niedziela, 11 stycznia 2015

#371 cotygodniowa zeszytówka #141

Swamp Thing 038 (2015)Swamp Thing #38, DC Comics

scenariusz: Charles Soule rysunki: Javi Pina

Przyznam się szczerze, mam dość spory problem z tym numerem. Niby jest tutaj wciągająca fabuła pełna szybkiej akcji, ale równocześnie nie składająca się tylko z walk i eksplozji. Byłem świadkiem powrotu dwóch dość ważnych postaci. Z czego jedna to spora niespodzianka i dość nieszablonowe jej wykorzystanie. Podoba mi się cały plan ataku na królestwo zieleni. Bo przecież nie da się wygrać ze Swamp Thing'iem w bezpośredniej walce, więc trzeba go mocno czymś zająć, a prawdziwy atak przeprowadzić gdzieś w tle. Wszystko to razem więc powinno zapewnić mi przyjemną rozrywkę i pozwolić wyłączyć się na chwilę. Jednak stało się inaczej. Co prawda nie musiałem się jakoś specjalnie wysilać intelektualnie podczas tej lektury, ale równocześnie czułem się nią dość mocno znużony. Ciągle miałem wrażenie, że już wszystko gdzieś widziałem i to pewnie w lepszym wykonaniu. Pojedynki, spiski, a nawet ponowne pojawienie się ponownie niektórych postaci już jakoś nie zaskakuje. Może to zmęczenie materiału, w końcu to już 38 numer tej serii jakby na to nie patrzeć. Nie potrafię precyzyjnie wskazać powodu dlaczego ten komiks mi nie spasował. Jednak równocześnie nie chcę mówić, że jest zły. Według wszelkich standardów to dobry komiks i sprawnie napisany, tylko ja jakoś nie potrafię się do niego ustosunkować.


Birthright 004Birthright #4, Image Comics

scenariusz: Joshua Williamson, rysunki: Andrei Bressan

Jakby tak powierzchownie spojrzeć na tą serię, to jest to taka sztampowa opowieść w klimatach fantasy. Gdzie wspaniały wojownik musi zgładzić pięciu magów, aby uratować świat. W między czasie czytelnik poznaje jeszcze dodatkowo młodość głównego bohatera, podczas której szkolił się w swoim fachu. Jednak i to świetnie wpisuje się w kanon gatunku. Na szczęście scenarzysta na tyle ciekawie uknuł swoją opowieść, że udało mu się wzbić ponad przeciętność dzięki czemu po każdy numer sięgam  wielką przyjemnością. To wszystko za pomocą kilku pytań jakie zawiesił w przestrzeni, a ja z wielką ciekawością czekan na ich odpowiedzi. Bo jak to się stało, że ojciec Aaron widząc swojego syna po kilku latach rozłąki jako dorosłego mężczyznę i w dodatku w postaci jakiegoś szalonego wojownika objuczonego białą bronią od razu mu we wszystko uwierzył? Drugie z kolei pytanie dotyczy ich matki. Dlaczego ona z kolei jest tak bardzo na nie do całej obecnej sytuacji. Czy to jej zdrowy rozsądek, czy może coś innego? Zresztą sam główny bohater Michael Rhodes również mocno przykuł moją uwagę i może nawet nie tyle on co sposób w jaki manipuluje swoim ojcem i bratem. Dodatkowo każdy numer posiada ciekawe odwołania do innych komiksów z Image Comics, co tylko dodaje mu uroku. Natomiast w tym numerze najbardziej spodobał mi się moment, w którym szalona opowieść o czarach i innym świecie pełnym potworów została w ciekawy sposób potwierdzona przez wydarzenia w lesie. Na miejscu Aarona i Brennan'a miałbym wszelkie wątpliwości odnośnie historii ich brata i syna od razu rozwiane. Czekam na kolejny numer i tego samego życzę wam, bo to kawał dobrej opowieści.


Deadpool (2012-) 039Deadpool #39, Marvel

scenariusz: Gerry Duggan oraz Brian Posehn, rysunki: Mike Hawthorne oraz Mirko Colak,

Zgodnie z moimi oczekiwaniami czułem się mocno zagubiony na kilku pierwszych stronach tego komiksu. Dziękuję Ci głupi Marvelu za niekończące się eventy w skład których wchodzi po kilka tytułów i po ich zakończeniu już nic nie jest takie samo. Przywitał mnie widok Doctora Dooma, Scarlet Witch i chyba Daniela Drumma robiących coś dziwnego, albo wspaniałego całemu światu. Apocalypse gdzieś zniknął. Time Square rozwalony w drobny mak podobnie jak posiadłość X-Mem, gdzie swoją drogą leży tylko głowa samego bohatera. Nie wiem co się dzieje i co chodzi, pewnie ma to związek z zakończeniem wydarzenia AXIS, jednak nie zrażonym tym brnę dalej. Jakie było moje zdziwienie, kiedy okazało się, że z każdą kolejną stroną numer ten jest coraz lepszy! Deadpool po odnalezieniu i połączeniu się z powrotem ze swoim ciałem pomaga pewnemu chłopcu ukryć się na jakiś czas. Udaje się do swej małżonki i powoli odbudowuje swoje małżeństwo. Na co naprawdę miło się patrzy. Potem załatwia kwestię swoich przyjaciół z Korei. To jest chyba najdziwniejszy fragment tego zeszytu. Połączenie botaniki z czarną magią daje naprawdę świetne efekty. Wszyscy w około wydają się szczęśliwi. Tylko Wade Wilson odkrywa dość gorzką prawdę o sobie. Może przynajmniej pomyli się w ocenie swojej przyszłości? Cały ten numer jest pozbawiony przemocy. Brakuje w nim głupich żartów. W sumie to w ogóle nie ma żadnych dowcipów i przez to wszystko miałem wrażenie jakbym czytał całkiem inny tytuł. Za to bardzo przyjemny w odbiorze i niosący dobre przesłanie. Po tylu numerach to naprawdę dziwna odskocznia, ale sprawdzająca się idealnie. Po raz kolejny jestem zaskoczony tą serią i tym razem na plus.


 

 

niedziela, 4 stycznia 2015

#370 cotygodniowa zeszytówka #140

Super Dinosaur 023Super Dinosaur #23, Image Comics

scenariusz: Robert Kirkman, rysunki: Jason Howard

Po dziesięciu miesiącach nieobecności powróciła w końcu seria Roberta Kirkmana skierowana dla najmłodszego czytelnika. Nawet sam ostatnio zastanawiałem się, co się z nią dzieje. W końcu zniknęła bez jakiegoś większego powodu. Na szczęście na stronie z listami od czytelników wszystko zostało wyjaśnione przez samego scenarzystę. Twórcy postanowili zrobić sobie przerwę od serii podczas której pracowali nad przeniesieniem tego świata do innego medium. Czyżby jakiś serial animowany albo gra? Cokolwiek to będzie z chęcią sprawdzę. Jednak co tam w samym komiksie? Ku mojemu zdziwieniu, po tak długiej przerwie wcale nie czułem się zagubiony w aktualnym wątku. Pewnie dla tego, że to seria dla dzieci. Wszyscy mieszkańcy bazy rodziny Dynamo nadal są w trakcie walki z atakującymi ich mieszkańcami Inner-Earth. Walka jest ciężka z przeważającą ilością przeciwników. Aż do czasu skonstruowania i odpalenia przez rodziców Dereka bomby atakującej tylko DNA dinozaurów. Jak łatwo można się domyślić załatwiła ona całą sprawę. Tylko niestety zadziałała też na Super Dinosaura, który aktualnie jest ciężko chory. Kiedy wydaje się, że już jest to jedyny problem aktualnie i spokojnie można przystąpić do odbudowy bazy dzieje się coś niesamowitego. Budzi się wulkan, na którego zboczu usytuowany jest dom rodziny Dynamo. Jednak czy na pewno jest to dzieło matki natury? Cały numer posiada równomiernie rozłożoną ilość akcji oraz spokojniejszych fragmentów, dzięki czemu stanowi porcję przyjemnej rozrywki. Całość sprawia wrażenie przemyślanej opowieści prowadzącej do czegoś większego. Co w sumie potwierdza ostatnia strona. Zapowiada się bardzo widowiskowych kilka najbliższych numerów, po które z przyjemnością sięgnę.


Aquaman (2011-) 037Aquaman #37, DC comics,

scenariusz: Jeff Parker, rysunki: Paul Pelletier

Nie wiem co się zmieniło od poprzedniego numeru tej serii, ale ten jest naprawdę dobry. W ciekawy sposób kontynuuje wątek poszukiwań zaginionego członka królewskiej rodziny atlantów, które prowadzi Arthur. Całe to jego śledztwo prowadzi go, za pomocą tajemniczego portalu, do krainy Katangala zamieszkałej przez inteligentne goryle. Cała ich historia, jaką poznaje czytelnik, to interesująca i zgodna historia o tym jak ze sługów stali się panami. Jak obalili swoich poprzednich władców i przy pomocy przypadku odkryli wspólną świadomość, którą dzielą między swoimi pobratymcami. Dodatkowo posiadają całkiem ciekawy sposób na poszerzanie swojej wiedzy, co z pewnością przydało się podczas obalania swoich panów. To wszystko już w sumie wystarczyłoby na dobry odcinek tej serii, ale scenarzysta przygotował coś więcej. Jak sugeruje już sama okładka, jest to pojedynek pomiędzy Aquamanam a Grodd'em. Wielkim gorylu, na którego czasem trafiam w niektórych seriach, ale jakoś cały czas nie mogę ogarnąć konceptu tej postaci. On mi po prosu nie pasuje do tego uniwersum i mówię to świadom wszelkich dziwactw jakie w nim występują. Ku mojemu wielkiemu zaskoczeniu nawet rysunki są tutaj dobre i nie sprawiają tak jak w większości przypadków, że mam ochotę wydłubać sobie oczy. Jest to dla mnie niezwykle dziwne. Skoro Paul Pelletier potrafi rysować całkiem dobrze, co widać w tym numerze, to dlaczego w większości numery Aquamana wyglądają tak źle? Dlaczego redakcja publikuje mu takie potworki, zamiast naciskać na poprawę i trzymanie poziomu? To jest dla mnie zagadką. Oby większość następnych numerów prezentowała taki poziom jak ten.


Outcast 006Outcast By Kirkman & Azaceta #6, Image Comics

scenariusz: Robert Kirkman, rysunki: Paul Azaceta

Numer ten jest z kilku powodów dość zaskakujący, ale chyba nie w taki sposób jak planował Kirkman. Wyjaśnia on kilka dość ważnych spraw dla fabuły, ale żadna z tych informacji nie jest jakaś bardzo zaskakująca. Raczej wszystkie one potwierdzają przypuszczenia czytelników. Jednak to co dzieje się zaraz po tych "rewelacjach" to już całkiem inna bajka. Dzieje się tak np. w momencie kiedy dowiadujemy się kim jest tajemniczy mężczyzna w meloniku, który pojawił się jakiś czas temu w miasteczku. Chyba nikogo nie zaskoczyła ta informacja, ale jego spotkanie z wielebnym to już całkiem dobra porcja horroru. Pamiątkę jaką mu zostawia i całe napięcie jakie towarzyszy ich spotkaniu to jeden z lepszych momentów tego numeru. Podobnie jest kiedy Kyle i wielebny Anderson odwiedzają panią Mildred by sprawdzić swoje przypuszczenia. Znowu nie jest to zaskoczenie, ale wnioski jakie po tym spotkaniu wysuwa Anderson pokazują skalę niebezpieczeństwa z którym walczą i jak bardzo potrafi być zakamuflowane. Po raz kolejny komiks ten sprawił mi bardzo dużo przyjemności i pokazał, że jest to opowieść na poziomie o który większość może tylko marzyć. Tutaj wszystko składa się na bardzo dobrą i przemyślaną całość. Sama opowieść, która tylko z pozoru jest prosta i nieskomplikowana, co rusz zaskakuje. Świetne kadrowanie, i szarobura paleta barw, dodatkowo świetnie budują mroczny klimat całej historii. Jak dla mnie jedna z lepszych premier ubiegłego roku i jeśli ktoś się nad nią waha to gorąco polecam wydanie zbiorcze, które ukarze się już w styczniu.


 

 

niedziela, 28 grudnia 2014

#369 cotygodniowa zeszytówka #139

Rat-Queens-008-(2014)Rat Queens #8, Image Comics


scenariusz: Kurtis J. Wiebe, rysunki: Roc Upchurch


Jeśli można powiedzieć o poprzednim numerze, że był głównie o Dee, to ten jest w całości poświęcony Violet. Dzięki temu czytelnik poznaje ją jako dość zbuntowaną córkę władcy pewnego klanu krasnoludów. Obserwujemy ją podczas przygotowań do turnieju najdzielniejszych wojowników, do którego oczywiście nie została dopuszczona. Jako reprezentant klanu został wybrany jej brat. Później, jakby mało miała już wściekłości w sobie, przypadła jej rola modelki w pokazie najnowszych modeli zbroi. W końcu jesteśmy w mieście krasnoludów, a nie tych zniewieściałych elfów. Sama prezentacja niestety nie wypadła najlepiej z powodu niewybrednych komentarzy od publiczności i jedyną właściwą reakcją na nie naszej bohaterki. Numer ten to przyjemny przerywnik od głównego wątku, który mocno mnie zaskoczył. Zazwyczaj takie wstawki to zwykle nudne zapychacze, a ten w ciekawy sposób poszerza naszą wiedzę o głównej bohaterce. Poza tym jest dowcipny i posiada lekką fabułę przy, której naprawdę spędziłem przyjemnie te kilkanaście minut. Nawet po zakończeniu lektury odczułem lekki niedosyt, ale w przypadku tego tytułu to zaczyna robić się normą. Zazdroszczę trochę ludziom, którzy czytają ten komiks w wydaniach zbiorczych, bo za jednym zamachem otrzymują dość sporą dawkę dobrej zabawy. Ja od jakiegoś czasu mam wrażenie, że coś mnie omija czytając wydania zeszytowe i zbiera się we mnie uczucie, aby powrócić tylko do grubszych tomów.


Drumhellar 001 (2013)Drumhellar #1, Image Comics


scenariusz: Riley Rossmo, rysunki: Alex Link


Drumhellar to bez wątpienia bardzo dziwny komiks. Opowiada on o Drum’e. Mężczyźnie, który po tym jak został uderzony przez piorun, widzi i czuje znacznie więcej od przeciętnego człowieka. Moc ta sprawiła, że został detektywem zjawisk paranormalnych. Jest nietypowo, a potem wszystko staje się jeszcze bardziej szalone. Chociażby za sprawą jego byłej dziewczyny Padmy, która zostawiła go dla innej kobiety i wilkołaka w jednym. Wszystkie te elementy układają się w całość z powodu wizji, którą zobaczył główny bohater, a była w niej posiadłość jego eks. Dla wzmocnienia całej niezwykłości tego komiksu, wspomnę tylko, że pojawia się jeszcze pewien gadający topielec z niedokończonymi sprawami na tym świecie. Pierwszy numer to bez wątpienia szalona jazda bez trzymanki, ale nie do końca w takim stylu jak lubię. Ani to lekka i zabawna opowieść w klimatach pulpowych jak np. Hellboy. Z drugiej strony daleko mu do jakiś cięższych klimatów horroru lub poruszenia jakiś poważniejszych problemów. Tak naprawdę to nie wiem dla kogo jest ten komiks skierowany. Przez to moim zdaniem jest po prostu nijaki. Sprawdzę jeszcze kolejny numer, ale jak na razie to jestem mało zachęcony. Co prawda wątki związane z Padme i topielcem wydają się całkiem interesujące, ale nie jestem pewien czy aż tak, aby przykuły moją uwagę na dłużej przy tym tytule.


Deadpool (2012-) 038Deadpool #38, Marvel

scenariusz: Gerry Duggan oraz Brian Posehn, rysunki: Mike Hawthorne,

Wide Wilson zawsze był pechowcem. Jednak odkąd przeszedł przemianę swojej osobowości problemów ma chyba jeszcze więcej. Trudności przysparzają jego koreańscy znajomi których musi wyratować z rąk wściekłych i opętanych X-Men. Co samo w sobie jest nawet całkiem ciekawe. Walka tych dwóch grup bardzo mocno przypomina mi pierwsze komiksy o mutantach jakie czytałem dzięki TM-Semic jakoś na początku lat 90 ubiegłego wieku. Zresztą jak sama okładka tego numeru, która jest po prostu wspaniała. Jednak później Wide musi stawić czoło znaczne większemu problemowi. Z powodu jego nowej i mocno pacyfistycznej postawie rozpada się jego małżeństwo z Shiklah, królową metropolii potworów. W końcu pokochała ona tego nieokrzesanego brutala jakim był Deadpool jeszcze niedawno, a nie tego wiecznie wymądrzającego się pacyfistę jakim jest teraz. Lektura tego numeru zapewniła mi całkiem przyjemne kilkanaście minut rozrywki i już to samo w sobie jest wielkim plusem. Dodatkowo skrywa on kilka niespodzianek w sobie, a spostrzegawczy czytelnicy odnajdą nawet gościnny występ dwójki bohaterów z ulicy sezamkowej. Zostali lekko zmienieni, ale to nadal te dobrze znane postacie. Jedyne co mnie martwi to zakończenie, które sugeruje mi, że muszę przeczytać jakiś tam numer Axis, co nie mam zamiaru uczynić, więc pewnie podczas lektury następnego Deadpoola będę się czuł lekko zagubiony. Ach ten Marvel i jego ciągłe wspaniałe i wszystko zmieniające wydarzenia.


sobota, 20 grudnia 2014

#368 cotygodniowa zeszytówka #138

Z racji tego, że już za kilka godzin będę w miejscu gdzie nie ma dostępu do internetu, albo jest on mocno utrudniony jutrzejsza zeszytówka pojawia się dziś! Możecie to uznać za taki mały prezent na święta. Wszystkiego najlepszego!


Rat-Queens-007-(2014)Rat Queens #7, Image Comics

scenariusz: Kurtis J. Wiebe, rysunki: Roc Upchurch

Do Palisady przybywa niewyobrażalne zło. Od razu poznajemy również jego źródło i tutaj ciekawostka. Wszystkiemu winien jest człowiek, który dzięki zardzewiałemu mieczu i własnemu uporowi pomagał budować to miasto, a potem go strzec. Dzięki niemu zaczęło on żyć i prosperować. Jednak jak to zawsze bywa w takich sytuacjach, sielanka nie mogła trwać wiecznie i zdarzył się pewien wypadek, który zmienił wszystko. Z tego powodu teraz nie liczy się nic dla niego poza zemstą na swoim dawnym mieście. Równocześnie z obozu głównych bohaterek czytelnik dostaje jeszcze pełniejszy obraz wszystkich wydarzeń. Dzieje się to za sprawą pewnego niespodziewanego gościa i bliskiego krewnego Dee. Wnosi on dość spore nowości o tej bohaterce oraz pochodzeniu całego niebezpieczeństwa, z którym nasze bohaterki będą musiały się zmierzyć w następnych numerach. Wszystko to razem składa się na kolejny dobry i ciekawy zeszyt tej serii. Warto jeszcze wspomnieć o bardzo widowiskowej scenie walki, jaka się tutaj znajduje, pomiędzy Lolą i siedmioma opryszkami. Na pięciu stronach została zilustrowana tak dynamiczna, zaskakująca i dobra scena pojedynku jakiej już dawno nie widziałem nawet w kinie. Jest w niej naprawdę wszystko. Mnóstwo pomysłowych uników z natychmiastowym wyprowadzeniem ataku, przeróżne złamania, walka na żelastwo. Rozmach jaki prezentuje to jakby połączyć scenę z młotkiem z "Oldboy" i piruety z chińskich filmów akcji i kung fu. Już dla samej tej sceny warto sięgnąć po ten numer, a cała reszta jest co najmniej równie dobra, jak nie i lepsza.


The Manhattan Projects 025The Manhattan Projects #25, Image Comics

scenariusz: Jonathan Hickman, rysunki: Nick Pitarra

Seria ta dotarła do takiego miejsca swej opowieści, gdzie większość uczestników programu Manhattan podzieliło się w pomniejsze grupy i w takiej formie kontynuują swoje przygody. Kilku z nich związało się jeszcze bliżej z właśnie zaprzysiężonym prezydentem USA i dzięki temu nadal będą posiadać finanse na swoje szalone badania. Inni z kolei całkowicie opuścili Ziemię, aby móc podróżować i poznawać inne planety. Co ciekawe, najnowsze odkrycia  utwierdziły ich w przekonaniu dobrze im znanym, że nigdy nie można być niczego pewnym do końca. Kolejni zagubili się gdzieś w kosmosie podczas poszukiwania przyjaciela u obcych cywilizacji. Wszystko to razem wzięte mogłoby śmiało być ostatnim numerem tej serii i nawet przez długi czas tak to wyglądało. Brak jakichkolwiek zapowiedzi nowych numerów jakby to tylko potwierdzał. Aż do ostatniej strony tego zeszytu, która wyjaśnia wszystko. Twórcy robią sobie krótki urlop do marca przyszłego roku, kiedy to powrócą z lekko zmienioną formułą. Opowieści mają być krótsze i skupiające się na poszczególnych bohaterach lub ich małych grupach. Pomysł może okazać się dobry, zobaczymy. Jednak ja sam chyba mam dość chwilowo i akurat ten czas przerwy wykorzystam, aby się zastanowić czy nie skończyć całej przygody właśnie w tym momencie.


Deadpool-037-(2015)Deadpool #37, Marvel

scenariusz: Gerry Duggan oraz Brian Posehn, rysunki: Mike Hawthorne,

Kiedy Red Skull wykorzystał mózg profesora Xaviera i jego niesamowitą moc zaczęły dziać się dziwne rzeczy. Wszędzie zapanowała jedna wielka nienawiść. Obrońcy uciśnionych stali się bandytami, a czarne charaktery tymi dobrymi. Ogólnie wszystko obróciło się o 180 stopni i nie inaczej jest z głównym bohaterem. Stał on się ucieleśnieniem spokoju i zaprzestał używać przemocy co daje dość zabawny efekt. W szczególności kiedy odzywa się jego prawdziwa natura ukryta aktualnie gdzieś głęboko w jego podświadomości. Niczym kreskówkowy diabeł podpowiada mu same złe rzeczy. Równocześnie w posiadłości X-Men narasta konflikt pomiędzy jej mieszkańcami, a przyjaciółmi Deadpoola z Korei. Mutanci chcą się ich za wszelką cenę pozbyć i zamierzają to osiągnąć w dość ciekawy sposób. Umieścili swoje nieudane podróbki w sali szkoleń i równocześnie usunęli z programu wszelkie zabezpieczenia. Sami możecie się domyślić do czego łatwo może to doprowadzić. Na szczęście zjawia się u nich z pomocą Wade Wilson. Numer ten jest w sumie nawet całkiem przyjemną rozrywką, w której mi najbardziej spodobało się obserwowanie w jaki sposób wszyscy się pozmieniali. Niby nic wielkiego, bo każdy zmienił się w swoją przeciwność, a tak naprawdę zostało to zrealizowane bardzo ciekawie. Dzięki temu postacie te otrzymały jakiś nowy wymiar, dzięki czemu dość kreatywnie wykorzystują swoje umiejętności.

niedziela, 14 grudnia 2014

#367 cotygodniowa zeszytówka #137

Deadpool-036-(2014)Deadpool #36, Marvel

scenariusz: Gerry Duggan oraz Brian Posehn, rysunki: Mike Hawthorne,

Pierwsza strona tego numeru to bez wątpienia jego najlepsza część. Deadpool w świątecznym swetrze dzielący posiłek dla swojej rodziny i gości jest po prostu mistrzem, a ostatni kadr zwala z nóg. Tylko czemu jego córka jest tak koszmarnie narysowana? Zdałem sobie dopiero teraz z tego sprawę, ale ten komiks w większości jest po prostu brzydki. Przecież jego podopieczna wygląda jakby miała spłaszczoną głowę od góry i dołu przez co robi się lekko podłużna, a jej uzębienie woła o pomstę do nieba. Jednak odłóżmy to na bok i skupmy się na bardziej przyjemnych rzeczach takich jak fabuła. Główny bohater będąc w posiadłości mutantów dowiaduje się o prowadzonych walkach na terenie Genosha'y. W skutek czego wszyscy w około zaczynają się dziwnie zachowywać. Mutanci robią się agresywni w stosunku do głównego bohatera, ludzie atakują mutantów. Z czego najdziwniej zachowuje się sam Wade przy okazji dostarczając kilku całkiem niezłych dowcipów. Czytając ten komiks miałem wrażenie jakby nagle zmienił się cały porządek do jakiego są przyzwyczajeni czytelnicy komiksów Marvela. Pewnie dzieje się to właśnie na łamach Axis. Z racji tego że nie mam zamiaru sięgać po tą serię to coś mnie omija i nie jestem w stanie potwierdzić moich przypuszczeń. Jednak pomijając ten drobny szczegół to bawiłem się dobrze przy tym numerze i tego samego życzę wam.


Rat-Queens-006-(2014)Rat Queens #6, Image Comics

scenariusz: Kurtis J. Wiebe, rysunki: Roc Upchurch

Po lekturze tego komiksu miałem przedziwne uczucie jakbym właśnie skończył lekturę co najmniej jakiegoś wydania zbiorczego. Spowodowane to było tym, że w tym jednym cienkim zeszycie naprawdę wiele się dzieje. Wszystko co prawda głownie krąży w około miłości i wszystkiego co z nią związane. Jednak nie zmienia to faktu, że całość czyta się bardzo przyjemnie. Po wielkiej imprezie na cześć uratowania Palisady prawie każda z głównych bohaterek budzi się u boku kogoś bliskiego dzięki czemu czytelnik dowiaduje się kilku ciekawych faktów o nich. Ktoś jest niepewien swoich uczuć i z tego powodu je ukrywa. Inna kocha swoją koleżankę, a trzecia jest mężatką i ukrywa to przed wszystkimi. Wszystko to razem buduje interesujący i złożony obraz całej drużyny, która musi sobie poradzić nie tylko z wszelkimi trudami jakie ich spotykają z racji wykonywanego fachu, ale również i z samymi sobą. Po mimo tego, że wątek ten jest nad wyraz ciekawy, to na szczęście nie tylko uczuciami stoi ta seria. Gdzieś tam za górami, strumykiem i trzema drzewami czai się jeszcze wróg. Para się on magią w skutek czego pojawiają się macki i pragnie zemsty na jednej z bliskich postaci dla Rat Queens. Jak na razie napięcie i cały nowy wątek budowane są w bardzo umiejętny sposób dzięki czemu ja mam już spory apetyt na kolejny numer.


Samurai Jack 015Samurai Jack #15, IDW Publishing

scenariusz: Jim Zub,  rysunki: Andy Suriano

Zgodnie z zapowiedzią poprzedniego numeru Jack wpadł w poważne tarapaty. Z tego powodu musi stanąć do nierównej walki ze swoim największym wrogiem Aku. Tylko od czasu kiedy samuraj utracił jedyny przedmiot, którego bał się jego nieprzyjaciel, ten stał się bardziej zuchwały i odważny w swoich atakach. Cały numer to w sumie jedna wielka potyczka pomiędzy dwoma odwiecznymi i potężnymi przeciwnika. Z czego jeden z nich wydaje się bez szans na wygraną. Jednak po mimo tego nie poddaje się i po każdym upadku powstaje ponownie gotów do walki. Pamiętam jak podczas pisania o poprzednim numerze marudziłem, że trochę głupio jak trzej wielcy bogowie nie widzą w Jacku godnej postaci, aby mogła nosić swój oręż. Teraz, gdy poznałem do czego to wszystko prowadziło jestem w pełni usatysfakcjonowany. Bardzo umiejętnie i inteligentnie poprowadził to scenarzysta. Dzięki czemu czytelnik dostaje bardzo wiarygodną i pouczającą historię z której w szczególności młodzi czytelnicy mogą wynieść ciekawą lekcję. Lubię patrzeć jak wszystko dzięki czemu zasłyną ten serial z wielkim powodzeniem zostało przeniesione na łamy komiksu. Dzięki czemu otrzymaliśmy mądrą i bardzo przyjemną lekturę, która w świetny sposób poszerza uniwersum znany nam świetnie z serialu animowanego.


niedziela, 7 grudnia 2014

#366 cotygodniowa zeszytówka #136

The Manhattan Projects 024The Manhattan Projects #24, Image Comics

scenariusz: Jonathan Hickman, rysunki: Nick Pitarra

Numer ten rozpoczyna się dość mocną sceną lobotomii mózgu pewnego dobrze znanego delikwenta z kart historii USA. Cała ta scena spowodowała, że szybko się rozbudziłem po tym co dopiero wyszedłem z łóżka. Jednak to co najciekawsze dzieje się na następnych stronach tego komiksu. Wszystko to zawdzięczamy generałowi Groves oraz Oppenheimer'owi, którzy udają się wspólnie na wycieczkę do Dallas. Będąc już na miejscu ujawniają przed czytelnikiem tajemnicę jednej z największych teorii spiskowych ubiegłego wieku. Trzeba przyznać, robią to ze swoim typowym urokiem geniuszu połączonego z szaleństwem i specyficznym, raczej mrocznym poczuciem humoru. Tak to niestety wygląda, kiedy trzeba wybrać pomiędzy ukochanym krajem, a sobą. Druga część numeru skupia się na dalszych losach misji ratunkowej Łajki. Prowadzący ją Gagarin i Wernher von Braun przemierzają cały kosmos w poszukiwaniu ukochanego towarzysza i ważnego członka zespołu. W końcu docierają do miejsca, z którego ostatni raz został nadany sygnał S.O.S. Jednak to co zastają na miejscu jest dalekie od tego czego szukali, a zamiast cieszyć, raczej napawa grozą. Następny odcinek to zakończenie aktualnego rozdziału i muszę się przyznać, że moje oczekiwania są już naprawdę spore. Mam nadzieję na odpowiednio dobry finał.


Swamp Thing 037 (2015)Swamp Thing #37, DC Comics

scenariusz: Charles Soule rysunki: Jesus Saiz

Świat maszyn uważa pozostałe krainy za nieefektywne w tym całym swoim chaosie istnienia i twierdzi, że potrafiłby nimi zarządzać znacznie lepiej. Jednak dowodząc swoją domeną jedynie za pomocą suchych liczb i kalkulacji nie jest w stanie podbić żadnej z nich.  Co dobitnie pokazało jego ostatnie spotkanie ze Swamp Thingiem. Na skutek czego sztuczna inteligencja postanowiła stworzyć sobie nowego awatara na podstawie człowieka. Ponieważ nieskończone pokłady danych w połączeniu z nieprzewidywalnością ludzi powinno dać zamierzony efekt w postaci zwycięstwa. Któż mógłby się nadać na to stanowisko lepiej, jak nie stary znajomy Hollanda, a aktualnie zaprzysiężony jego wróg, który plan zemsty opracował już na wiele sposobów? Dzięki temu sam początek tego numeru serwuje czytelnikom proces transformacji człowieka w maszynę. Odwieczny problem współczesnej fantastyki został zobrazowany dość brutalnie. Przypominając mi dość dobitnie pewien japoński film pt. Tetsuo, który okazał się moim objawieniem kilkanaście już lat temu. Nowy awatar szybko zaczyna działaś i w dość szybkim czasie zyskuje sojusznika w postaci opiekuna The Grey. Tymczasem, gdzieś na drugim końcu świata Alec Holland świadom nadciągającego zagrożenia poddaje się morderczemu treningowi. Zapewne dla wyrównania szans, otrzymał on również od scenarzysty pomocnika w postaci pewnego pogromcy demonów, amatora czarnej magii i nałogowego palacza do nie dawna. Jednak on zamiast nieść pomoc, woli raczej ukryć się w najgłębszej norze i przeczekać całe to zamieszanie.


Birthright 003Birthright #3, Image Comics

scenariusz: Joshua Williamson, rysunki: Andrei Bressan

Seria ta to bez wątpienia taka przyjemna i nie zobowiązująca lektura. W dużej mierze czerpiąca z klasycznych założeń gatunku fantasy. Dlatego mamy tutaj z jednej strony świat stylizowany na nasze średniowiecze z magią, potworami i jego mieszkańcami będącymi przedstawicielami różnych ras. W takim miejscu wychował się Michael Rhodes, główny bohater i tutaj poznajemy jego historię. Z drugiej strony mamy świat dobrze nam znany, gdzie  Michael właśnie połączył się ze swoim młodszym bratem Brennan'em i ojcem Aaron'em tworząc jakby drużynę dzielnych bohaterów. Jest to kolejny nieodzowny element tego gatunku. Łączą oni swe siły, aby odnaleźć pięciu magów, którzy uciekli z krainy Terrenos. Oczywiście czym dłużej są w naszym świecie tym bardziej potężni się robią. Wszystko to jest tak bardzo przesiąknięte klimatem fantasy, że brakuje mi jeszcze tylko słynnego zdania:"no to jesteście w karczmie", które pada na większości sesji RPG. W tym wszystkim jednak najbardziej spodobał mi się podział ról w ekipie. Jeden z nich to chodząca machina wojenna, a reszta jest obeznana w naszym świecie co z pewnością ułatwi poszukiwania. Kiedy zobaczyłem pierwsze zapowiedzi tej serii jakoś kompletnie mnie nie zainteresowała. Teraz już nawet nie pamiętam dlaczego w ogóle sięgnąłem po pierwszy numer. Jednak po jego lekturze z przyjemnością sięgam po każdy następny bo to kawał dobrej rozrywki.


niedziela, 30 listopada 2014

#365 cotygodniowa zeszytówka #135

Deadpool-035-(2014)Deadpool #35, Marvel

scenariusz: Gerry Duggan oraz Brian Posehn, rysunki: Mike Hawthorne,

W moim odczuciu jest to trochę dziwny numer jak na tą serię. Taki spokojny i równocześnie jakby lekko rozrachunkowy. Deadpool spotyka się ze swoją córką i stara się powoli tworzyć z nią jakąś namiastkę rodziny. Później udaje się do posiadłości X-Men gdzie zjawiają się jego ciężko chorzy znajomi z Korei, którym główny bohater pomaga wyjść z ich trudnej sytuacji. Następnie spotyka się jeszcze z panią Camacho, babcią swojej córki informując ją, że małej nic nie grozi i ma się dobrze. Wszystko to pokazuje głównego bohatera z perspektywy prawie normalnego człowieka z jego przyziemnymi problemami. Mało w tym wszystkich głupkowatych żartów. W zamian za to otrzymujemy kawał porządnej opowieści obyczajowej osadzonej w klimatach super hero. Nawet jedyna scena akcji na łamach tego komiksu, czyli pojedynek Deadpoola z Draculą, który przywdział przedziwną zbroję robota jest jakiś taki normalny. Podoba mi się kierunek w jakim zmierza teraz ta seria. Z lekka stałą się odrobinę poważniejsza i zaczyna obracać się w okolicy naprawdę ważnych i cięższych tematów takich jak: rodzina, eksperymenty na ludziach, poczucie winy i odkupienie swoich win. Najciekawsze w tym wszystkim jest to, że bardzo dobrze wpływa to na całokształt tej serii i oby tak dalej.


Samurai Jack 014Samurai Jack #14, IDW Publishing

scenariusz: Jim Zub,  rysunki: Andy Suriano

Samurai Jack staje w końcu przed obliczem trzech pradawnych bogów. Dzięki temu może w końcu będzie w stanie odzyskać najcenniejszy przedmiot jaki kiedykolwiek posiadał. Jednak zanim to nastąpi będzie musiał wyjść zwycięsko z kilku prób, które mają na celu udowodnić iż jest godzien dzierżyć w swej dłoni coś co jest w stanie ciąć samą ciemność. Wszystko to dlatego, że trzech bogów ma go za nic więcej niż spadkobiercę swego ojca w walce ze złem. I tutaj jestem lekko zmieszany. Przecież Jack udowodnił już nie jeden raz jak dzielny jest i oddany w swej walce z Aku, więc jakim cudem nie widzi tego ta trójka? Jak to się stało, że przemierzając cały wszechświat i trwając od nie wiem jak dawna bogowie nie zauważyli jedynego sprawiedliwego? Ten jeden zgrzyt lekko mi popsuł cały ten numer, jednak poza tym jest to jak zawsze bardzo dobra porcja rozrywki. Szczególnie spodobał mi się sposób w jaki zostały zobrazowane same próby Jacka, a w szczególności jego pojedynek z wikingami. Cały utrzymany w szarości z dodatkiem czerwieni. Taki brudny i pełen akcji, coś pięknego. No i oczywiście zakończenie, które z jednej strony może okazać się kolejną próbą, a z drugiej wielkim niebezpieczeństwem dla głównego bohatera. Jednak cokolwiek okaże się prawdą, z pewnością będzie to spore wyzwanie dla samuraja.


Aquaman (2011-) 036Aquaman #36, DC comics,

scenariusz: Jeff Parker, rysunki: Paul Palletier

Aquaman po tym jak poznał mroczny sekret z przeszłości swojej rodziny, wściekły i pełen złości udał się do jedynego miejsca, w który mógł otrzymać jakieś wyjaśnienia. Popędził do więzienia, gdzie aktualnie przebywa Vulko, jego były doradca. Udał się właśnie do niego, ponieważ był on świadkiem pewnego ważnego wydarzenia, które teraz dość mocno zmieniło życie Arthura. Numer ten to w sumie jedno wielkie odtworzenie minionych wydarzeń, dzięki czemu czytelnik zostaje wzbogacony o kolejną porcję informacji z przeszłości podwodnego miasta. Dla urozmaicenia całego dochodzenia scenarzyści posiłkują się gościnnym występem Martiana Manhuntera, który przy pomocy swoich telepatycznych zdolności sprawdza prawdziwość przytaczanych wydarzeń. Zabieg to nawet dość ciekawy. Spodobało mi się również wyjaśnienie jego wizyty w podwodnym mieście, która spotkała się z niechęcią jej mieszkańców. Mianowicie Arthur wyjaśnił mu, że i tak wszyscy obywatele muszą się przyzwyczajać do odwiedzin z powierzchni, bo teraz będzie to coraz częstsze. W końcu polityka podwodnego miasta się zmienia na bardziej otwartą. Szkoda tylko, że cały numer nie jest tak przyjemny jak jego początek. Gdzieś tak od połowy robi się dość przewidywalnie. Jeden z bohaterów zaczyna wariować i siać zniszczenie. Jednak najgorsze z tego wszystkiego za pewne będzie zakończenie, gdzie dowiemy się, że sekret z przeszłości chce uśmiercić Aquamana.