie napływały dosłownie z każdej strony. Znowu odpaliłem grę, pograłem godzinkę i wyłączyłem. Takim tempem powoli brnąłem do przodu. Tak to wyglądało mniej więcej do trzeciego epizodu, który swoją fabułą i zwrotami akcji pochłonął mnie bez reszty. Później już tylko pędziłem jak szalony, aby jak najszybciej poznać dalsze losy bohaterów.


 Jak wspomniałem na samym początku, gry przygodowe rządzą się swoimi prawami i nie inaczej jest też tutaj. Gracz ma ograniczone pole manewru, w ramach którego się porusza, przez co na każdym kroku widać odgórnie narzucone ograniczenia. Również zagadki w grze nie są szczególnie finezyjne. Klasycznie zmusza się gracza by użył konkretnego przedmiotu w przypisanym do tego z góry ustalonym miejscu. Nic skomplikowanego. W zależności od osoby, może to być uznane za plusy lub minusy. Trzeba jednak przyznać, że studio Telltels, dzięki temu, że sam gatunek narzucił im już jakieś ramy, mogło się skupić na fabule, postaciach i relacjach między nimi panującymi. Przyznam, nie mogę sobie przypomnieć innego tytułu, który wywiązałby się z  tego zadania równie dobrze.


426802843


 Fabuła opowiada losy kliku przypadkowych osób, które postawione w sytuacji ekstremalnej starają się jakoś przeżyć. Każda z postaci posiada inny charakter, ma własne cele i zależy jej na ich realizacji. Dzięki temu pierwszy raz od bardzo dawna siedząc przed komputerem interesował mnie los bohaterów gry. Jednych lubiłem i robiłem wszystko by przeżyły jak najdłużej. Inni za to mnie denerwowali i zastanawiałem się jak ich się pozbyć. Jest w grze kilka takich momentów, w których szybko trzeba zadecydować, której z postaci udzielić pomocy i przyznam, że kilka razy miałem z tym problem. Raz nawet zastanawiałem się, czy nie zacząć jednego epizodu od początku, tylko po to, aby uratować jedną z bohaterek.


W ogóle granie na emocjach, wyszło twórcom genialnie. Przez cały drugi epizod towarzyszył mi niepokój związany z miejscem, w którym działa się akcja. Na początku ostatniego epizodu zrobiło mi się wręcz słabo. Jednak moim zdaniem najciekawsze i najbardziej przejmujące są wszystkie sceny z dziećmi, co najbardziej widać od końcówki trzeciego epizodu. Wywołał we mnie olbrzymi smutek i nie mogłem uwierzyć w to co widzę na ekranie. Dwóch rodziców, umierające dziecko, wynikające z tego pewne konsekwencje oraz główny bohater, który decyduje się na niewyobrażalne poświęcenie. Muszę przyznać, że wzruszyłem się podczas tego fragmentu. Następnie makabryczna scena podczas, której para głównych bohaterów znajduje małego chłopca na poddaszu i jej konsekwencje na podwórku za domem. Nie przychodzi mi na myśl żadna inna gra, która tak silnie by na mnie oddziaływała, na tak wiele różnych sposobów. Oczywiście nie można zapomnieć również o samym końcu gry, który jest kolejnym przykładem umiejętnego wykorzystania potencjału drzemiącego w dziecięcych postaciach. Ogólnie rzecz ujmując, to od trzeciego epizodu smutek już mnie nie opuszczał, co najwyżej na chwilę ustępował miejsca strachowi lub lekkiemu obrzydzeniu.


20121224070800


 Tak, ten tytuł momentami jest niesmaczny i dość mocno dołujący, co z pewnością sprawia, że nie jest to pozycja dla wszystkich. Jednak nie mówię tutaj o krwistych scenach, które wynikają z samej fabuły i żywych trupów. Jest to gra, która w dość sugestywny sposób porusza drażliwe i trudne tematy takie jak: kanibalizm, walka o przetrwanie, zastraszanie, morderstwa. Równocześnie gracz nie pozostaje biernym obserwatorem, lecz jest zmuszany do uczestniczenia w rozwiązaniu problemu. Musi podejmować trudne decyzje, którego z bohaterów poświęcić w imię dobra dla ogółu (to nigdy nie jest prosty wybór). Jednak najbardziej zszokowany byłem początkiem ostatniego epizodu, gdy moim zadaniem był pomoc głównemu bohaterowi w operacji. Była ona dość sugestywnie przedstawiona, do tego swą mechaniką zmusza gracza do bardzo aktywnego uczestnictwa. To wszystko sprawiło, że powróciły wspomnienia z dzieciństwa spędzonego w szpitalach i zrobiło mi się wręcz słabo. Ciało bolało mnie jeszcze kilka godzin po skończeniu gry.


 Podsumowując wszystko co napisałem powyżej, śmiało mogę powiedzieć, że The Walking Dead to najlepsza gra w jaką miałem okazję zagrać w 2012 roku. Jest to wciągająca opowieść, pełna ciekawych i co najważniejsze „żywych” bohaterów. Dzięki temu bardzo mocno zakorzeniła się gdzieś w mojej świadomości i pomimo tego, że przestałem w nią grać już kilka miesięcy temu, to ciągle gdzieś tam siedzi w mojej głowie i nie chce odejść. Zdaję sobie sprawę, że nie jest to gra dla każdego z powodu tematyki i przemocy. Jednak trzeba pamiętać, jest to tylko nieodłączna część opowieści o zombie. Natomiast jeśli damy jej szansę to już po pierwszej godzinie zapomnimy o potworach, zanurzymy się w opowieść, relacje między bohaterami i dzięki temu przeżyjemy jedną z najbardziej przejmujących opowieści jakie wypuściła branża gier komputerowych. Bez wątpienia byłoby grzechem to ominąć.

niedziela, 5 maja 2013

#217 cotygodniowa zeszytówka #53

Aquaman -Zone-000Aquaman #0, DC Comics

scenarzysta: Geoff Johns, rysunki: Ivan Reis oraz Joe Prado

Zamiast standardowej, dla tej serii historii gdzie dobrzy biją złych, a Arthur jest okropnym samolubem, otrzymałem opowieść o wielkiej wyprawie mającej na celu przybliżyć historię rodziny głównego bohatera. Aquaman obiecał swemu umierającemu ojcu, że odnajdzie swą matkę i coś jej przekaże od niego. Mile mnie zaskoczył ten numer. Spodziewałem się typowego origina, w którym jednostka pod wpływem traumy zostaje superbohaterem i w sumie po części tak jest. Jednak oprócz tego otrzymałem również ciekawą opowieść drogi podczas, której zostało wyjaśnione pochodzenie głównego bohatera. Co jest niezwykle ciekawe, ponieważ jak to bywa często w rodzinach królewskich, ktoś kogoś zdradził, zabił lub wypędził i tak jest też i tutaj. Co więcej, Arthur tym razem jest dobrym, gotowym do poświęceń synem, który zrobi wszystko, aby tylko spełnić ostatnią wolę swego ojca. Jakże to odmienna postawa, w porównaniu do tej, która jest prezentowana w pozostałych numerach serii. Dzięki temu numerowi widać jeszcze bardziej jak daleką drogę przeszedł główny bohater po tym gdy został sam. Nareszcie jego samolubna postawa i chęć zemsty jest bardziej wiarygodna.


All-New X-Men 011-000All New X-Men #11, Marvel


scenariusz: Brian Michael Bendis, rysunki: Stuart Immonen


Zawsze gdy sięgam po kolejny numer tej serii to mam przeczucie, iż będę się dobrze bawił i ten zeszyt tylko mnie utwierdził w moim przekonaniu. Znowu dzieje się dużo i ciekawie zapewniając mi odpowiednią porcję dobrej rozrywki. Jedna postać ze starego składu X-men postanowiła zmienić drużynę i wstąpiła w szeregi rewolucjonistów Cyclopa. To z kolei zaowocowało kolejnym nadużyciem swych umiejętności przez Jean Grey. Swoją drogą, bardzo podoba mi się w jaki sposób jest prowadzona ta postać. Dosłownie czekam z niecierpliwością na katastrofę, która w związku z jej zachowaniem prędzej czy później musi się wydarzyć. Do całego tego zamieszania dołożyła swoje trzy grosze również Mystique wraz ze swą drużyną przez co mutanci są już w poważnych tarapatach. Dzięki temu numer zakończył się sporym clifhangerem  z ciekawym występem gościnnym. Jak na razie Bendis ani razu mnie nie zawiódł pisząc tą serię i mam nadzieję, że tak pozostanie. Następny numer zapowiada się niezwykle interesująco przez co chciałbym go już mieć w swoich dłoniach.


Super Dinosaur 019-000Super Dinosaur #19, Image Comics


scenariusz: Robert Kirkman, rysunki: Jason Howard

Tym razem  Derek wraz z SD mają twardy orzech do zgryzienia. W końcu trafili na przeciwnika, z którym walka jest niezwykle ciężka i wymagająca. Wszystko to dlatego, że na arenę wkroczył nowy antagonista, zmutowany sługus Maximusa Minimus. Jednak nie jest on już słabym służącym, a niezwykle inteligentnym i sprawnym fizycznie olbrzymem. W między czasie w bazie rodziny Dynamo pojawia się doktor Price z wiadomością na temat zdrowia pani Dynamo. Nie jest za wesoło i cała ta sytuacja zapewne zmusi w przyszłości rodzinę głównego bohatera do współpracy z ich odwiecznym wrogiem. Kilka ostatnich numerów średnio mi się podobało o czym można przeczytać w poprzednich wpisach. Ten numer mnie mile zaskoczył. Rozpoczyna się wielkim pojedynkiem na statui wolności, który jest widowiskowy oraz nieprzewidywalny. Przynajmniej nie tak bardzo jak wszystkie poprzednie. Ciekawie rozwija się wątek matki i żony głównych bohaterów. Pojawia się nowy przeciwnik, który jest interesujący i jak na razie przedstawia jakieś realne zagrożenie dzięki czemu patrzę optymistycznie na zapowiedz kolejnego numeru.

czwartek, 2 maja 2013

#216 Anomaly 2 i darmowe kody do bety

Dziś będzie krótko, bo w sumie nie ma sensu się rozpisywać. Jak pogram w pełną wersję to napiszę obszerniejszy tekst, a tymczasem przejdę do sedna sprawy. Dzięki uprzejmości warszawskiego 11 bits studios mam możliwość grania w betę ich nadchodzącej produkcji Anomaly 2. Posiadam co prawda dostęp tylko do trybu multiplayer, ale i tak jest ciekawie. Jest to wariacja strategi czasu rzeczywistego lepiej znana jako Tower Defence. Z jednej strony gracz, standardowo dla tego typu zabawy, może wcielić się w osobę rozstawiającą wieże obronne na mapie i odpierać ataki napływających wrogów. Druga opcja pozwala zobaczyć jak wygląda to od strony, którą zazwyczaj reprezentował komputer i wcielić się w dowódcę konwoju, aby przeprowadzić go z punktu A do punktu B na mapie. W zależności od tego jaką opcję wybierzemy, mamy do dyspozycji wiele możliwości konfiguracji i rozwoju swoich jednostek. Dodając do tego jeszcze wszelkiego rodzaju dodatkowe umiejętności naprawdę trudno o dwa takie same mecze. Pomimo tego, że posiadam dostęp tylko do części gry, to i tak zaciekawiła mnie na tyle, aby sięgnąć po jej pełną wersję.


anom2_03


Jednak to nie wszystko. Twórcy gry byli na tyle mili, aby udostępnić mi kilka darmowych kluczy do bety, które postanowiłem wam rozdać. Należy je dodać do swojego konta na Steamie dzięki czemu można grać w betę do czasu premiery gry, czyli do 15 maja. Poniżej znajdują się same klucze:


L0GVD-LDQEI-982FV
WG0JQ-9JRYC-Q5F64
9BNWE-625DJ-2YTVC
QA3RZ-XGWWD-WQPBD


i co do nich mam jedną prośbę. Brać może kto chce, ale jeśli już jakiś wykorzystacie to napiszcie o tym w komentarzu. Dzięki temu następnej osobie będzie łatwiej. Na sam koniec wrzucam zapowiedź dla zaostrzenia apetytu i miłego grania!


[youtube=http://youtu.be/amu1s4y4leo]

niedziela, 28 kwietnia 2013

#215 cotygodniowa zeszytówka #52

Na samym początku chciałbym coś ogłosić. Mianowicie jest to już #52 odsłona mojego cotygodniowego cyklu, więc z moich obliczeń wynika, że prowadzę go już cały rok! Nie opuściłem ani jednej niedzieli, a było ku temu kilka okazji. Sumiennie i co najważniejsze regularnie prowadziłem tą rubrykę i to z własnej nieprzymuszonej woli. Cieszę się, bo jeszcze nigdy nie wytrwałem w żadnym moim postanowieniu tak długo. O jakiejś regularności i systematyczności w moim życiu nie ma nawet co wspominać. Mam nadzieję, że nie braknie mi sił i ochoty do dalszego pisania, a wam czytelnikom, nadal będzie sprawiać przyjemność czytanie tego co stworzę w pocie czoła. Zapraszam do lektury.


Adventure Time 15 (2013) (4 covers)Adventure Time #15, BOOM! Studios

scenariusz: Ryan North, Steve Wands, rysunki: Shelli Paroline, Braden Lamb, Steve Wands

Wszystko zaczyna się niewinnie. Princess Bubblegum urządza swoją słynną herbatkę dla swoich koleżanek księżniczek. Było by to kolejne nudne i sztywne spotkanie, gdyby niespodziewanie nie pojawił się na nim nieproszony gość Magic Man. Ma on w planach zniszczyć to przyjęcie, w czym oczywiście przeszkadza mu para głównych bohaterów. Jednak tym razem wszystko nie kończy się dobrze, ponieważ Jake i Finn tracą głosy. Można by powiedzieć,  kolejna nieskomplikowana opowieść z krainy Ooo, gdyby nie to, że twórcy po raz kolejny postanowili zabawić się formą i przy okazji pokazać jak wiele ma jeszcze do zaoferowania medium komiksowe. Mianowicie, w momencie kiedy główni bohaterowie tracą głosy, to zaczynają się porozumiewać tylko przy pomocy piktogramów. Dzięki czemu miałem mnóstwo frajdy podczas prób rozszyfrowania ich wypowiedzi. Czułem się jak jakiś odkrywca, który znalazł zaginiony język i próbuje go teraz rozszyfrować.  Jestem pod wielkim wrażeniem, jak z każdym numerem twórcy wynajdują kolejne twórcze formy opowiadania historii w obrębie ciągle jednego i tego samego medium jakim jest komiks.


Uncanny Avengers 007-000Uncanny Avengers #7, Marvel


scenarzysta: Rick Remender, rysunek: Daniel Acuña

W poprzednim numerze Thor popełnił straszliwą pomyłkę przez którą w przyszłości ściągnie na Ziemie wielkie niebezpieczeństwo. Aktualny numer pokazuje nadciągający problem, a zapewne w przyszłym nasi bohaterowie jakoś z kłopotem się uporają. Choć zagrożenie jest niewyobrażalnej skali, to jakoś nie martwię się o wynik tej potyczki. Numer będący wprowadzenie do dalszych przygód, jednak dość ciekawy, przez co spędziłem przy nim mile czas. Jenak najlepszym fragmentem zeszytu jest rozmowa pomiędzy Wasp, a Havokiem. On dalej stara się uporać z problemem popularności swojej grupy wśród opinii publicznej. Ona zaproponowała wyjście, które może w tym pomóc. Swoją drogą nie tylko to mu proponowała. Mianowicie drogą w poprawie wizerunku medialnego ma być nowa, hipsterska marka ubrań dla młodych, wzorowana na strojach X-menów! Która w chwili zapowiedzi została już wysprzedana, bo jak sama to ujęła Wasp: "Ich rodzice mogą nienawidzić oraz bać się mutantów, ale ich dzieci będą ich idealizować i naśladować". Dobre zagranie które udanie puentuje nasze czasy. W końcu wszystko prędzej, czy później jest na sprzedaż. Samo użycie słowa hipster w komiksie już świadczy o tym jak to moda miesza się z życiem i odwrotnie.


Sex 001 (2013)SEX #1, Image Comics


scenarzysta: Joe Casey, rysunek: Piotr Kowalski


Nowa seria od Image Comics, po którą sięgnąłem z powodu swojsko brzmiącego imienia i nazwiska rysownika, a zaglądając na jego stronę deviantART upewniłem się, że pochodzi on z Polski. W naszym kraju niektórzy mogą go kojarzyć z wydawanej przez Egmont serii Gail. Co do samego komiksu, to wbrew tytułowi nie zawiera tak wiele seksu jak można by się tego spodziewać. Przez co teraz siedzę i rozmyślam dlaczego twórcy wybrali właśnie taki, a nie inny tytuł. Pierwszy numer opowiada o byłym superbohaterze wracającym po latach do swojego miasta, które dawno temu poprzysiągł strzec. Nie wiemy dlaczego je opuścił, ani co skłoniło go do powrotu. Całość prezentuje się  jako spokojna lektura głównie skupiająca się na postaciach oraz relacjach pomiędzy nimi. Fabuła wygląda na przemyślaną,  jakby każda z postaci miała w przyszłości jakąś ważną rolę do odegrania co sprawia, że mam ochotę sięgnąć po kolejny numer. Jedyne co mnie martwi to nazwisko scenarzysty.  Jak na razie przeczytałem tylko jeden jego tytuł The Milkman Murders, który okazał się czymś okropnym. Miałem wielki problem aby dotrzeć do końca serii składającej się z czterech odcinków. Mam tylko nadzieję, że od tego czasu nauczył się pisać scenariusze, co akurat ten numer na razie potwierdza.


Deadpool_1_TheGroup_01Deadpool #1, Marvel


scenariusz: Gerry Duggan oraz Brian Posehn, rysunek: Tony Moore


W końcu postanowiłem zapoznać się z postacią o której słyszałem dużo dobrego, a jakoś nie było okazji bliżej poznać. Gdy dowiedziałem się, że i ta seria otrzymuje tak jakby nowy sezon vol. 3 po zeszłorocznym restarcie Marvela postanowiłem sięgnąć po Deadpoola. Ten komiks to niczym nieskrępowane szaleństwo. Jest w nim mag przywołujący do życia Harrego S. Trumana. Coś przypominającego Godzillę niszczącego Manhattan. Zombie, krew, główny bohater strzelający na lewo i prawo świetnymi one linerami. Ten komiks to dobra zabawa pełna naprawdę śmiesznych momentów. Wade Wilson jest postacią z tak wielkim dystansem do siebie i otaczającego go świata, że naprawdę trudno go nie lubić. Mnie kupił już po pierwszym numerze. Wisienką na torcie jest dla mnie okładka autorstwa Geofa Darrowa, którego uwielbiam za jego zamiłowanie do szczegółu. Za każdym razem kiedy oglądam znane mi już jego prace, to zawsze wypatrzę coś nowego. Jest niesamowity i wszystko na czym jest jego nazwisko potrafię kupić w ciemno.

wtorek, 23 kwietnia 2013

#214 Planet Hulk, scenariusz i rysunki: różni twórcy

Znalazłem ostatnio swój tekst, który pierwotnie znalazł się na Motywie Drogi jakieś cztery lata temu. Z wielkim zdziwieniem odkryłem, że nigdy się nie pojawił na tym blogu. Byłaby szkoda jakby miał się zmarnować, a ktoś może przeczyta z przyjemnością.


Głównie na łamach „Incredible Hulk” vol. 3 #92-105 oraz w kilku zeszytach „Fantastycznej Czwórki” rozegrała się historia zielonej sałaty Marvela, znana czytelnikom lepiej jako „Planet Hulk”. Do lektury zasiadłem nastawiony na czystą demolkę, bo przyznam, że tylko z tym kojarzy mi się ta postać i w sumie dostałem to, czego oczekiwałem, a do tego mały dodatek…


planet-hulk2


Hulk, gdy dostanie szału, staje się nieobliczalną istotą, która niszczy wszystko, co napotka na swej drodze. Niestety cierpi z tego powodu wielu: przypadkowi ludzie, miasta a nawet superbohaterowie, którzy dostaję lanie. Jak można się domyślić taka sytuacja nie mogła trwać długo i „wielcy tego świata” pod postacią Reeda Richardsa z Fantastycznej Czwórki, profesora Xaviera, Doktora Strange’a i króla Inhumans – Black Bolta postanawiają wysłać Hulka w kosmos. Nadarza się ku temu świetna okazja, ponieważ zielony olbrzym, na prośbę szefa organizacji S.H.I.E.L.D., udaje się na orbitę okołoziemską. Ma zniszczyć satelitę z niewyobrażalnie potężną bronią, którą zawładnęła sztuczna inteligencja – a z „Terminatora” wiemy czym to się kończy. Po wykonaniu zadania po naszego bohatera przylatuje kawaleria dzielnych amerykańskich żołnierzy, którzy zamiast sprowadzić go z powrotem na Ziemię, wysyłają go w kosmiczny portal prowadzący na specjalnie wybraną, niezamieszkaną nową ojczyznę Hulka. A on sam w międzyczasie zdążył już się mocno zdenerwować! Jak to zawsze bywa, coś idzie nie tak i zielony gigant trafia na planetę Sakaar.


W tym miejscu zaczyna się właściwa opowieść, która jest marvelowską wersją takich filmów jak „Spartakus” lub „Gladiator” oraz amerykańskiego snu: „Od pucybuta do milionera”. Hulk trafia na planetę zamieszkaną przez inteligentne rasy, tworzące cywilizację, o określonym ustroju i podziale na klasy społeczne. Na samym początku nasz bohater zostaje pojmany, uznany za niewolnika panującego władcy i z racji swoich zdolności zmuszony do walk na arenie jako gladiator. Hulkowi to nie w smak – staje się coraz bardziej wściekły, robi się coraz bardziej silny – w konsekwencji czego wygrywa wszystkie walki i zostaje bohaterem. Następnie dokonuje przewrotu, zakochuje się (!), zwycięża niezliczone ilości przeciwników i kilka innych rzeczy. Na swej drodze spotyka również Silver Surfera i to według mnie jest świetny wątek, który sam w sobie wart jest poznania. Tak przedstawia się historia, jednak to nie ona podobała mi się w niej najbardziej. Najciekawszy jest sposób przedstawienia głównego bohatera. Fakt, to dalej jest nieobliczalny potwór, który niszczy wszystko na swej drodze. Jednak na planecie gdzie wszyscy są potworami, gdzie za przyjaciół ma „równych” sobie zaczyna współpracować, pomagać innym, troszczyć się o współtowarzyszy, a nawet kochać.


planethulk2


Od strony graficznej komiks prezentuje się w porządku. Niech świadczy o tym, że nie zapadła mi w pamięć kreska ani jednego rysownika, który maczał palce w tworzeniu tej opowieści. Najciekawiej prezentują się same okładki, tworzone przez artystę ukrywającym się pod pseudonimem Ladronn – fragment możecie zobaczyć powyżej, na grafice pochodzącej z numeru 102 – moim zdaniem najlepszej.


Greg Pak stworzył historię która zmieniła mój sposób patrzenia na postać Hulka. Choć „Planet Hulk” jest czysto rozrywkową opowieścią, z przewidywalnym zakończeniem, to czyta się to naprawdę przyjemnie i wywołuje zaciekawienie – co będzie dalej. Interesująco również został przedstawiony sam Hulk, który w momencie otrzymania zaszczytów na nowej planecie bardzo długo ich odmawia, ponieważ czuje że jest potworem i nic dobrego z tego nie wyjdzie. Już nie jest przedstawiony jako bezmyślna maszyna do demolki, lecz jako prawdziwy bohater, do którego świetnie pasuje sławne komiksowe motto: „Z wielką mocą wiąże się wielka odpowiedzialność”.