niedziela, 10 lutego 2013

#199 cotygodniowa zeszytówka #41

Animal-Man-17Animal Man #17, DC Comics

scenariusz: Jeff Lemire i Scott Snyder,  rysunki: Steve Pugh, Tymothy Green II

No i nastał czas chyba największej bitwy w Rotworld. Animal Man wraz ze swą świtą dotarł w końcu do zamku Antona Arcana, by stoczyć ostateczną walkę. Nie jest łatwo, lecz nasi bohaterowie się nie poddają. Niektórzy odnoszą rany, inni giną, a potem rodzą się nowi. Gdy sytuacja zostaje odrobinę opanowana, okazuje się, że z drugiej strony zamku trwa równocześnie drugi atak. Lecz tym razem jej przywódcą jest Swamp Thing! Całość idzie całkiem dobrze, aż do ostatnich stron numeru, na których staje się coś oczywistego, ale pomimo tego i tak robi wrażenie. Ten komiks to w sumie jedna wielka rozpierducha i nic poza tym. Całkiem ładnie wszyscy się tną. Nadal najbardziej przypadły mi do gustu zgniłe wersje znanych super bohaterów. Superman mocno wypaczony, Catwoman i Wonder Woman, które utraciły cały swój seksapil, oraz moim zdaniem najlepszy Flash. Ciągle w ruchu i tylko przecina na pół wszystko co spotka na swej drodze. Najbardziej zabawnie jednak wychodzi śmierć jednej postaci i pojawienie się nowej na jej miejsce. Z jednej strony, to chyba nigdy bym nie wpadł, aby tak to rozegrać. Po prostu nie pasuje mi ta koncepcja w głowie, a o dziwo na papierze wygląda to całkiem dobrze. Całkiem miłe zaskoczenie i jestem ciekaw czy pociągną dalej ten motyw.


Swamp-Thing-17Swamp Thing #17, DC Comics


scenariusz: Scott Snyder i Jeff Lemire, rysunki: Andrew Belanger


Dobry numer kontynuujący bezpośrednio wątek z AM#17. Najpierw nasza para bohaterów musi jednak stawić czoło swoim największym lękom. Zostało to zaprezentowane w dość smutnym tonie, co moim zdaniem świetnie się tutaj sprawdziło. Następnie panowie wcielają w życie szalony plan Batmana. Całość wtedy dość przyśpiesza i niepostrzeżenie zamienia się w opowieść akcji świetnie trzymającą w napięciu aż do wielkiego finału, który swoją drogą jest bardzo ciekawy. Pojawia się The Parliament of Decay, który w ciekawy sposób tłumaczy AM i ST, że są odwieczną częścią świata wraz z pozostałymi parlamentami. Wszystko to dobrze trzyma się kupy, jest ciekawe i w dodatku całkiem zaskakujące. Jedynym, ale za to dość poważnym minusem tego komiksu, jest jego warstwa graficzna. Niestety kreska, jaką operuje Andrew Belanger, to taki cartoon, który świetnie pasowałby do serii humorystycznych lub dla najmłodszych. Kojarzy mi się z jakimś Witchem lub animacjami na podstawie komiksów z Cartoon Network. Osobiście nie mam nic do takiej kreski, jednak tutaj ona dość mocno nie pasuje. Seria opowiada o śmierci. Jest pełna przemocy, koszmarów i brzydoty. Utrzymana w klimacie horroru i niestety kreska tego numery zabija bardzo skutecznie cały klimat, który nie ukrywając jest podstawą w tym dość ważnym numerze dla całej serii.


All New X-Men 007All New X-Men #7, Marvel


scenariusz: Brian Michael Bendis, rysunki: David Marquez

Ten zeszyt zaczyna się komiczną, ale z pewnością nie zamierzoną sceną. Widzimy w niej aktualnie najbardziej poszukiwanego mutanta na świecie spacerującego sobie po mieście. Jednak nie jest on aż tak głupi, aby nie zdawać sobie sprawy z potencjalnego ryzyka wynikającego z takiej aktywności. Dlatego dla niepoznaki, założył sobie kurtkę i bejsbolówkę na kompletny, swój strój. Oczywiście oldschoolowe gogle postanowił sobie zostawić. Chociaż po dłuższej chwili dochodzę do wniosku, że miał rację. Jak patrzę na niego w tej kurtce i czapce to dokładnie widać jak zmienił się nie do poznania. Jasne! Tak poza tym to cały numer skupia się na postaci młodego Scotta Summersa, którego odwiedza Mystique. Urządza mu dość ciekawą gadkę moralizatorską, z której raczej wyniknie więcej złego niż dobrego, lecz nasz bohater tego jeszcze nie wie. Dodatkowo nasz chłopak uciął sobie krótką, acz treściwą rozmowę z Wolverinem, po której chyba obaj panowie zakopią na jakiś czas topór wojenny.

niedziela, 3 lutego 2013

#198 cotygodniowa zeszytówka #40

AT_11Adventure Time #11, BOOM! Studios

scenariusz: Ryan North, Zac Giallongo  rysunki: Shelli Paroline, Braden Lamb, Zac Giallongo

Adventure Time to seria, o której nie umiem powiedzieć nic złego. Historie są świetne, bohaterowie ciekawi i wzbudzający sympatię. Całość jest ślicznie narysowana i jakby tego było mało, to w każdym numerze znajduje się zawsze sporo odwołań do popkultury. Tym razem moja ulubiona para bohaterów w raz z wampirzycą Marceline udają się do wnętrza BMO, ich żywej konsoli do gier, aby przejść najtrudniejszą grę w dziejach elektronicznej rozrywki Super Guts Punch 3. Od tego momentu ilustracje w komiksie zmieniają się w przepiękną pikselową grafiką. Podczas, gdy bohaterowie opowieści przechodzą kolejne poziomy, twórcy oddają hołd takim klasykom gier 8-biotwych jak Donkey Kong, Q*bert, Super Mario Bros oraz jeszcze dwóch innych gier, w które zagrywałem się jako dzieciak, ale nie jestem w stanie już podać ich nazw. Takie zagrania wzbudzają we mnie olbrzymi podziw i sprawiają, że na każdy kolejny numer czekam z wielką niecierpliwością. Twórcy w ciekawy sposób pokazują, jak można się bawić z formułą komiksów i jak niezwykle kreatywne oraz pojemne może być ta dziedzina sztuki. Za każdym razem, gdy sięgam po kolejny numer to kompletnie nie wiem czego mogę się w nim spodziewać. Jednak zawsze jestem pewien, że autorzy po raz kolejnym mnie zaskoczą czymś nowym.


Avengers 003Avengers #3, Marvel


scenariusz: Jonathan Hickman, rysunki: Jerome Opeña

Numer w którym dochodzi do wielkiej konfrontacji z pomiędzy Avengers, a stworzycielem światów Ex Nihilo. Jednak nadal jedynym plusem tego komiksu są niesamowite rysunki Jerome Opeñy, na którego pracę nadal nie mogę się napatrzyć. Chętnie nabyłbym jakiś artbook z jego grafikami, albo jakiś plakat powiesił na ścianie. W większej skali musi prezentować się genialnie. Wracając jednak do samej fabuły. Ex Nihilo powołuje do życia swojego Adama, który niestety nie jest tak doskonały jak oczekiwał tego jego Twórca. Później pojawiają się mściciele w sporym składzie, dochodzi do walki i ratują świat. Ze smutkiem trzeba przyznać, seria jak na razie nie zachwyca od strony fabularnej. Jednak  na samym końcu numeru pada odpowiedź na odwieczne pytanie: dlaczego Ziemia jest taka wyjątkowa? Kapitan Ameryka, jak przystało na człowieka, odpowiedział niezwykle skromnie przez co otworzył chyba furtkę do kolejnych najazdów naszej planety przez wszystkich kosmicznych szaleńców. Może dzięki temu seria stanie się chodź trochę ciekawsza.


Avengers 004Avengers #4, Marvel


scenariusz: Jonathan Hickman, rysunki: Adam Kubert


Stało się najgorsze, co mogło się wydarzyć dla tej serii. Wydawcy zmienili rysownika i pozbawili serię jej największego atutu. Co prawda, teraz za oprawę graficzną odpowiada Adam Kubert, więc nadal jest dobrze. Jednak to już nie to samo, jak w poprzednich trzech numerach. Historia natomiast skupia się na dwóch wątkach. Z jednej strony poznajemy losy Hypierona. Jak dorastał, stawał się bohaterem oraz jego drugą mroczniejszą stronę, która na razie została tylko zasygnalizowana. Drugi wątek natomiast skupia się na kilku członkach Avengers, którzy udają się do Savega Land gdzie natrafiają na naukowców A.I.M. oraz szóstą jakby bombę, która została zrzucona na Ziemię przez Ex Nihilo . Oczywiście wynikły z tego jakieś perturbacje, trochę walki. Jednak patrząc na całokształt to wydaje mi się on monotonny i jakoś cały czas nie może się rozkręcić. Akcja jest nudna, momentami teksty są stanowczo za poważne i jakoś sztucznie nadęte. Postawa Hyperiona z jego "Truth without compromise" jest tak bohaterska i szlachetna, że aż śmieszna. Już chyba wolałbym, aby ta seria była czystą i przyjemną nawalanką jak chociażby niedawny Avengers vs X-Mem, które zapewniały przynajmniej dobrą rozrywkę. Tutaj nie ma zabawy, a tym bardziej jakiś poważniejszych treści.


niedziela, 27 stycznia 2013

#197 cotygodniowa zeszytówka #39

Saga-09Saga #9, Image Comics

scenariusz: Brian K. Vaughan, rysunki: Fiona Staples

Numer w całości skupiający się na łowcy głów The Willu, który wspomina swą ukochaną po jej śmierci. Ma ku temu całkiem dobrą okazję, ponieważ w miejscu jego odosobnienia pojawia się Gwendolyn. Kobieta, ma zmotywować The Willa do wykonania zlecenia, którego się podjął. Równocześnie sama ma  w tym również interes. Ciekawy numer, który przy okazji wyjaśnia kwestię uratowania Slave Girl z planety Sextillion. Bardzo podoba mi się design postaci Gwendolyn. Jej fryzura, kolor skóry oraz samurajski miecz kojarzą mi się z taki postaciami jak Afro Samurai lub Mugen z serii anime Samurai Champloo. Bardzo ładnie prezentuje się jako czarnoskóra kobieta z afro, rogami, kataną i ubraniem w bieli. Do tego jej nieprzeciętna pewność siebie. Taka pani z którą za bardzo nie masz ochoty dyskutować, bo i tak jakoś podskórnie czujesz, że nie masz szans. Drugą gwiazdą numeru jest kot, towarzysz The Willa, który zawsze wie kiedy ktoś kłamie lub mówi prawdę. Odzywa się rzadko, ale zawsze w takim momencie, że trafia w sedno, co świetnie widać podczas pertraktacji pomiędzy łowcą głów a Gwendolyn. Bardzo dobra rozrywka nieustannie na wysokim poziomie z którą warto się zaznajomić jak najszybciej.


Uncanny AvengersUncanny Avengers #3, Marvel


scenarzysta: Rick Remender, rysunek: John Cassaday

No i podziało się. Red Scull, po tym jak połączył swój i Xaviera mózg postanowił zawładnąć światem. Na dzień dobry doprowadzając do wielkiego pogromu mutantów przez zwykłych obywateli. Ludzie pod wpływem telepatii Red Skulla potrafią teraz rozpoznawać mutantów i jak to zwykle bywa w takich przypadkach, dochodzi do zamieszek oraz masowych aktów przemocy. Ludzie mordują mutantów. Oczywiście Avengers nie mogą na to pozwolić i stają do nieuczciwej walki. Bardzo podoba mi się w numerze odwołanie do faszyzmu i pogromu jakiejś grupy ludzi. RS ze swą przeszłością świetnie nadaje się do tej roli. Przy pomocy swego pomagiera Honest Johna, który jest żywą propagandą myślę, że mogą osiągnąć wiele. Naprawdę sporo się dzieje, nie sposób się nudzić. Do tego dochodzą kłótnie między Avengersami i problem z ich lojalnością dzięki czemu otrzymujemy ciekawą rozrywkę. Przeszkadzają mi tylko przekomiczne pozy w których ustawiają się nasi bohaterowie podczas walki. Coś pomiędzy scen wyjętych ze starych filmów kung fu, a Power Rangers. Autorzy sami się proszą, aby zrobić z tego jakąś przeróbkę.


MPThe Manhattan Projects #2, Image Comics

scenariusz: Jonathan Hickman, rysunki: Nick Pittara

Tym razem mamy możliwość poznać historię jak to Wernher von Braun, niemiecki zbrodniarz wojenny i naukowiec zarazem, został zwerbowany przez doktora Feynmana do projektu Manhattan. Tylko tyle, lub aż tyle, bo szczerze przyznam nic więcej się w tym numerze nie dzieje. Nadal podoba mi się pomieszanie faktów z fikcją. Umieszczanie Einsteina, Oppenheimera z wymyślonymi postaciami, teleportami i istotami z palącymi się głowami. Wracają jeszcze na chwilkę do Alberta, to wypuścili go na chwilkę z celi i okazał się zgorzkniałym starcem, bez serca, którego widok cierpiących mnichów podtrzymujących swoją medytacją działanie portalu kompletnie nic nie obchodzi. Z tego co zawsze czytałem, Albert był raczej pogodnym i miłym człowiekiem, a tu taka zmiana. Po mimo tego, że to dopiero drugi numer i seria się dopiero rozkręca, to już zapewnia te kilkadziesiąt minut dobrej rozrywki.

piątek, 25 stycznia 2013

# 196 Black Dynamite: The Animated Series

black-dynamite-tv-series-posterBlack Dynamite: The Animeted Series to serial animowany lecący na Adult Swim. Jest to czas antenowym Cartoon Network po godzinie 21, gdzie jest pora na bardziej odważne animacje w amerykańskiej telewizji. Jednak kim tak naprawdę jest tytułowy bohater? To duma czarnej dzielnicy i całej jej społeczności. Walczył w Wietnamie, co wspomina jak najlepszą zabawę swego życia. Były agent CIA, zawsze stający w obronie uciśnionych i potrzebujących. Nie boi się niczego, potrafi zabijać na tysiąc sposobów i jest zdolny wykonać każde, nawet najbardziej szalone zadanie. Człowiek ten posiada rozległe koneksje, prowadzi sierociniec i jest alfonsem.


Serial ten to czyste szaleństwo. Momentami czułem się jak podczas jazdy na kwasie, kiedy nie można wierzyć w to co się słyszy i widzi. Dokładnie tak jest i tutaj. Dla tego serialu nie ma świętości. Twórcy obśmiewają bardzo wiele i wielu. W jednym z odcinków śmieją się z O. J. Simpsona, który jest znajomym głównego bohatera jeszcze z czasów dzieciństwa. Jednak ich znajomość nie układała się najlepiej. Zawsze to O. J. zbierał wszystkie, nie do końca zasłużone pochwały i uznanie, co niezwykle mierziło naszego bohatera. Gdy panowie spotykają się ponownie, po wielu latach w już w dorosłym życiu, O.J proponuje BD wspólną wyprawę na księżyc. Okazuje się to ponownie wielkim podstępem, w wyniku którego BD walczy na księżycu z kosmicznymi Amazonkami, które chcą zniszczyć Ziemię! Innym razem została opowiedziana historia Michaela Jacksona, który zaraz po porodzie, jeszcze okrwawiony i z pępowiną wykonuje swój klasyczny moonwalk. Takich smaczków jest wiele. Moim ulubionym odcinkiem jest ten, w którym BD znowu wyrusza do Wietnamu. Na prośbę swojego byłego dowódcy z CIA musi odnaleźć swojego dawnego kompana, który pozostał w dziczy dżungli, mianował się nowym generałem i prowadzi swoją prywatną wojnę. Czy wam to czegoś nie przypomina? Dodatkowo w tym samym odcinku świetnie nabijają się z Jamesa Bonda w wykonaniu Connerego oraz Moora. Cały epizod utrzymany jest w klimacie horroru pomieszanego z kinem wojennym oraz szpiegowskim. Innym razem szalony prezydent Nixon wysyła do czarnej dzielnicy podstarzałego i ze sporą nadwagą Elvisa, aby ten umarł tam z przedawkowania. Dzięki temu prezydent będzie mógł ogłosić znienawidzonego BD winnym śmierci narodowej legendy i dzięki temu zrównać całą dzielnicę z ziemią. Plan jednak się wali i wszystko zamienia się to szalony pościg za naszym bohaterem do Graceland. Każdy z dziesięciu odcinków pierwszego sezonu, aż kipi od wszelkich nawiązań i zabawy znanymi motywami z popkultury.


Dodatkowym wielkim plusem tego serialu jest jego strona wizualna, która została zrealizowana pierwszorzędnie. Cała historia została osadzony jakby w latach 70 ubiegłego wieku co świetnie zostało odwzorowane w designie kreskówki. Dzięki temu panowie noszą dzwony, jeżdżą olbrzymimi cadillacami oraz posiadają piękne afra. Wszędzie unosi się duch kung fu, teorii spiskowych, pięknych seksownych kobiet oraz wolnej miłości i narkotyków. Wszystko to zostało narysowaną bardzo dynamiczną kreską utrzymaną w ciepłej palecie kolorów, dzięki czemu zawdzięczamy wspaniały klimat całości. Do ujęć często wykorzystywane są dodatkowo ujęcia z różnych dziwnych perspektyw, dzięki czemu wiele scen nabiera dynamizmu.


Trzeba przyznać jednak, że serial ten z racji swej konwencji, czasem jest rasistowski, seksistowski i brutalny. Momentami nie mogłem uwierzyć w to co widziałem na ekranie, jednak zawsze dobrze się bawiłem. Animacja ta powstała dla śmiechu, kpin i ujścia niczym nieskrępowanych pomysłów jego twórców. Ja bawiłem się świetnie przez te prawie pięć godzin i myślę, że wielu z was może również czerpać z niego wiele radości. Jednak warunek jest jeden, trzeba zaakceptować jego konwencję. Co nie wydaje mi się jakoś specjalnie trudne. Przecież ścieżkę przetarły takie seriale jak South Park, Adventure Time lub Family Guy, które już wiele lat ciągle nas śmieszą i przesuwają za każdym razem kolejne granice absurdu i szydery. Sweeeeeeeeeeeeeeeeeeeeet!


[youtube http://www.youtube.com/watch?v=6k0XUAfIlxA&w=560&h=315]

czwartek, 24 stycznia 2013

#195 Blog roku - ślemy smsy

blogroku-logoRuszył dalszy etap na blog roku. Tym razem ślemy sms na numer 7122, w treści proszę wpisać E00167. Koszt takiej zabawy to 1.23 zł jednak nie martwcie się, cały dochód idzie na integracyjno – rehabilitacyjne obozy dla dzieci z ubogich rodzin i dzieci niepełnosprawnych. Więc z jednej strony sponsorujecie szczytny cel, z drugiej sprawiacie mi wielką przyjemność wysłaną każdą wiadomością. Tutaj jest dokładniej wszystko opisane, jakby mi kto nie wierzył i sam chciał sprawdzić.

niedziela, 20 stycznia 2013

#194 cotygodniowa zeszytówka #38

All New X-Men 006All New X-Men #6, Marvel

scenariusz: Brian Michael Bendis, rysunki: David Marquez

Numer rozpoczyna się świetną sceną, w której Jean Grey odwiedza Cyclop teraźniejszości wraz z Magneto. Jest spore zaskoczenie, ale chwilę później pojawia się jeszcze Wolverine, wyglądający jakby był nagi i mocno otyły, który wbija Jean swe ostrza w szyję!. Świetne otwarcie numeru, które niestety nie ma prawie nic wspólnego z resztą opowieści. Jak sama okładka sugeruje, nasza rudowłosa bohaterka zostaje przywódczynią oryginalnego składu X-Men. Zbytnio się jej to nie podoba, zważając na jej dopiero co odkrytą telepatię i problemy z tego wynikające. Problem z Cyclopem z przeszłości nadal się nasila. Czuje się nieakceptowany, co w sumie jest zgodne z prawdą, ponieważ wszyscy oceniają go na podstawie czynów, które on dopiero być może popełni w swej przyszłości. Z tego też powodu dochodzi do jego pierwszego starcia z Wolverinem, po czym ucieka on w tylko sobie znanym kierunku. Dodatkowo Angel, który najbardziej z wszystkich chce wrócić do swoich czasów, przez przypadek zauważa coś dziwnego. Jak znam życie, jest to zapowiedź jakiejś większej rozróby w którymś z kolejnych numerów, w czym pewnie swój udział będzie miała również Raven.


btdk_07Batman The Dark Knight #7, DC Comics


scenariusz: Paul Jenkins, rysunki: David Finch

Nadeszła pora na finał pojedynku pomiędzy nietoperzem, a Banem. Szybko jednak on się kończy i choć cały czas zapowiadał finałem z zaskoczeniem, to wyszło jak zawsze. W między czasie Batmanowi udaje się uratować Poison Ivy, która pomaga mu troszkę w pojedynku. Później Flash przezwycięża swoje zatrucie toksyną oraz czytelnik poznaje dość ciekawą informację o Białym Króliczku, z której mam nadzieję wyniknie w końcu coś ciekawego dla tej serii. Zdaję sobie sprawę, opis ten jest dość pobieżny i na kolanie pisany, ale dokładnie to samo można powiedzieć również o tym komiksie. Historia jest przewidywalna, akcja gna jak szalona do przodu. Kilka wątków scenarzyście udało się zamknąć, jeden rozwinąć i na tyle. Taki sam opis pasuje również do wielu tytułów, ale w tym wypadku wykonanie jest dość słabe. Szczerze przyznam, mocno się zastanawiam, dlaczego nadal czytam tą serię, skoro tak naprawdę jest ona przykładem samych nudnych i nieciekawie zrealizowanych schematów. Ponoć w następnych numerach seria ta staje się trochę lepsza. Nie pozostaje mi nic innego jak tylko wytrwać i sprawdzić tą plotkę.


2262886-prev_img_superAquaman #7, DC Comics


scenarzysta: Geoff Johns, rysunki: Ivan Reis

Siódmy numer rozpoczyna dłuższą historię pod tytułem The Others. Wszystko zaczyna się w brazylijskiej dżungli, w której odbywa się pojedynek pomiędzy jasnowidzącą Kahiną the Seer, a  Black Mantą. Niestety kończy się on bardzo szybko, z powodu śmierci Kahiny. Jednak zanim Black Manta zabija ją, oznajmia jej, że taki sam los czeka również całą jej rodzinę oraz "savage girl". Wtedy Kahina wypowiada z nadzieją imię Artur.  Jenak i jego obiecuje zabić Black Manta, a umierająca Kahina doznaje ostatniej wizji ze śmiercią Aquamana z rąk swego zabójcy. Dodatkowo BM zabiera swej ofierze jakiś przedziwny artefakt. Następnie akcja przenosi się do wybrzeży Nowej Anglii gdzie nasz bohater wraz z Merą pomaga sprowadzić do portu wszystkie statki z okolicy z powody szalejącego, olbrzymiego sztormu . Po opanowaniu całej sytuacji udają się do doktora Shina, aby pomógł im odczytać przedziwny dysk, który udało im się wydobyć z rowu na dnie oceanu. Gdy udaje im się dotrzeć do informacji, ich odczytywanie zostaje przerwane przez nagły atak na doktora Shina przez tajemniczą wojowniczkę. Brzmi to wszystko dość głupkowato, ale czytało się całkiem przyjemnie i może nawet wyjdzie z tego jakaś ciekawsza historia, niż poprzedni wątek o tajemniczych potworach z dna oceanu. Mam szczerą nadzieję.

środa, 16 stycznia 2013

#193 Goliat, scen. i rys. Tom Gauld

netdarekozdoba_2Bardzo długo, już w sumie zbieram się, aby napisać kilka słów o tym komiksie. Przyznam szczerze, miałem z nim kłopot. Przeczytałem go dość prędko po premierze i za pierwszym razem jakoś specjalnie mnie nie urzekł. Powędrował na półkę i jakoś dziwnie za każdym razem, gdy natrafiałem na jakąś jego recenzję to miałem wyrzuty sumienia. Pewnie nic by się nie zmieniło, gdybym kilka dni temu nie sięgnął po niego ponownie. Teraz już rozumiem dlaczego tak wiele osób uważa ten mały i niepozorny z wyglądu komiks za jeden z ciekawszych albumów wydanych w 2012 roku w naszym kraju.


Ciekawym punktem wyjścia jest już sama fabuła. Przedstawienie losów biblijnego Goliata z jego punktu widzenia. Pozwoliło to autorowi na wykazanie się erudycją i wyobraźnią, a czytelnikowi daje okazję na przeczytanie ciekawej, mądrej i miejscami śmiesznej historii. Osobiście bardzo lubię takie opowieści, gdy bierze się znany motyw i interpretuje go w inny, nowy sposób. Bawiąc się nim przy okazji dodając coś od siebie. Dodatkowo dzięki takiemu zabiegowi okazuje się, że Goliat to tak na prawdę bardzo w porządku gość. Przyjacielski, oddany pracy i poczciwina co by muchy nie skrzywdził. Dość ciekawie została pokazana również cała machina wojenna, w której nasz bohater musi wykonywać szalone pomysły przełożonych przy braku tłumaczenia z ich strony czegokolwiek.  Trochę przypomina mi to Paragraf 22 Josepha Hellera z całym tym szaleństwem i strukturą działania armii.


Drugą rzeczą, która mnie urzekła w tym komiksie, to jego strona graficzna. Tom Gauld operuje bardzo prostą i oszczędną kreską, która daje mylne wyobrażenie, że każdy by tak potrafił. Bardzo to lubię, ponieważ daje mi to wiarę, że może kiedyś i ja coś narysuję. Choćby tylko dla siebie, ale jednak. Ilustracje są w większości pozbawione drugiego planu, a gdy już się pojawi to w bardzo oszczędnym wykonaniu. Natomiast postacie oraz ich otoczenie  zostały uproszczone do absolutnego minimum. U mnie budzi to podziw. Jak można za pomocą tak niewielu kresek, opowiadać w tak piękny i  czytelny sposób.


Trzecim powodem godnym pochwały jest kwestia wydania. Tutaj przyznaję się do kradzieży, ponieważ zdjęcie do tego wpisu pochodzi ze strony Centrali. Przepraszam, ale sam nie zrobiłbym lepszego, a wasze wspaniale oddaje piękno całej pracy włożonej w wydanie Goliata na naszym rynku. Komiks jest po prostu piękny! Śliczna, biała okładka z tłoczonym tytułem oraz obrazkiem przedstawiającym głównego bohatera. Całość zszyta, na twardszym, przyjemnym w dotyku papierze i włożona w twardą okładkę. Całość dosłownie zaprasza, aby się z nią zapoznać.


Jak pisałem na wstępie, długo mi zajęło napisanie tych kilkuset słów. Widać tak miało być, do niektórych rzeczy w końcu należy dojrzeć, lub po prostu trafić na odpowiedni moment. Goliat to mądra i bardzo przyjemna lektura, którą z czystym sumieniem mogę polecić każdemu i mam nadzieję, że tak jak ja będzie do niej powracał co jakiś czas za każdym razem odnajdując w nim coś nowego.