niedziela, 20 maja 2012

#141 cotygodniowa zeszytówka #3

Avengers vs X-men #4, Marvel

scenariusz: Jonathan Hickman, rysunki: John Romita Jr.

W czwartym zeszycie walka pomiędzy Avengers, a X-men trwa w najlepsze we wszelkich, nawet najdalszych zakątkach Ziemi. Równocześnie w przestrzeni kosmicznej kilku śmiałków z Mścicieli próbuje powstrzymać kosmiczną moc Phoenix przed dotarciem na niebieską planetę. Tym czasem Hope odnajduje Wolverina na Antarktydzie i proponuje mu misję samobójczą, w celu pokonania kosmicznej mocy Phoenix, aby następnie przy jej pomocy odbudować potęgę mutantów. Na początku Wolverine się zgadza, aby następnie o wszystkim powiadomić Mścicieli. Wszystko to doprowadza do wielkiego spotkania ludzi Kapitana Ameryki z oddziałem Cyclopsa na Niebieskiej Strefie na  Księżycu. Phoenix Force nadchodzi! Wszystko zilustrowane przez mojego ukochanego Romitę Jr. więc absolutnie nie mam żadnych powodów do narzekania. No a tak ogólnie to taka całkiem miła rozwałka na relaks. Jak się lubi superbohaterów, a ja ostatnio coraz bardziej to brać można śmiało.


Invincible #89, Image Comics


scenariusz: Robert Kirkman, rysunki : Ryan Ottley


Po dość zaskakujących wydarzeniach z poprzednich numerów kiedy to chciano zniszczyć zamieszkujących na Ziemi Viltrumian przy pomocy wirusa zmory, która jest jedyną substancją we wszechświecie, będącą w stanie zabić Viltrumian. Niestety z racji tego, że rasa ta jest niezwykle podobna do ludzi istniało bardzo wysokie ryzyko, że ludzie również zginą. Na to Mark Grayson nie mógł się zgodzić. Podczas walki sam nawdychał się zarazy i aktualnie leży w tajnej bazie na ciemnej stronie księżyca (swoją drogą czego i kogo tam nie ma?), gdzie jest poddawany leczeniu przez Viltrumian. Fakt ten doprowadza do zapoznania Cecila z paktem zawartym między Markiem, a Viltrumianami. W między czasie interes Evy i Marka na świadczenie usług ochrony dla różnych organizacji podupada z powodu jego choroby. W ramach podtrzymania interesu w kostium superbohatera wskakuje nowa osoba Zandale! Podczas badań Viltumianie odkrywają, że DNA Marka pasuje, co przywódca Viltumian kwituje pięknym zabójstwem. Wszystko to, aby tylko utrzymać tą wiadomość w tajemnicy.


Invincible #90 , Image Comics


scenariusz: Robert Kirkman, rysunki : Ryan Ottley

Kolejny numer tej wspaniałej serii jest jeszcze lepszy niż poprzedni. Pierwsza praca nowego Invincible okazała się sukcesem. Po powrocie z misji udaje się do Evy na zdanie raportu. Zastaje ją całą zapłakaną i chcąc ją pocieszyć doprowadza przez przypadek do dwuznacznej sytuacji.  Po tym zdarzeniu Zandale zaczyna sobie zdawać sprawę, że chyba coś do niej czuje. Tymczasem na ciemnej stronie księżyca dowódca Viltumian pod wpływem wiadomości o DNA Makra próbuje go zabić. Jednak na szczęście przeszkadza mu w tym Dinosaurus. Po nierównej i dość krwawej walce prawie martwy Dinosaurus, dzięki chytremu planowi i nieostrożności Viltumiańskiego dowódcy, uwalnia Marka i statkiem przywozi go na Ziemię do swojej tajnej bazy.



Thief of Thieves #2, Image Comics


scenariusz: Robert Kirkman i Nick Spencer, rysunki: Shawn Martinbrough


Drugi numer opowiada dalsze losy Conrada Paulsona, który rezygnuje ze swojego drugiego życia jako najlepszy złodziej Redmond. Nasz bohater spotyka się ze swoją byłą żoną i prosi ją, aby mógł do niej wrócić. W między czasie poznajemy historię ich wspólnego napadu i jak Conrad się jej oświadczył. Żona nie jest zadowolona z pomysłu Conrada i prosi go, aby o wszystkim poinformował również ich syna. Z zapowiedzi myślałem, że będzie to komiks akcji o złodziejach. Jednak jak zawsze u Kirkmana nie dostałem tego, czego się spodziewałem. Zapowiada się aktualnie na opowieść obyczajową o człowieku z przeszłością, który próbuje jakoś ułożyć sobie normalne życie.


czwartek, 17 maja 2012

#140 Avengers reż. Joss Whedon scen. Zak Penn, Stan Lee, Jack Kirby, Joss Whedon

Avengers miał być takim mega epic filmem w kategorii filmów komiksowych. Jest zwieńczeniem wielkiej drogi jaką przeszło Marvel Studio budując poprzednimi filmami uniwersum dla opowieści o powstaniu Mścicieli. Oddziału do szybkiego reagowania w przypadkach, kiedy normalne metody i ludzie nie są już w stanie nic zdziałać. W skład oddziału wchodzi Iron Mam, Kapitan Ameryka, Hulk, Hawkeye, Thor i Black Widow. Każdy z nich jest potencjalnie niebezpieczny, trudny do kontrolowania i nieodpowiedzialny, ale Nick Fury dowódca S.H.I.L.D., największej organizacji wywiadowczej na świecie wierzy w pomysł stworzenia super oddziału i wbrew swoim przełożonym wprowadza go w czyn w obliczu ataku najeźdźców z innej planety.


Sam film zbiera od wszystkich poprzednich filmowych adaptacji trykociarzy z Marvela to co najlepsze, mnoży przez budżet i robi wszytko lepiej niż poprzednio. Mamy więc Iron Mana rzucającego co chwilę świetnymi one linerami i dzięki temu jest najciekawszym bohaterem  całego filmu. Oczywiście tylko dopóki nie nastąpiła finałowa walka z armią Lokiego z innego świata. Wtedy gwiazdą filmu niepostrzeżenie objawia się Hulk ze swoim zamiłowaniem do SMASH. Dodatkowo jest sporo akcji w komiksowych klimatach, co chwilę mruganie oka przez twórców do komiksiarzy i pełno odwołań do poprzednich filmów. Pojawia się również nieodłączny 90-letni super dziadek Stan Lee w małej mini roli. Co w filmach Marvela jest już nieodłącznym elementem.  Wszystko to jednak nie przeszkadza w odbiorze filmu dla widzów nie zaznajomionych z poprzednimi częściami lub komiksami.


Nie podoba mi się za to w filmie Howkeye, który szczerze mówiąc nie wiem po co jest. Jeśli miałby chociaż jakieś sensowne zastosowanie jak np. w komiksowej serii Marka Millara The Ultimates vol. 1 gdzie był w drużynie do stopowania furii Hulka po akcji, ale nie. W filmie jest totalnie bezużyteczny. W sumie tak samo jak Black Widow, której najważniejsze zadanie na ekranie to chyba tylko ładnie wyglądać. Co zresztą i tak słabo jej wychodzi bo Cobie Smulders w roli agentki Marii Hill moim zdaniem sprawdza się w tej roli znacznie lepiej. Bezużyteczność tej bohaterki najlepiej widać w końcowej scenie walki gdzie nasi bohaterowie walczą z armią najeźdźców. Thor wali we wszystko piorunami, Iron Man pociska laserami we wszytko co się rusza, Hulk jest w swoim żywiole. Nawet Capitan Ameryka swoją tarczą i Hawkeye coś robią, a nasza bohaterka strzela z dwóch glocków. Równie dobrze mogłaby w tym czasie parzyć kawę. Dodatkowo końcowa akcja Iron Mana, która w zamyśle miała być chyba dramatyczna i trzymająca w napięciu, a tak naprawdę jest słaba i przewidywalna do bólu.Te kilka rzeczy i jeszcze parę innych sprawia, że mam trochę mieszane uczucia co do filmu.


Byłe, zobaczyłem i mam problem. To najlepiej odzwierciedla moje odczucia po seansie. Z jednej strony bawiłem się dobrze. Dwie i pół godziny minęło szybko, uśmiałem się szczerze w kilku momentach i niby wszystko ok. Jednak z drugiej strony odczuwam, że film jest mocno przereklamowany i daleko mu do pierwszej części Iron Mana, która moim zdaniem była świetna. Trochę czuje, że poszedłem do kina bo wszech ogarniająca reklama i nagonka na ten tytuł mnie do tego namówiła, a to już nie jest fajne. W mojej ocenie takie mocne 6/10 bo czuję się wykorzystany i troszkę oszukany przez twórców filmu i momentami jest dość głupi.

niedziela, 13 maja 2012

#139 cotygodniowa zeszytówka #2

Super Dinosaur #1, Image Comics


scenariusz: Robert Kirkman , rysunki: Jason Howard


Całkiem nowa seria Kirkmana opowiadająca przygody Dereka Dynamo, który wraz ze swoim najlepszym przyjacielem Tyrannosausem Rexem o imieniu Super Dinosaur walczą przeciwko złemu Max Maximusowi i jego armii dinozaurów. Pierwszy zeszyt to jak zawsze szybkie wprowadzenie do świata. Dowiadujemy się jak ojciec głównego bohatera Doctor Dexter Dynamo wraz ze swym współpracownikiem Max Maximusem (zanim przeszedł na złą stronę) odkryli we wnętrzu Ziemi kolejny świat zamieszkały przez dinozaury. Następnie poznajemy historię odkrycia Dynore, nowego surowca, którego wystarczy bardzo mała ilość aby zasilić w energię całe miasto, albo je zniszczyć. Pod koniec komiksu zostaje jeszcze przedstawione małżeństwo techników wraz z dwiema córkami,  przysłane na polecenie generała Casey'a do pomocy naszej trójce bohaterów przy ciągle niszczonym pancerzu SD, przy okazji czego wychodzi na jaw pewnie skrzętnie ukrywana tajemnica Dereka Dynamo. Zapowiada się przyjemna seria na całkowite odprężenie z szybką akcją.



Swamp Thing #1, DC Comics


scenariusz: Scott Snyder, rysunki: Yanick Paquette


Pierwszy numer starego bohatera ze świata DC po zeszłorocznym restarcie całego uniwersum. Wszystko zaczyna się tajemniczą śmiercią wszystkich ptaków w Metropils, ryb w pobliskich rzekach oraz nietoperzy w Gotham City. Wszystko to sprawia, że Superman postanawia odwiedzić Dr. Hollanda. Botanika, który pamięta poprzednie życie Potwora z bagien. Dodatkowo roślinność zachowuje się dziwnie w jego obecności, co objawia się np. jej szybszym rośnięcie. Człowiek ze stali stara się namówić doktora do pomocy w wyjaśnieniu zagadki tajemniczych zgonów wśród zwierząt, jednak on nie chce nic o tym słyszeć. Pragnie tylko spokojnego życia na uboczu. Dodatkowo Holland jest obserwowany przez tajemniczą zakapturzoną postać co na pewno nie zwiastuje niczego dobrego. W między czasie na wykopaliskach archeologicznych w Arizonie pojawia się tajemnicza burza z tornadem, która budzi do życia szkielet mamuta pomieszany z wszelkimi znalezionymi kośćmi z okolicy. Dodatkowo za pomocą dziwnego stada much szkielet werbuje służących z napotkanych ludzi przekształcając ich przy okazji w jakby zombie. Cały zeszyt kończy się dość niespodziewanie i jak zwykle robi ochotę na więcej. Całość zapowiada serię czerpiącą garściami z czasów Swamp Thinga drukowanego jeszcze w Vertigo i może to być naprawdę dziwny komiks. Nie mogę się już doczekać następnego numeru.


Adventure Time #1, BOOM! Studios


scenariusz: Ryan North i Aaron Renier , rysunki: Braden Lamb, Shelli Paroline, Aaron Renier


Fanem kreskówki jestem od pierwszej sekundy pierwszego odcinka więc "dziwnym nie jest", że zabrałem się również za jej komiksową serię. Wszyscy którzy znają już serial, tutaj poczują się jak ryba w wodzie.  Finn the Human i Jake the Dog znowu biorą udział w niesamowitej przygodzie w której zły Licz porywa po kawałku całą krainę Ooo do swojego worka bez dna. Gdy zostaje porwane całe królestwo wraz z królewną Bubblegum, nasi dwaj bohaterowie muszą działać. Podczas walki z Liczem zostają wessani do worka bez dna trafiając do pustynnej krainy. Dodatkowo tą samą drogą podąża ich odwieczny wróg Ice King, przez co z niecierpliwością czekam na drugi numer. Pod koniec zeszytu zawarta jest jeszcze jedna mini opowieść o tym jak produkowany jest Mysterious Cider from the Sky w roli śledczego wspaniała jak zawsze Tree Trunks!



Spaceman #1, Vertigo


scenariusz: Brian Azzarello, rysunki: Eduardo Risso


Nowa seria wybuchowego duetu umiejscowiona została w zniszczonej przyszłości. Główny bohater Orson to życiowy nieudacznik, który spędza dnie na szukaniu metalowych części i marzeniu o życiu jako astronauta. Cała jego egzystencja składająca się z pracy, wirtualnego seksu i błądzeniu w wyobraźni pewnie trwała by tak w nieskończoność, gdyby  nasz bohater z powodu przypadku nie znalazł się w samym środku sprawy porwania dziecka celebryty. W tym momencie Orson postanawia działać, ale czy wyjdzie mu to na dobre? Seria zapowiada się na średni kryminał jak na razie. Dodatkowo przyznaję, że męczą mnie już rysunki Risso. Ten pan ciągle rysuje tak samo i nawet jedna z postaci wygląda dokładnie tak samo jak bohater 100 naboi.  Jak dla mnie troszkę to żenujące i średnio zachęta to mnie do dalszego czytania serii.

środa, 9 maja 2012

#138 Nietykalni reż. i scen. Olivier Nakache i Eric Toledano

Zabierając się za ten film nie wiedziałem o nim w sumie nic. Kilku znajomych polecało na pewnym portalu społecznościowym i tyle. Gdzieś przypadkiem widziałem plakat i stąd wiedziałem, że to olbrzymi sukces we Francji był. Kiepsko do mnie trafiają takie teksty jak na plakacie obok i nie są dla mnie żadną rekomendacją, ale jednak dałem się namówić i bardzo pozytywnie się zaskoczyłem.


Cała historia opowiada losy sparaliżowanego od szyi w dół niezwykle bogatego Philippe, granego przez Francois Cluzet oraz jego opiekuna z biednej dzielnicy Driss granego przez Omara Sy. Obaj całkowicie różni, inaczej wychowani, z całkiem innych światów. Jeden z powodu wieloletniej choroby ma dość opiekunów, którzy traktują go tylko jak pracę. Potrzebuje kogoś, kto będzie widział w nim człowieka z normalnymi potrzebami, a nie tylko kalekę. Drugi to krnąbrny Dissu, który całe życie miał pod górkę. Większość dnia spędza siedząc na murku z kolegami w biednej dzielnicy paląc skręty i popijając piwo.  Poznali się przypadkiem, gdy Dissu został wysłany z bezrobocia na spotkanie o pracę jako opiekun dla sparaliżowanego Phillippe. Jeden chciał tylko podpis, że się nie nadaje i mógłby nadal otrzymywać zasiłek. Drugi dostrzegł w nim potencjał i postanowił podstępem zmusić go do pracy.


Dla mnie ten film to pochwała życia i pięknej męskiej przyjaźni. Dissu poprzez małe rzeczy wprowadza zamęt i wiele przyjemności w życie schorowanego człowieka. Zamiast wozić go samochodem specjalnie przygotowanym dla inwalidów, korzysta ze sportowego Masseratti. Innym razem gdy Philippe ma atak duszności w nocy i mówi, że przydałoby mu się świeże powietrze, jego opiekun daje mu skręta, a potem zabiera go o czwartej nad ranem na spacer ulicami Paryża. Dissu traktuje swojego pracodawcę jak normalnego zdrowego człowieka z potrzebami. Przy pomocy drobnych czynów sprawia, że Philippe znowu czerpie przyjemność z życia. Sam Dissu dzięki temu ma możliwość wyrwania się z ubogiej dzielnicy do lepszego życia, poznania prawdziwego przyjaciela i nauczenia się czegoś nowego o sobie.


Podczas seansu nie mogłem wyjść z podziwu jaki to świetny film. Lekki, ale równocześnie dający do myślenia. Dodatkowo taki radosny i ciepły co niestety dziś jest rzadkością. Będzie się świetnie nadawał na wszelkiego typu spadki nastroju i smutki. Do tego niezwykle zabawny i to humoru na poziomie. Równocześnie to film skłaniający do myślenia, pokazujący lepszą i bardziej pozytywną stronę życia. Dający nadzieję na lepsze. Co ciekawe, równocześnie to film, który najpierw śmieszy i to tylko po to aby chwilę później wzruszyć, szczerą ludzką dobrocią. Naprawdę warto zobaczyć, bo już dawno nie było tak dobrego i pozytywnego filmu na ekranach naszych kin.

niedziela, 6 maja 2012

#137 cotygodniowa zeszytówka #1

Dziś zaczynam nowy cykl na swoim blogu pt. cotygodniowa zeszytówka. W ramach zmotywowania się do czytania większej ilości komiksów i pisania z większą częstotliwością postanowiłem co tydzień zamieszczać krótkie zestawienie wydań zeszytowych komiksów, które przeczytałem. Tak w kilku zdaniach o każdym zeszycie. Dla siebie, abym zawsze mógł znaleźć co było w poprzednim numerze, a dodatkowo może również ktoś inny na tym skorzysta i znajdzie jakąś ciekawą serię dla siebie. Nowe posty w tym temacie powinny się pokazywać jakoś zawsze w weekendy.


Avengers VS X-Men#1, Marvel


scenariusz: Brian Michael Bendis, rysunki: Olivier Coipel.


Chyba największe wydarzenie w komiksowym uniwersum Marvela tego roku. Na Ziemię przybywa Nova z wiadomością, że w kierunku naszej planety zmierza  moc Phoenix. Kilka chwil później w obozie X-man dowodzonym przez Cyclopa manifestuje się ta moc u jednej z mutantek, Hope Summers. Avengers w połączeniu z grupą X-men pod dowództwem Wolverina widzą w mocy Phoenix wielkie zagrożenie dla całej ludzkości, które trzeba jak najszybciej zatrzymać i poddać kontroli. X-men ze Scottem na czele widzi w całej sytuacji szansę odrodzenia potęgi mutantów. Obie strony postanawiają za wszelką cenę postawić na swoim, co doprowadza do olbrzymiego konfliktu.



Avengers VS X-Men#2, Marvel


scenariusz: Jason Aaron, rysunki: Jimmy Cheung.


Na wyspie Utopia, która jest domem dla X-men dochodzi do wielkiej walki pomiędzy Avengers, a członkami X-men. W między czasie Hope trzymana w ukryciu w pomieszczeniach bazy, będąc pod coraz większym wpływem Phoenix buntuje się przeciw własnym przełożonym i postanawia uciec. W tej chwili dociera do niej nie uczestniczący w walkach Wolverine i Spiderman. Wszystko kończy się wielkim pokazem nowych mocy Hope z przykrym skutkiem dla Rosomaka. Po całym zajściu obie grupy zaprzestają walki i orientują się, że utraciły osobę, o którą walczyły ponieważ Hope udaje się uciec. W między czasie do Ziemi coraz bardziej zbliża się kosmiczna moc zagłady.



Avengers VS X-Men#3, Marvel

scenariusz: Ed Brubaker, rysunki: John Romita Jr.

Po zaprzestaniu walk X-man zostają aresztowani przez Avengers za rozpoczęcie walk. Gdy Wolverine dochodzi do siebie po bliskim spotkaniu z panną Summers odkrywa, że cały skład X-men będący w areszcie to iluzja. Z tego powodu Avengers biorą się ostro do poszukiwań Hope, ponieważ i tak są w tyle za swoimi przeciwnikami. Dzięki Cerebro lokalizują Hope, ale w pięciu różnych miejscach równocześnie. Dzieląc się na pięć grup, każda udaje się do innej lokalizacji w poszukiwaniu nosiciela Phoenix. Dodatkowo okazuje się, że mają w swoich szeregach zdrajcę pracującego na rzecz X-men. Podczas wspólnego lotu Capitana Ameryki z Wolverinem dochodzi między nimi do walki w wyniku, której Rosomak zostaje wyrzucony z samolotu. Rosomak postanawia sam odnaleźć Summer i rozwiązać jej problem na swój własny sposób.



Thief of Thieves #1, Image Comics

scenariusz: Robert Kirkman i Nich Spencer, rysunki: Shawn Martinbrough.

Pierwszy numer nowej serii Kirkmana opowiadającej przygody Redmonda, najlepszego złodzieja na świecie. W zeszycie tym mamy okazję zobaczyć jedną kradzież w wykonaniu mistrza i jego zespołu. Uczymy się jak ukraść samochód, przy okazji poznając historię nawiązania współpracy głównego bohatera ze swoją asystentką Celią. Cały zeszyt kończy się oczywiście cliffhangerem, coby zachęcić do kupna następnego numeru. Pierwszy zeszyt serii to takie krótkie wprowadzenie z przedstawieniem kilku głównych postaci. Na razie nic szczególnego, ale w końcu za scenariusz odpowiada Kirkman więc jestem bardzo ciekaw jak potoczy się wszystko dalej.

niedziela, 29 kwietnia 2012

#136 Y: Ostatni z Mężczyzn - tom #1 Zaraza scen. Brian K. Vaughan rys. Pia Guerra

Pamiętam jak w 2008 roku na naszym skromnym rynku komiksowym pojawiło się nowe wydawnictwo Manzoku i jaka była moja olbrzymia radość, gdy zaprezentowali swoje plany wydawnicze. Było tam między innymi Planetary The Authority Warrena Ellisa, DMZ Briana Wooda. Oprócz tego w zapowiedziach było jeszcze kilka  innych dobrych tytułów, których z racji czasu już nie pamiętam. Jednak wiem, że większość miałem w planach kupować. Dodatkowo były to komiksy wydawane w świetnej relacji ceny do jakości co zachęcało jeszcze bardziej. Wielce się cieszyłem z pojawienia wydawnictwa które wydawało dobre komiksy środka, a najbardziej byłem zadowolony z wydawania serii z Vertigo Y: The Last Man.


Pierwszy tom zawiera w sobie pięcioczęściową opowieść pod tytułem Zaraza i tak naprawdę jest to wprowadzenie do świata i przedstawienie bohaterów. Komiks opowiada historię w której w jednym momencie na całej kuli Ziemskiej giną wszyscy przedstawiciele ssaków z chromosomem Y. Za wyjątkiem oczywiście Yorika, głównego bohatera serii i jego małpki Ampersanda. Muszą się oni odnaleźć w świecie bez mężczyzn, gdzie upadają rządy i całe państwa. Zaczyna po woli wszystkiego brakować i wygląda jakby miał nadciągnąć koniec ludzkości. Część kobiet po prostu opłakuje stratę najbliższych, inne tworzą ruch amazonek i zwalczają każdy symbol patriarchatu, a jeszcze inne próbują jakoś odbudować normalne życie. W takim świecie Yorik pod wpływem pewnych wydarzeń otrzymuje eskortę tajnej agentki 355 i wyrusza do Bostonu na poszukiwanie pani doktor, specjalistki od klonowania. Być może będącej w stanie rozwikłać zagadkę dlaczego na świecie pozostało dwóch męskich osobników i jakoś pomóc w odbudowie męskiej populacji.


Od strony wizualnej komiks prezentuje się jak typowa seria z Vertigo, która chyba przy żadnym tytule nigdy nie zatrudniała jakiegoś wielce utalentowanego artysty, tylko raczej sprawnych rzemieślników. Rysunki są realistyczne i starają się jak najlepiej odwzorować rzeczywistość. Razem z tradycyjnym kadrowaniem sprawia, że komiks czyta się łatwo i przyjemnie. Paleta kolorów raczej utrzymana jest w ciemnej tonacji, jednak zostało to wymuszone treścią fabuły, gdyż większość akcji odbywa się w nocy.


Polskiemu czytelnikowi, gdy przeczyta z tyłu komiksu streszczenie fabuły z pewnością pierwsze skojarzenie nasunie się z Seksmisją Juliusza Machulskiego i nie ma się temu co dziwić bo punkt wyjścia jest taki sam jednak jego rozwinięcie już całkiem inne. Mnie bardzo ucieszyła ta seria i świetnie się bawiłem przy czytaniu pierwszych trzech tomów. Bo niestety tylko tyle zostało u nas wydane zanim Manzoku zanim zakończyło swą działalność. Teraz po prawie czterech latach udało mi się zdobyć wszystkie dziesięć tomów i nareszcie mogę skończyć opowieść która tak długo czekała na swoją kolej.

niedziela, 22 kwietnia 2012

#135 Blade Runner reż. Ridley Scott scen. Hampton Fancher i David Webb Peoples

Właśnie zobaczyłem pierwszy raz jako dorosły człowiek Łowcę Androidów. Film który pierwszy raz widziałem jeszcze za czasów VHS-ów i to samych początków tego okresu. Za bardzo nie pamiętałem o co w nim chodzi. Pozostały mi w głowie tylko jakieś klasyczne sceny, które kojarzy chyba każdy w połączeniu z muzyką Vangelisa. W końcu ten film to absolutny kanon kina i śmiało można powiedzieć, że obraz kultowy.


Fabuła jest raczej prosta i nieskomplikowana, bo opowiada o łowcy androidów, granego przez jeszcze młodego Harrisona Forda, który ma za zadanie znaleźć pięć zbuntowanych modeli należących do najnowocześniejszej generacji robotów. W sumie starczyło to na jakieś czterdzieści minut filmu, a resztę czasu reżyser przeznaczył na wideoklip do muzyki Vangelisa.


Podczas seansu miałem głównie dwie myśli. Po pierwsze, że na reszcie zobaczyłem ten film w jakiejś wspaniałej jakości i dopiero teraz widziałem go w takiej wersji, w jakiej powinien być pokazywany zawsze. Wszystkie efekty nadal są świetne, a to przecież jest film z 1982 roku! Gdy na samym początku  jeden z pojazdów przelatuje majestatycznie przy akompaniamencie muzyki Vangelisa nad miastem, to widziałem każdy najdrobniejszy szczegół majestatycznych budowli. Dodatkowo jest kilka takich scen z latającymi pojazdami, gdy startują, albo zawisają nad miastem i nie mogłem wyjść z podziwu jak to jest wspaniale zrealizowane. Absolutne mistrzostwo i od strony wizualnej ten film jest wspaniały. Brud, syf, na ulicach nędza. Ogólnie jeden wielki dół w koncepcji świata i to wszystko według autorów już w roku 2019!. Chodź patrząc na otaczający nas świat to jeszcze nam daleko do realizacji ich wizji.


Druga myśl jaka mi się kołatała po głowie podczas seansu, to nie mogłem wyjść z podziwu jak inny jest ten film od tych robionych obecnie. Blade Runner to bardzo spokojny i stonowany film. Pędzący swoim własnym tempem, bez szybkiego montażu i natłoku efektów specjalnych. W zamian za to mamy klimat potęgowanymi długimi i spokojnymi ujęciami. Wszystko się toczy w leniwym tempie i nawet sceny walki, które z zasady powinny być dynamiczne, w tym przypadku prezentują piękną szkołę lat osiemdziesiątych.


Przyznam szczerze, ta powolność troszkę mnie zabiła. Fabuła jest prosta w tym filmie i jak dla mnie za mało jej na dwie godziny, a w połączeniu z tempem obrazu spowodowało to lekkie zmęczenie u mnie. Szkoda troszkę, bo znowu zniszczyłem sobie wspomnienia z dzieciństwa, ale co zrobić jeśli film już z lekka się zestarzał.  Dalej pod wieloma aspektami to mistrzostwo kina, jednak z drugiej strony to już film raczej dla starszej widowni przyzwyczajonej i co chyba najważniejsze wychowanej na takim kinie.