niedziela, 12 stycznia 2014

#279 cotygodniowa zeszytówka #89

Deadpool v4 013Deadpool #13, Marvel

scenariusz: Gerry Duggan oraz Brian Posehn, rysunki: Scott Koblish

Jak można wywnioskować już z okładki Deadpool wraca do lat 70 ubiegłego wieku i jest wspaniale. Nasz bohater znajduje w miejscowej gazecie ogłoszenie biura dwójki superbohaterów do wynajęcia, którzy w zamian za stosowną opłatą pomogą każdemu w potrzebie. Wide Wilson nie byłby sobą, gdyby nie zrozumiał tego na opak i postanowił się przyłączyć do nich. Wynika z tego mnóstwo problemów i kilka całkiem dobrych żartów. Twórcy tego numeru bardzo się postarali i wyśmiali naprawdę sporo. Głównie spodobały mi się odwołania do filmów, gdzie już ponad 50 lat temu Deadpool wiedział, że film na podstawie gry planszowej w statki będzie kiepski. Za to pomylił się w sprawie innej super produkcji zeszłego roku. Obrywa się również Coppoli i jego trylogii oraz Lucasowi za jego początki. Scenarzyści umiejętnie naśmiewają się z rasizmu, postaci z super mocami i prezentują bardzo udaną scenę seksu. Dzieje się naprawdę wiele jednak chyba najlepszy moment numeru należy do ciotki May Parker, która przypadkiem trafia na tytułowego superbohatera z afro na głowie i w kilku dosadnych słowach wyraża swoje zdanie na temat zamaskowanych dziwolągów. Co w sumie Deadpool sam skomentował jeszcze lepiej. Numer ten to druga odskocznia w tej serii od głównego wątku i moim zdaniem jest ona bardzo udana. Nie miałbym nic przeciwko, gdyby w innych seriach robiono to w podobny sposób.


The Manhattan Projects 017The Manhattan Projects #17, Image Comics


scenariusz: Jonathan Hickman, rysunki: Nick Pitarra

W sumie stan faktyczny od poprzedniego numeru za bardzo się nie zmienił. Kto siedział w celi, to nadal tam przebywa. Oppenhaimer nadal prowadzi swoje przesłuchanie. Jednak w między czasie, w innym zakątku tajnego kompleksu badawczego pojawia się tajemnicze niebieskie monstrum. Przemierza ono całe laboratorium w poszukiwaniu Einsteina i Feynmana, przy okazji zabijają każdego kogo spotka na swej drodze. Powód jego złości jest dość ciekawy, gdzie przy okazji znowu zostaje potwierdzone, że za zabawę w boga trzeba później słono zapłacić. Bardzo trafne jest również zakończenie tego numeru, gdzie stają przed sobą dwie koncepcje postrzegania świata, naukowa z wieloma teoriami postrzegania świata oraz wojskowa przyjmująca tylko fakty. Jednak coś mi się wydaje, że w najbliższej przyszłości i tak nic dobrego nie spotka obu przedstawicieli. Numer ten jakoś znacznie fabuły do przodu nie posuwa, więc tym bardziej wyczekuję kolejnego, bo jestem bardzo ciekaw co wyniknie z działań Oppenhaimera.


ST027Swamp Thing #27, DC Comics


scenariusz: Charles Soule rysunki: Jesus Saiz

Alec Holland dokonał, coś czego nie dokonał żaden avatar przed nim. Wielu o tym myślało, kilku nawet szukało sposobu jak to zrobić. Jednak żaden się nie odważył. Swamp Thing był jednak na tyle zdeterminowany, aby zaryzykować wszystko. Nie tylko mu się udało, ale w zamian otrzymał znacznie więcej niż mógł sobie zamarzyć. Po lekturze tego komiksu mam jakieś dziwne wrażenie, a przynajmniej chciałbym aby tak było, że może to być bardzo ważny numer dla całej tej serii. Numer do którego będą się odwoływać kolejne i zostanie wpisany w kanon tej postaci. Moim zdaniem mogłoby się tak stać, ponieważ tym razem główny bohater dokonał sporego przetasowania zasad funkcjonowania The Green. Gdy z posady scenarzysty odchodził Scott Snyder miałem obawy o jej przyszłość, jednak teraz jestem zdania, że dobrze się stało. W szczególności po tym jak już poznałem jego maksymalnie przereklamowane Miasto Sów. Charles Soule pisze ciekawą, samodzielną historię, która wciąga i zmusza do wyczekiwania na kolejne części. Dla mnie ścisła czołówka nowego DC.

piątek, 10 stycznia 2014

#278 Portugalia, scen. i rys. Cyril Pedrosa

IMG_20140110_213202Jeśli by mnie dziś ktoś zapytał o najpiękniejszy komiks jaki przeczytałem w ubiegłym roku, to bez wątpienia wymieniłbym Portugalię. Pierwsze co przykuło moją uwagę, gdy wziąłem ten komiks do ręki, to jego wspaniała oprawa graficzna. Pełna ciepłych i przyjemnych kolorów które sprawiały, że poczułem się jakby znowu było lato. Przypomniały mi się te wszystkie miłe, ciepłe wieczory, które spędziłem w dobrym towarzystwie na świeżym powietrzu. Jednak to jeszcze nic, bo dzięki tej opowieści wróciło do mnie również kilka zapachów, jak np. skóry rozgrzanej przez słońce, który jest jednym z moich ulubionych. Dodatkowo autor zastosował tutaj bardzo ciekawą technikę rysunku. Całość wygląda jakby najpierw została naszkicowana, a dopiero potem nie do końca dokładnie pomalowana akwarelami. Nawet widać linie pomocnicze dla perspektywy i jeśli w wielu przypadkach uważałbym to za rażące błędy, to tutaj idealnie współgra z całością.  Równocześnie trzeba zauważyć, że są w tym albumie miejsca gdzie autor prezentuje cały swój warsztat i jest co podziwiać. Jednak muszę się przyznać, nie jestem obiektywny kiedy chwalę te rysunki ponieważ jestem wielkim fanem szkiców. Co jest chyba najdziwniejsze, to jest to jeden z nielicznych komiksów, w którym strona wizualna jest dla mnie ważniejsza od jego treści. Zazwyczaj nie rozdzielam tych dwóch rzeczy od siebie i w tym medium tworzą one dla mnie nierozerwalną całość.


Podczas lektury, czytelnik śledzi losy autora komiksów Simona Muchat'a, który aktualnie cierpi na kryzys twórczy. Stara się znaleźć swoje miejsce na świecie i jakoś poukładać swoje życie. Przyznam szczerze, na samym początku mnie mocno irytował i do dalszej lektury pchały mnie tylko wspaniałe ilustracje. Apogeum mojej niechęci nastąpiło podczas sceny, w której główny bohater decyduje  o wspólnej przyszłości, lub jej końcu ze swoją dziewczyną. Ja na miejscu tej dziewczyny nie próbowałbym ratować tego związku, tylko bym uciekał. Potem jednak wszystko zaczyna nabierać innego tonu i z każdą stroną jest coraz lepiej. Sama historia zaczyna się koncentrować na poznawaniu historii rodziny głównego bohatera i z każdą przeczytaną stroną popadałem w coraz większy zachwyt. Już dawno żaden film, książka ani komiks nie wzbudził we mnie tylu różnych uczuć i pragnień. Z racji tego, że dotyka on tematów około rodzinnych, zapragnąłem zadzwonić do brata z którym dawno nie rozmawiałem. Doceniłem swoje poprawiające się relacje z ojcem. Może trafiłem na tą opowieść w odpowiednim momencie swojego życia, ale muszę przyznać, że bardzo mnie urzekła. Dodatkowo bardzo podoba mi się całe tempo opowiadanej historii. Takie spokojne i leniwe, które daje jakieś ukojenie w zabieganym i pełnym stresu dniu codziennym.


Na samym początku uważałem ten komiks za najpiękniejszy pod względem jego strony graficznej, jednak czym dłużej się nad nim zastanawiam, tym bardziej zaczynam być coraz bardziej pewny, że to najlepszy komiks na jaki natrafiłem w poprzednim roku. Może nawet więcej, bo żadne dzieło kultury w ubiegłym roku nie wzbudziło we mnie tylu zachwytów, uczuć i nie sprawił mi tyle radości co ten jeden komiks. Dla mnie jest to wspaniała rzecz. Wielkie brawa dla Timofa za jego wydanie i czekam niecierpliwie na kolejne tak dobre tytuły.


[gallery columns="4" link="file" ids="2722,2718,2716,2719,2717,2720,2721"]

niedziela, 5 stycznia 2014

#277 cotygodniowa zeszytówka #88

Aquaman (2011-) - Annual 001Aquaman Annual #1, DC comics,

scenariusz: John Ostrander, rysunki: Geraldo Borges i Netho Diaz

Tak szczerze się przyznam, idea wydawania Annuali jest dla mnie nie do końca zrozumiała. Zazwyczaj są to kompletnie nie związane z głównym wątkiem opowieści, raczej średniego poziomu i dlatego moim zdaniem można je śmiało pomijać. Tym razem nie wiem co mnie skłoniło do lektury, stało się i nic już się nie da z tym zrobić. Chyba jakoś z rozpędu się zabrałem za ten zeszyt. Cały wątek został osnuty wokół kradzieży hełmu Vostoka, co okazało się świetnym powodem do zebrania całej drużyny Aquamana i udania się w pościg za złodziejem. Co prawda jest trochę napięcia w tej całej historii, trudnych moralnych decyzji i nawet znalazło się miejsce na zdradę jednego z sojuszników. Jednak pomimo tego wszystkiego jest to nadal dość średni numer, który szybko się czyta, a jeszcze szybciej zapomina. Lecz najbardziej przeszkadzała mi postać antagonisty, która została zaczerpnięta z pewnych dobrze znanych każdemu legend. Moim zdaniem kompletnie nie pasujące do całej reszty świata przedstawionego. Jest to wręcz głupie. Z powodów powyższych wydaje mi się, że znowu się wyleczyłem z annuali na jakiś czas. Chociaż ten może okazać się dość ważny dla całej serii z powodu zachowania jednego z sojuszników Aquamana.


RR #1Rachel Rising #1, Abstract Studio


scenariusz i rysunki: Terry Moore


No i czuję się zaintrygowany. Opowieść zaczyna się w miejscu w którym młoda kobieta wychodzi z płytkiego groby, gdzieś po środku lasu. Nie pamięta za bardzo jak się tam znalazła. Jedyne co pozostało jej w głowie to wspomnienie wtorkowego wyjścia ze znajomymi z jej dawnej szkoły. Gdy jakimś cudem dociera do domu, okazuje się, że jest już piątek, a ona zgubiła trzy dni swojego życia. Jak na pierwszy numer, mogę śmiało przyznać, jest ciekawie. Całość w klimacie tajemnicy z wieloma niewiadomymi. Dopasowane do tego ilustracje utrzymane w czerni i bieli, dzięki czemu świetnie budują klimat zagubienia i lekkiej grozy. O serii tej w sumie nie wiem nic, ale jak na razie jestem dość mocno zachęcony, aby zmienić ten stan rzeczy. Jedyne co mi się nie do końca podoba, to czas lektury numeru gdzieś w okolicach pięciu minut. Jakby na to nie patrzeć, chciałoby się troszkę więcej.


Adventure Time 022Adventure Time #22, KaBOOM! Studios


scenariusz: Ryan North oraz Zack Smith, rysunki: Shelli Paroline, Braden Lamb, Brad McGinty

Horror w postaci różowej gumy do żucia, która zalewa całą krainę Ooo nadal trwa. Finn i Jake docierają w końcu do królestwa Princess Bubblegum gdzie dzieje się źle, ponieważ całe zostało już opanowane przez wroga. Znajduje się on dosłownie wszędzie i zdążył przemienić wszystkich mieszkańców w swoich gumowych poddanych. Jednak nasze chłopaki nie poddają się i przy pomocy mapy zamku, pozostawionej przez królewnę, postanawiają walczyć z najeźdźca. Jak zawsze w przypadku tej serii, zeszyt zapewnia wspaniałą rozrywkę pełną akcji i humoru. Twórcy jednak zdają sobie sprawę, że z samej przyjemności życie się nie składa i postanowili dodać wątek edukacyjny. Tym razem jest to nauka kilku zwrotów idiomatycznych wraz z ich wyjaśnieniem i przykładami odpowiedniego zastosowania.


czwartek, 2 stycznia 2014

#276 Turbo, reż. David Soren, scen. Darren Lemke, David Soren, Robert D. Siegel

7564870.3Czy warto jest marzyć o czymś, co z pozoru wydaje się nierealne? Czy gdy mamy lęk wysokości, to możemy postawić sobie za cel zostanie pilotem lub skok ze spadochronem? Czy w momencie kiedy jestem totalnym beztalenciem mogę marzyć o stworzeniu komiksu, albo zostaniu uznanym pisarzem lub malarzem?


Turbo urodził się ślimakiem, a pomimo tego zawsze czuł, że są mu pisane wysokie prędkości. Marzył o tym aby się ścigać i nic innego nie było dla niego tak ważne. Z tego powodu nie miał lekko w swojej ślimaczej społeczności.  Naśmiewali się z niego wszyscy w pracy. Brat starał mu się to mniej delikatnie wyperswadować z głowy, jednak bezskutecznie. On cały czas myślał tylko o jednym i robił swoje. Oglądał transmisję z Indianapoli500 i mocno trenował, aby stać się coraz szybszym. Wszystko to jednak byłoby na nic, gdyby nie zbieg okoliczności i pewne wydarzenie podczas nielegalnych samochodowych wyścigów. Właśnie tam przypadkiem znalazł się nasz bohater i od tego momentu rozpoczyna się jego wielka przygoda z prędkością.


Gdy zasiadałem do seansu ostatniej animacji ze studia DreamWorks wiedziałem o niej tylko tyle, że opowiada o ślimakach i ponoć jest dobra. Jednak nie spodziewałem się, że tak miło spędzę przy niej czas. Co prawda jest to typowa historia od zera do bohatera i to na kilku płaszczyznach. Ponieważ nie tylko głównemu bohaterowi układa się życie, ale też wielu innym postaciom wokół niego. Jednak Turbo jest filmem, który naprawdę miło się ogląda. Zawiera on kilka naprawdę dobrych żartów, które od razu przewijałem i oglądałem ponownie. Miejscami trzyma w napięciu, pomimo tego, że i tak każdy z nas wie jak się wszystko skończy. Posiada ciekawą i mądrą fabułę przy której dorośli się nie nudzą. Dzieciom z kolei pokaże, że warto jest mieć marzenia, dążyć do ich realizacji oraz, że będąc złym dla innych, nas też nic dobrego w zamian nie spotka.


Szkoda mi tylko jednego. Jest to bardzo podobny film do Samolotów Disney'a , które niestety premierę miały troszkę prędzej, a w mojej ocenie są słabsze. Z tego powodu pewnie sporo widzów pomyśli, że omawiany przeze mnie film jest jego gorszą kopią i dlatego go nie zobaczy. Jednak to właśnie Turbo jest ciekawszą i znacznie przyjemniejszą opowieścią, na którą warto poświęcić swój wolny czas.

niedziela, 29 grudnia 2013

#275 cotygodniowa zeszytówka #87

Deadpool v4 012Deadpool #12, Marvel

scenariusz: Gerry Duggan oraz Brian Posehn, rysunki: Mike Hawthorn

Po tym jak Deadpool stanął o jeden raz za dużo na drodze demonowi Vetisowi, ten w końcu nie wytrzymał i postanowił z tym zrobić porządek. Dlatego numer ten wita czytelnika bardzo ciekawą sceną pojedynku pomiędzy tymi dwoma panami. Jednak, aby nie było to zwyczajne lanie się po pyskach, demon posiadł moc przyjmowania postaci innych osób. Chłopak wie jak prawidłowo wykorzystać taką moc i zmienia się między innymi w Hulka, Magneto, Cyclopa i paru innych znanych ze świata Marvela, co Wade dość komicznie komentuje. Akcja prze do przodu całkiem żwawo i dzięki temu mamy jakieś 1/3 numeru za sobą. Potem jednak wcale nie robi się mniej ciekawie. Wszystko to za sprawą Mephista, który zjawia się, aby zrobić porządek ze swym pomagierem. Następnie proponuje Deadpoolowi transakcję wiązaną, dzięki której nasz bohater pozbędzie się agentki Preston z własnej głowy. Fragment ten sprowadza odrobinę zadumy i trudnych decyzji do opowieści, a wszystko kończy się ciekawym posunięciem ze strony głównego bohatera. Pomimo tego, że nie bawi mnie już ten komiks tak jak na początku, to znowu sprawia mi przyjemność jego lektura. Więc spokojnie i z przyjemnością sięgnę po kolejny numer.


Saga 017Saga #17, Image Comics


scenariusz: Brian K. Vaughan, rysunki: Fiona Staples

Gdzieś w odległej galaktyce znajduje się latarnia morska, która jest miejscem zamieszkania wielkiego pisarza D. Oswalda Heista. W tym z pozoru zwyczajnym miejscu ukrywa się najbardziej poszukiwana rodzina w całym wszechświecie. Spędzili tutaj w sielankowej atmosferze ostatnich kilka dni lecz teraz się to gwałtownie zmieni. Wszystko to za sprawą Prince Robot IV, któremu przyświeca tylko jeden cel, aby złapać uciekinierów. Scena w której Alana wraz z mężem zastanawiają się jak wybrnąć z trudnej sytuacji jest naprawdę przejmująca. Ciekawie zostały pokazane dylematy jakie mogą targać rodzicami w obliczu realnego zagrożenia dla ich dziecka. Same pomysły na zaradzenie sytuacji są za to lekko przerażające. Jakby tego było mało, na miejscu zjawia się jeszcze Gwendolyn wraz z Lying Catem, którzy mają również pewien interes w odnalezieniu Marka. Im z kolei jesteśmy wdzięczni za dość efektowne zakończenie i coś czuję, że Marko będzie miał spory dylemat do rozwiązania w następnym numerze. Oby nie było na niego trzeba czekać za długo.


Samurai Jack 003Samurai Jack #3, IDW Publishing

scenariusz: Jim Zub, rysunki: Andy Suriano

Jeśli poprzedni numer był w klimacie dzikiego zachodu, gdzie nie obyło się bez pojedynku na środku jedynej ulicy w miasteczku, to tym razem twórcy postanowili osadzić akcję w starożytnej Grecji. Jack trafia do typowego miasta z tamtego okresu, w którym niestety nikt nie zwraca na niego uwagi po mimo jego wielu usilnych prób. Na szczęście pojawia się Gloer Wspaniały, który wita naszego samuraja wyjątkową gościnnością. Historia zawarta w tym numerze jest moim zdaniem najlepsza z dotychczasowych i cieszy tendencja zwyżkowa serii. Najpierw zastanawiałem się jak to się stało, że fabuła dotarła do starożytnej Grecji, ale scenariusz bardzo umiejętnie to wyjaśnia. Spodobał mi się również finał nierównej potyczki pomiędzy Jakiem, a robotami Aku. Byłem przez moment nim zakłopotany. Dodatkowo w końcu odpowiada mi strona wizualna komiksu. Andy Suriano zrezygnował z krzykliwych kolorów, zastępując je stonowaną paletą barw, a w kilku miejscach stworzył  naprawdę ładne, całostronicowe plansze na które patrzyłem z przyjemnością. Seria godna polecenia dla małych i dużych fanów komiksów samuraja Jacka.


The Manhattan Projects 016The Manhattan Projects #16, Image Comics


scenariusz: Jonathan Hickman, rysunki: Nick Pitarra

Joseph Oppenhaimer kontynuuje swoją krucjatę przeciw wszelkim tajnym projektom swoich byłych towarzyszy, którzy aktualnie przebywają w celi. Joseph przesłuchując ich stara się dowiedzieć jak najwięcej o każdym z projektów, aby móc jak najskuteczniej je uszkodzić. Po woli, dzięki uzyskanym informacją udaje mu się zlokalizować osobę, która wie najwięcej o każdym z projektów i łatwo jest przewidzieć jaki los, prawdopodobnie w następnym numerze, spotka tą postać. Jednak pozostali naukowcy mają dla swojego byłego kolegi jeszcze pewną niespodziankę, której autorami są Einstein oraz Feynman. Bardzo podoba mi się sposób w jaki Hickman wykorzystuje te wszelkie szalone eksperymenty będące nadinterpretacją tych znanych nam z życia. Dzięki temu w sytuacji, która mogłaby się wydawać bez wyjścia i nudną za razem, ciągle jest miejsce na niespodzianki i ciekawe rozwiązania fabularne.


 

sobota, 28 grudnia 2013

#274 Hearthstone: Heroes of Warcraft i moja krótka z nim przygoda.

Hearthstone: Heroes of Warcraft to nowa gra od Blizzarda, który próbuje za jej pośrednictwem zawojować rynek  gier z miktopłatnościami. O zasadach oraz mechanice nie mam zamiaru się rozpisywać, ponieważ w prosty i klarowny sposób zostały one opisane na oficjalnej stronie. Ja natomiast chciałem się skupić na mojej przygodzie z tą grą.


ss1-full Najpierw zapisałem się do beta testów i spokojnie czekałem na zaproszenie. Uczestniczyłem w jakiś trzech konkursach, gdzie można było otrzymać klucz. W między czasie sporo czytałem o tej grze, oglądałem filmy na YouTube. W końcu, jakiś tydzień temu, może troszkę dłużej, sprawdzając maila zorientowałem się, że w końcu otrzymałem zaproszenie do gry. Nie zastanawiając się wiele, wszedłem na stronę Blizzarda, pobrałem klienta i rozpocząłem instalację. Następnie miałem zalogować się na swoim koncie i jak zwykle nie pamiętałem swoich danych do logowania. Więc nie zastanawiając się długo stworzyłem nowe konto, aktywowałem na nim klucz do gry i ucieszony odpaliłem program.


Całość rozpoczyna się banalnym samouczkiem składającym się z pięciu walk. Po ukończeniu jego rozpoczynamy kolekcjonować bohaterów, karty i całą zabawę w tworzenie coraz to potężniejszych talii. W samej rozgrywce sporo zależy od szczęścia, a moim zdaniem powinno od strategii jednak i tak jest to całkiem przyjemna rozrywka. Dodatkowo każda z partii nie trwa dłużej niż 20 min co czyni tą grę idealną pozycją na szybki relaks.


ss2-fullKilka dni przyjemnie spędzałem czas, grając partię za partią, aż naszła mnie ochota, aby uruchomić Hearthstone na innym komputerze. Okazało się, że podczas logowania na stronie zablokowałem sobie konto. Otrzymałem w tej sprawie maila, co i jak mam zrobić, aby je odblokować i odpadłem. To jest jakaś paranoja. Mianowicie poinstruowano mnie by wejść na stronę zmiany hasła, gdzie podaje się swój e-mail, imię i nazwisko oraz zaznacza się checkbox odnośnie tego czy użytkownik ma przypięte swoje nazwisko do konta. Tym ostatnim zabili mi ćwieka i za każdym razem musiałem strzelać. Podałem kilka możliwych wariantów i nic nie zadziałało. Odpuściłem i po kilku dniach postanowiłem spróbować ponownie. Tym razem znowu wpisywałem to samo co poprzednim razem i jakimś cudem się udało przejść do następnego etapu, którym jest odpowiedź na sekretne pytanie. W moim przypadku chodziło o wymarzony zawód z dzieciństwa. Tutaj niestety spasowałem i odinstalowałem grę. Po pierwsze wydaje mi się, że nie podawałem nigdy odpowiedzi na takie pytanie. W dzieciństwie nie miałem żadnego wymarzonego zawodu. Aktualnie też nie mam, więc nie mam zielonego pojęcia co miałbym tam podać.


W tak prozaiczny sposób zakończyła się moja przygoda z tą całkiem przyjemną grą. Zdaję sobie sprawę, że to głównie przeze mnie i to ja jestem ofermą. W końcu prawie nigdy nie korzystałem z konta na serwerach Blizzarda, a za każdym razem jak już taka potrzeba się pojawiała, to zawsze był jakiś problem z logowaniem. Z kolei system odblokowywania konta to jakiś koszmar.  Utrudniają użytkownikowi życie tylko za pomocą jednego formularza, gdzie są jakieś durne pytania o to czy mam przypisane nazwisko do konta czy zmyślony zawód z dzieciństwa. Naprawdę mam wrażenie, że nic takiego nie podawałem. Jednak jak już wspominałem, mam świadomość, że wina leży po mojej stronie. Osobiście za grą tęsknić nie będę i po raz kolejny wrócę do Skyrim lub innej ciekawszej pozycji.

niedziela, 22 grudnia 2013

#273 cotygodniowa zeszytówka #86

Animal Man (2011-) 026Animal Man #26, DC comics

scenariusz: Jeff Lemire, rysunki: Cully Hammer

Nie tak sobie wyobrażałem kontynuację poprzedniego tomu, ale i tak jest dobrze. Co prawda nie ma macek i odwołań do Lovecrafta, jak wydawało mi się po lekturze #25 numeru, ale co zrobić. Animal Man trafia na nie znaną mu planetę, gdzie od razu wpada w wir niezrozumiałej dla niego walki. Gdy następuje chwila spokoju i przerwy, pojawia się znienacka The Dreamwalker. Tajemnicza postać, która spokojnie wyjaśnia całą zaistniałą sytuację Bakerowi. Po tym wszystkim zawierają ze sobą pewien układ, który za pewne doprowadzi do  zakończenia runu Lemire mającego nastąpić w #29 numerze. Przyjemny i ciekawy jest ten komiks. Spodobała mi się koncepcja nowej planety i tego jak współgra z Ziemią, The Red i temu podobnymi sprawami. Całość została zaprezentowana w dość logiczny i spójny sposób, co niewątpliwie jest sporym plusem. Oprócz tego, na uwagę zasługują ciekawe ilustracje. Są po prostu ładne, a w dzisiejszych komiksach środka to w sumie rzadkość.


Velvet 002Velvet #2, Image Comics


scenariusz: Ed Brubaker, rysunki: Steve Epting

Velvet to typowa opowieść o tajnych agentach przy której każdy miłośnik agenta 007 powinien bawić się świetnie. Jej głównym bohaterem jest sekretarka, nad którą unosi się pewna tajemnica z przeszłości. Przez przypadek została wplątana w zabójstwo jednego z agentów i teraz musi zniknąć. Niby każdy z nas zna już takich historii na pęczki, a pomimo tego Brubakerowi, jak na razie, udaje się snuć bardzo ciekawą i wciągającą opowieść. W drugim zeszycie scenarzysta rozwija główny wątek, ale też odkrywa przed czytelnikiem fragment przeszłości głównej bohaterki i trzeba przyznać, robi to z pomysłem. Mianowicie na dwóch stronach umieścił pięć kadrów na których są tylko podane miejsca wraz z datami i fragment misji, którą wykonywała Miss Templeton. Wygląda to jak widokówki z kadrami z filmów akcji. Dzięki temu wiemy już, że jest świetnie wyszkolona i potrafi o siebie zadbać Równocześnie poznaliśmy tylko absolutne minimum całej jej przeszłości. Przez to pojawiło się u mnie znacznie więcej pytań, aniżeli odpowiedzi i dlatego już chciałbym mieć w dłoniach kolejne numery tej serii. Na spory plus zasługują również realistyczne ilustracje, które świetnie oddają klimat całej opowieści i dość wiernie oddają ducha dawnych lat.


Adventure Time 2013 Spoooktacular 01Adventure Time #1 2013 SPOooKTACULA, KaBOOM! Studios


scenariusz: Jones Wiedle, Bryce Carlson, Jay Hasler, Kevin Church, rysunki: Jones Wiedle, Frazer Irving, Jay Hasler, Jen Vaughn,

No niestety odcinek halloweenowy nie zrobił mi dobrze. Zawiera w sumie pięć historii, z których jedną w całości zignorowałem. To z tej racji że jest reklamą nowej serii na podstawie serialu animowanego z Cartoon Network. Jednak wracając do właściwej zawartości komiksu. Wszystkie opowieści są różne i każda stworzona została przez kogoś innego. Jedna opowiada o tym, że każdy ma prawo do imprezowania. Nawet ci źli, dopóki umieją się bawić. Swoją drogą, ta historia uświadomiła mi, że nie potrafię rozgryźć relacji jaka panuje pomiędzy Finnem i Jakiem, a Ice Kingiem. Raz są kumplami, razem miło spędzają czas, aby później atakować się nawzajem. Coś tutaj ewidentnie nie gra. Inna z kolei fabuła skupia się na zagubionych wąsach, która jest dość ciekawie narysowana i nic ponad to. Ubawiłem się za to przednio śledząc losy Finna i Jaka, którzy pomagali Pumpkin Princess pozbyć się zatrutych nasion z głowy. Przednia zabawa, ale raczej dla starszych czytelników, bo trzeba przyznać szczerze, to co tam się dzieje jest lekko chore i straszne. Natomiast na sam koniec twórcy zaserwowali nam Marceline, która ma dość spore problemy z samą sobą i nie wie czego tak naprawdę chce. Zdaję sobie sprawę z tego co napisałem na wstępie. Jednak po zastanowieniu dochodzę do wniosku, że tak źle znowu nie było i seria ta nie schodzi poniżej pewnego poziomu. Spokojnie czekam na kolejne przygody Finna i Jaka, bo to świetna seria jest i basta.