niedziela, 17 marca 2013

#206 cotygodniowa zeszytówka #46

Animal Man (2011-) 018Animal Man #18, DC Comics

scenariusz: Jeff Lemire, rysunki: Steve Pugh

Epilog dość dużego wydarzenia opowiadającego o walce w Rotworld, odbywającego się wspólnie na łamach trzech serii i niestety efekt końcowy jest w sumie średni. Parliament of Decay buntuje się przeciw swemu awatarowi Arcanowi, dzięki czemu Buddy Baker otrzymuje jedyną szansę, aby wszystko naprawić. Zostaje przeniesiony w czasie do momentu, w którym można jeszcze wszystko naprawić. Staje do nierównej walki z The Rot. Na pomoc przybywa mu jednak odsiecz. Dawno temu zapowiedziana, ale dopiero teraz pojawiająca się. Wszystko jakoś dobrze się układa, dobro wygrywa i wtedy przypomniała mi się okładka numeru, niszcząc dość mocno zakończenie. Znika gdzieś zaskoczenie, którego i tak pewnie by nie było, bo ostatnie strony są dość przewidywalne. Numer całkiem sprawnie zamyka całą wielką przygodę, która jest w sumie od pierwszego numeru. Całość czyta się dość sprawnie, dzięki czemu czytelnik ma zapewnioną chwilę relaksu, jednak po przewróceniu ostatniej strony czuje się niedosyt. Ja przynajmniej spodziewałem się bardziej efektownego zakończenia. Podoba mi się natomiast okładka numeru, pomijając jej element spoilerowy, to ciekawie została zaprojektowana. Swoim wyglądem nawiązuje do stylistyki wszystkich tabloidów, które często zamieszczają jakieś krzykliwe tytuły na pierwszej stronie.


Swamp Thing (2011-) 018Swamp Thing #18, DC Comics


scenariusz: Scott Snyder rysunki: Yanick Paquette

Ten numer ma tak wiele wspólnego z komiksem powyżej, a wydaje mi się znowu lepszy. Potwór z bagien również otrzymał od Parliament of Decay możliwość uratowania świata i został przeniesiony do kluczowego momentu całego Rotworld, aby móc uratować świat przed zagładą. Jak to zwykle bywa w takich sytuacjach, wystarczy tylko zadbać o bezpieczeństwo ukochanej i wszystko wraca do z góry ustalonego początku. Jednak potem scenarzysta wprowadza istotny szczegół, który nadaje całej opowieści innego wymiaru. Już wszystko nie jest takie oczywiste. Nabiera odrobiny dobrego romantyzmu, w końcu cała ta seria kręci się wokół wzajemnej miłości dwóch  bohaterów i wszelkie wydarzenia wynikają z niej. Z kolei samo zakończenie w piękny sposób zespala wszelkie wątki w jedną, sensowną i ciekawą całość. Spodobało mi się to, jak scenarzysta zakończył losy bohaterów w sumie na dwa sposoby. Ciekawy sposób na wybrnięcie z sytuacji i ustrzeżenie się przed typowym, ckliwym, szczęśliwym zakończeniem, które mogłoby się pojawić na ostatniej stronie. Bardzo mnie ucieszył w sumie jego brak oraz finalny efekt tego numeru.


AT13Adventure Time #13, BOOM! Studios


scenariusz: Ryan North, Josh Lesnick, Chris Schweizer, rysunki: Shelli Paroline, Braden Lamb, Josh Lesnick, Chris Schweizer,

W przygodach Finna i Jaka często autorzy odwołują się do otaczającego nas świata, popkultury i modnych ostatnio geeków i również tym razem jest podobnie. Mianowicie, nasi bohaterowie w raz ze swoją uroczą koleżanką wampirzycą Marceline podążają śladem złego Ewlbo. Ten zły człowiek zainfekował im przyjaciela i zaraz konsolę do gry BMO strasznym wirusem komputerowy. Nasi bohaterowie chcąc uratować swego przyjaciela, muszą oczywiście pokonać złego programistę i tutaj zaczyna się zabawa. Najlepsza scena numeru, to moment kiedy chłopaki zaczynają hackować, a trzeba tutaj zaznaczyć, że całą wiedzę o tym czerpali tylko i wyłącznie z filmów! Efekt jest zabawny. Chwilę później okazuje się, że Marceline posiada pewne umiejętności w tej dziedzinie, co głównych bohaterów wprowadza w osłupienie. No bo jak to tak, dziewczyna i zna się na komputerach? Jednak szybko ich przekonuje, pokazując "magię programowania". Dodatkowo w numerze znajdują się dodatkowe dwie  opowieści. Jedna jedna z nich jest historią Finna, który pokonał złego Millineuromancera. Za co w nagrodę dostaje tytuł królewny królestwa dziwnych kapeluszy. Miło się patrzy jak mały chłopiec nie może się pogodzić z piastowaniem stanowiska dla kobiety. Jak zawsze przy tej serii numer bardzo przyjemny i z czystym sumieniem polecam, jako świetną rozrywkę, którą przy okazji można poczytać dziecku. Mógłby to być dobry tytuł dla Centralki lub Krótkich Gatków, nowych linii wydawniczych od Centrali oraz Kultury Gniewu skierowanych dla młodszych czytelników.

niedziela, 10 marca 2013

#205 cotygodniowa zeszytówka #45

Uncanny Avengers 004Uncanny Avengers #4, Marvel

scenarzysta: Rick Remender, rysunek: John Cassaday

Kolejny numer dobrej serii, świetnie skomponowany z odpowiedniej ilości akcji oraz momentów do zadumy. Red Skull wykorzystując swe moce cały czas manipuluje Avengersami. Zmienia otaczający ich świat w prawdziwy koszmar,  przez co często omyłkowo stają do walki przeciw samym sobie. Świetnie zostało to zaprezentowane zwłaszcza podczas rozmowy RS z Kapitanem Ameryką, podczas, której czarny charakter stara się wmówić naszemu bohaterowi, że nie ma już ameryki za którą walczył. Przy okazji dostaje się też samym amerykanom w całkiem ciekawy sposób, celnie uwypuklając ich kilka wad. Ciągłe manipulacje otaczającego świata są również ciekawe dla samego czytelnika, ponieważ wymuszają na nim śledzenie fabuły z większym skupieniem. Momentami można się poczuć równie zagubionym jak Avengersi. Warto również zwrócić uwagę na samą konstrukcję tego zeszytu. Na początku jest akcja, manipulacja otaczającym światem i odpowiednie działania wszystkich do otaczającej ich rzeczywistości. Następnie RS znika, a wraz z nim wszechogarniająca mistyfikacja. Wtedy każdy dochodzi do siebie i powoli zaczyna sobie zdawać sprawę z tego co tak naprawdę uczynił i następuje wielki moralny kac, który przekłada się również na czytelnika i trzyma go w takim odczuciu już do samego końca numeru. Ciekawe zagranie ze strony scenarzysty, dzięki czemu numer zasługuje na uznanie.


Avengers v5 006Avengers #6, Marvel


scenariusz: Jonathan Hickman, rysunki: Adam Kubert

Jonathan Hickman opowiada historię kolejnej dziwnej i chyba raczej nikomu niepotrzebnej postaci. Tym razem jest to Tamara Devoux ukrywająca się pod pseudonimem Universe. Jednak trzeba przyznać, że scenarzysta podszedł do tematu ciekawie i przedstawił losy tej postaci jakby naprawdę była kosmosem zaczynając całą opowieść od wielkiego wybuchu. Wygląda całkiem efektownie, ale tak naprawdę nic nie wnosi do fabuły. Kolejnym całkowicie zbędnym momentem zeszytu jest występ Spider-mana, który sprzecza się z Cannonballem oraz Sunspotem na temat sałatki warzywnej. Scena stworzona chyba tylko dlatego aby podnieść liczbę super bohaterów w numerze. Numer jak zwykle kończy się czymś wielkim i tym razem zapowiada się na naprawdę coś sporego. Życzyłbym sobie, aby z tego powodu w końcu coś zaczęło się dziać w tej serii, bo jak na razie jest to dla mnie największa pomyłka Marvel Now.


All-New X-Men 008All New X-Men #8, Marvel


scenariusz: Brian Michael Bendis, rysunki: David Marquez

Numer rozpoczyna się dość ważną dla dalszej części opowieści sceną, jednak równocześnie dość nudną i słabą . Czytelnik jest świadkiem rozmowy Warrena ze swoją późniejszą wersją, czyli Archangelem, który tylko utwierdził go w przekonaniu, że spotka go coś złego w przyszłości. Wzbudza to w nim jeszcze większą panikę. Dalej następuje prawie całkowicie zbędna i głupia scena walki dwóch skrzydlatych bohaterów z armią Hydry, która właśnie postanowiła zaatakować Avengers Tower. Wydarzenie to jest nudne, pozbawione napięcia oraz humoru, który jest cały czas obecny w tej serii, a sami żołnierze Hydry są po prostu brzydcy. Jednak dzięki temu, pojawiają się Avengers i odkrywają, że jest dwóch aniołów. To co następuje później to moim zdaniem najlepsza scena tej serii jak na razie. Mianowicie Captain America przylatuje do siedziby X-Men i ucina sobie pogawędkę z Henrym, a Kitty Pryde wraz z Icemanem komentują ich na bieżąco i robią to genialnie. W pełni i z humorem oddając to, co dzieje się w tle każdego kadru ilustrującego tą scenę. Bendis pokazał klasę, jako scenarzysta. Numer kończy się sceną popisową Warrena, któremu puszczają nerwy i za wszelką ceną chce wrócić do swoich czasów. Wszystko jednak wraca do normy dzięki Jean Grey i jej super mocą, która  jawi się jako osoba w pełni kontrolująca już swoje moce. Rudowłosa piękność może w przyszłości okazać się mistrzynią ironii i ciętej riposty.

niedziela, 3 marca 2013

#204 cotygodniowa zeszytówka #44

Avengers_5Avengers #5, Marvel

scenariusz: Jonathan Hickman, rysunki: Adam Kubert

Piąty numer restartu przygód Avengers opowiada historię powstania nowego super bohatera Smasher'a. W jego rolę wcieliła się zwykła dziewczyna Isabel Dare dorastająca, gdzieś na zapomnianej farmie w Iowa. Tam wiodła spokojne życie, dopóki nie znalazła i nie przymierzyła tajemniczych czerwonych gogli znalezionych gdzieś na polu uprawnym. Po tym incydencie, nasza bohaterka została przemieniona w członkinię imperialnej straży planety Shi'ar. Niby jest w tym zeszycie wszystko, co powinno się składać na dobrą historię o super bohaterach, a ja nie jestem zadowolony. Jest origin nowej postaci (przynajmniej dla mnie), wielka bitwa na obcej planecie z udziałem obcej floty i kilku członków Avengers, wielki cliffhanger na koniec zapowiadający nadejście czegoś wielkiego, a ja w sumie nie mogłem się doczekać już końca. Podczas lektury czułem się zagubiony. Miałem uczucie jakbym właśnie rozpoczął jakąś serię od środka. Nie znając wcześniejszych wydarzeń, bohaterów i całego świata. Ponad to sama historia jest w sumie nudna. Dziewczyna znajduje jakiś gadżet, okazuje się on zbroją i zarazem bramą do nowego świata, gdzie zostaje wielkim i wspaniałym bohaterem. Ileż to już razy czytałem podobną historię? Jestem po pięciu zeszytach tej serii i mocno się zastanawiam i moim zdaniem jest to raczej kiepska lektura.


Aquaman009Aquaman #9, DC Comics


scenarzysta: Geoff Johns, rysunki: Ivan Reis

Przez pierwszą połowę numer czytelnik otrzymuje sporo akcji. Na początku Black Manta, nadal polujący na byłych członków super grupy Aquamana, natrafia na Prisonera. W wyniku czego obaj panowie są zmuszeni do stoczenia walki na śmierć i życie. Następnie akcja przenosi się do Amazońskiej dżungli, gdzie nasz bohater w towarzystwie Ya'Wary walczy z ludźmi BM. Wszystko odbywa się dość sprawnie i nawet ma jakiś sens. Z kolei druga połowa numeru to przesłuchanie, które przeprowadza Mera na biednym profesorze Shin. Czytelnik dowiaduje się z niego, co łączy głównego bohatera z profesorem oraz poznaje genezę wrogich stosunków pomiędzy Aqumanem, a BM i to jest znacznie lepsza część numeru. Historia konfliktu została ciekawie wyjaśniona. Zostały w to wmieszane całkiem sprawnie rodziny tych bohaterów i czyta się tą opowieść całkiem przyjemnie. Dodatkowym plusem numeru jest nawet jego strona graficzna, chodź nadal tworzona przez Ivana Reisa, na którego narzekałem tutaj już wiele razy. Może bardziej się przyłożył, lub w końcu podszkolił warsztat. Nie jest to ważne. Najważniejsze, że widać różnicę i nawet jeden kard spodobał mi się bardzo! Oby tak dalej, bo w końcu zaczyna być to w miarę w porządku czytadłem.


The Manhattan Projects_004The Manhattan Projects #4, Image Comics


scenariusz: Jonathan Hickman, rysunki: Nick Pittara

Kolejna porcja pięknej i ciekawej fantastyki naukowej. W dzisiejszym odcinku Einstein nie mogąc sobie poradzić z odkryciem przeznaczenia tajemniczego, niby monolitu stojącego u niego w pokoju, decyduje się poprosić o pomoc. Dlatego też udaje się do swego młodszego kolegi po fachu Feynmana. Ku memu zdziwieniu młodszemu naukowcowi nie zajmuje długo odkrycie przeznaczenia tajemniczego obiektu i dzięki temu dostałem odpowiedź na jedno z dręczących mnie pytań od kiedy sięgnąłem po pierwszy zeszyt. Zostaje również wyjaśniona historia, jak Einstein wszedł w posiadanie tajemniczego artefaktu, co mile mnie zaskoczyło. Cały numer, zresztą jak cała seria, to świetna rozrywka opowiadająca fikcyjne losy znanych naukowców. Jednak z drugiej strony, gdyby tak pozwolić sobie na niczym nie skrępowaną fantazję, to kto wie co tam się dzieje przy najbardziej tajnych projektach rządowych? Z pewnością wszyscy fani teorii spiskowych i S-F mają okazję spędzić kilkadziesiąt minut przy ciekawej i inteligentnej rozrywce.

środa, 27 lutego 2013

#203 Y: The Last Man vol. 7: Paper Dolls, scen. Brian K. Vaughan, rys. Pia Guerra

paper dolsSiódmy tom przygód Yoricka i jego drużyny, którzy aktualnie znajdują się w Australii. Są zmuszeni pozostać na miejscu na najbliższe 24 godziny, ponieważ łódź podwodna, którą zmierzają do Japonii na ratunek Ampersandowi musi uzupełnić paliwo. Dla Yoricka jest to świetna okazja, aby w towarzystwie agentki 355 udać się na krótkie poszukiwania swej narzeczonej Beth. Pomimo tego, iż postój ich nie trwa zbyt długo to i tak zdążyli się wpakować w całkiem poważne tarapaty.


Tom ten skupia się głównie na dwóch tematach: przypadkowym konflikcie ostatniego mężczyzny z czwartą władzą, czyli prasą oraz historią agentki 355. Pierwszy z nich jest o tyle ciekawy, ponieważ z powodu przypadku i dziennikarki z poczuciem misji z jakiegoś pospolitego szmatławca, nasi bohaterowie mogą się stać zwierzyną łowną dla każdego ocalałego państwa na świecie oraz wszelkich szalonych i spragnionych kobiet. W świecie całkowicie opanowanym przez płeć piękną, praktycznie uniemożliwiłoby to dalszą egzystencję Yorica na w miarę normalnym poziomie, a dodatkowo mogłoby doprowadzić do powstania poważnego konfliktu zbrojnego. Bardzo mi się spodobało, jak główni bohaterowie opanowali całą sytuację i poradzili sobie z nią w  sumie tylko przy pomocy logiki i znajomości ludzkich zachowań.


Drugi wątek natomiast przedstawia życie agentki 355 od jej najmłodszych lat. Jej okres dojrzewania podczas, którego została zwerbowana do tajnej organizacji Culper Ring, gdzie odbyła szkolenie na zawodową zabójczynię. Nauczyła się jak przetrwać w najtrudniejszych warunkach, wyeliminować wroga w każdy możliwy sposób oraz poznała pierwszą miłość. Wszystko to zostało sprawnie i ciekawie opowiedziane za pomocą retrospekcji z jej szkolenia oraz misji. Jednak najważniejsze informacje podając jakby tak ukradkiem i przypadkiem.


Tom ten również posuwa do przodu wątek narzeczonej Yorica Beth, która pod wpływem snu postanowiła wyruszyć na druga półkulę, aby odnaleźć swego ukochanego. Jak to los potrafi skomplikować człowiekowi życie. Sporym cliffhangerem kończy się również historia matki głównego bohatera, którą odwiedza Izraelska koleżanka. Widać współpraca z obcymi państwami nie zawsze wychodzi na dobre. Ciekawie został również przedstawiony wątek kościoła katolickiego po wyginięciu męskiej populacji niebieskiej planety. Co prawda dość krótko, acz treściwie i interesująco. Pokazując bardzo pokrętną logikę tej organizacji, lekko zahaczająca o fanatyzm, która jakby się tak na spokojnie zastanowić mogłaby się nawet ziścić w tak ekstremalnej sytuacji. Jednak najbardziej przypadło mi do gustu dalsze rozwinięcie wątku Ampersanda, które zdradza jakiś większy spisek oraz pozwala wysnuć wniosek, że wszystko co się z nim oraz wokoło niego wydarzyło zostało z góry zaplanowane.


Jak można wywnioskować z akapitów powyżej, czytając kolejny tom nie można się było nudzić. Całość, jak zwykle, pozwala spędzić przyjemnie wolny czas i aż mi wstyd, gdy patrzę jak długo się zbierałem do jego przeczytania. Trzy ostatnie tomy leżą i czekają na swą kolej i mam mocne postanowienie, aby się zabrać za nie jak najszybciej. W końcu seria ta jest już ze mną piąty rok i uważam, że jest to najwyższy czas aby ją skończyć. Przecież tak wiele innych, dobrych tytułów czeka w kolejce.

niedziela, 24 lutego 2013

#202 cotygodniowa zeszytówka #43

Thief of Thieves 012Thief of Thieves #12, Image Comics

scenariusz: Robert Kirkman i James Asmus, rysunki: Shawn Martinbrough

Ojciec z synem przystępują do realizacji planu odbicia ukochanej młodszego z nich. Śledząc ich losy podczas przygotowań, ułożyłem sobie w głowie cały przebieg tego zajścia. Wszystko nawet szło tak jak to sobie wyobraziłem, aż do samego końca, w którym Kirkman stawia naszych bohaterów w całkiem zabawnej sytuacji. Jak zwykle scenarzysta wychodzi obronną ręką z całej sytuacji i pokazuje jak powinno się sprawnie i ciekawie pisać scenariusze. Dodatkowym plusem są ciekawie rozpisane relacje między ojcem, a synem. Starszy jest doświadczony życiem złodziej, który już pragnie wycofać się z interesu. Głównie motywowany chęcią uczynienia czegoś dobrego dla swej rodziny. Syn, z kolei, to narwaniec mający już niestety za sobą pierwsze skoki, które raczej można uznać za same porażki. Przez co wpakował siebie w kłopoty oraz zmusił ojca do powrotu w złodziejski fach. Cały czas sprawia mi przyjemność obserwowanie ich wzajemnych relacji. Próby pojednania się, nawiązania jakiegoś wspólnego języka oraz wyrobienia wzajemnego zrozumienia i zaufania. W końcu muszą razem pracować, a z powodu wszelkich różnic jakie ich dzielą nie jest to łatwe. Seria jak najbardziej warta, aby się z nią bliżej zaznajomić. Moim zdaniem jedna z lepszych jakie czytam.


Saga 010Saga #10, Image Comics


scenariusz: Brian K. Vaughan, rysunki: Fiona Staples

Nie wiem dokładnie jak to się dzieje, ale z każdym numerem ta seria podoba mi się coraz bardziej. Wszystko w niej tak pięknie współgra z sobą. Ciekawa fabuła, która w leniwy i spokojny sposób wszystko pcha do przodu. Jednak z drugiej strony ani na moment nie pozwala się nudzić. Dobrze i ciekawie rozpisane postacie, które są po prostu żywe, pełno wymiarowe. Z różnymi swoimi zaletami, wadami i własnym punktem widzenia na otaczający ich świat. Dodatkowo sam  świat wokół nich jest cudowny. Z ciekawą historią oraz rządzącymi nim zasadami. Ciągle dzieje się w nim coś, co mnie zaskakuje i pokazuje jak świetnie zostało to wszystko przemyślane zanim zostało przelane na papier. Całość została zilustrowana przez Fionę w bardzo interesujący sposób dający, w moim odczuciu, wypadkową pomiędzy cyfrowym malarstwem a szkicami, co idealnie pasuje do całej opowieści. Seria ta wyróżnia się też wspaniałym klimatem, który pomimo tego, że jest ubrany w S-F to również często sięga po stylistykę grozy. Pięknie jest również prezentowana wzajemna miłość pary głównych bohaterów, którzy jak Romeo i Julia, przedstawiciele zwaśnionych ras, kochają się pomimo dzielących ich różnic. W tym komiksie po prostu wszystko bardzo dobrze do siebie pasuje, dając czytelnikowi świetną rozrywkę.


The Manhattan Projects_003The Manhattan Projects #3, Image Comics


scenariusz: Jonathan Hickman, rysunki: Nick Pittara

Dość mocno mnie zaskoczył ten numer. Cała fabuła tej serii kręci się wokół Projektu Manhattan, jak zresztą wskazuje sam tytuł i powstania TEJ bomby. Myślałem, że to wątek rozpisany na najbliższe kilkanaście numerów podczas, których czytelnik będzie miał okazję poznać szczegółowo całą zawiłą historię tego projektu poszerzoną dodatkowo o elementy zaczerpnięte z fantastyki naukowej. Tymczasem gwóźdź programu, czyli pocisk, pojawia się już w tym numerze i jakby tego było mało, scenarzysta postanowił go zdetonować. Teraz jestem bardzo ciekaw, czym zaskoczy mnie Hickman w przyszłości. Pozostało mu sporo ciekawych postaci oraz cały przedstawiony świat. Wszystko to daje spore pole do popisu i mam nadzieję, że scenarzysta wykorzysta to w pełni, ponieważ potencjał jest spory. Poza tym ciekawią mnie dalsze losy Oppenheimera i jego kilku dość sprzecznych osobowości, oraz Einsteina i jego tajemniczego monolitu przed, którym wysiaduje niezliczone godziny.

niedziela, 17 lutego 2013

#201 cotygodniowa zeszytówka #42

Super Dinosaur 017Super Dinosaur #17, Image Comics

scenariusz: Robert Kirkman, rysunki: Jason Howard

Numer w którym Derek wraz z Super Dinosaurem rozwiązują, mam nadzieję definitywnie, wątek dwóch zwaśnionych ras z Inne - Moon. Całość poprowadzona tak ciekawie, że ucieszyłem się jak dotarłem do końca numeru. Ja rozumiem, jest to seria przeznaczona raczej dla młodszych czytelników, ale nie jest to chyba powód, aby było aż tak przewidywalne. W tej opowieści nie ma absolutnie nic ciekawego, a motyw z pożywieniem dla obcej rasy jest prostacki i chamski. Chodź zapewne miał być zabawny. Kirkman pierwszy raz mnie zawiódł. Jedynym plusem i jakąś zapowiedzią na ciekawsze następne numery, jest dalsza część wątku związanego z matką tytułowego bohatera. Mam nadzieję, że scenarzysta skupi się teraz więcej na tym i cała akcja nabierze tępa. Częściej będzie pojawiał się Max Maximus ze swą świtą i znowu będzie tak przyjemnie jak w początkowych numerach. Wtedy, gdy Kirkman pięknie pokazywał jak można świetnie i z pomysłem bawić się ogranymi do bólu tematami, przy okazji robiąc świetny pastisz opowieści o super bohaterach.


AT_12Adventure Time #12, BOOM! Studios


scenariusz: Ryan North, Alexis Frederic - Frost, rysunki: Shelli Paroline, Braden Lamb, Andrew Arnold


Po tym jak Finn, Jake i Marceline odkryli w poprzednim numerze, że ktoś zniszczył najbardziej przez nich pożądaną grę komputerową, postanowili go odnaleźć i ukarać. W aktualnym numerze poszukiwania nadal trwają i przebiegają w bardzo ciekawy sposób. Mianowicie nasi bohaterowie wywnioskowali, że tak niecnego czynu mógł się dopuścić tylko jakiś zły czarodziej, więc postanowili zwabić go do siebie, aby wymierzyć mu karę. W tym celu postanowili zorganizować walkę magów. Na plakacie umieścili wiadomość, że jest to impreza skierowana tylko dla najlepszych, dzięki czemu mają pewność, że przyjdą wszyscy. Każdy z naszych bohaterów miał przeprowadzić eliminacje z osobna, aby przyśpieszyć cały proces. Świetnie poradziła sobie z całą sytuacją Marceline, która przy okazji zemściła się na każdym magu, który kiedykolwiek jej w jakiś sposób zaszkodził. Cały plan oczywiście nie wypalił i BMO musiał uratować sytuację. Najlepszym jednak momentem całego numeru jest gościnny występ Lumpy Space Princess, która w zabawny sposób wytłumaczyła wszystkim dlaczego główni bohaterowie nie chcą się z nią spotykać. Za co chwilę później zostaje pięknie ukarana.  Druga za to historia pokazuje czytelnikom jak krok po kroku stworzyć swój własny komiks. Użyteczna wiedza podana w bardzo przyjemny i ciekawy sposób.


A8Aquaman #8, DC Comics


scenarzysta: Geoff Johns, rysunki: Ivan Reis

Numer, który pokazuje jakim twardzielem i zimnym draniem był kiedyś Arthur. Akcja cofa się o sześć lat i dzięki temu możemy poznać wydarzenia, gdy wraz ze swoim składem super bohaterów uganiał się po Syberii w pogoni za Black Mantą. Tym samym, który obecnie ich tropi i po kolei  eliminuje. Słaba jest ta seria i to bardzo. Scenariusz nawet jeszcze nie jest taki zły. Trochę mnie zaciekawił i nawet sprawdzę co będzie dalej. Dodatkowo z racji tego, że kompletnie nie znam postaci występujących w tej serii to bardzo trudno jest mi coś przewidzieć. Co oczywiście jest wielkim plusem. Jednak cały czas mnie zastanawia z kim sypia rysownik, że otrzymał angaż przy tej serii. Jest tak kiepski, że siedząc przez 15 min na jakiejś stronie zrzeszającej rysowników znalazłbym z 5 lepszych wcale jakoś specjalnie nie szukając. Dla przykładu, jest moment gdzie jeden z głównych bohaterów profesor Shin na dwóch kadrach następujących po sobie wygląda kompletnie inaczej. Gdyby nie to że jego skóra jest w tym samym odcieniu to trudno byłoby się zorientować, że to ta sama postać. Wszystkie kobiece postacie, które w zamyśle twórców miały być zapewne bardzo seksowne, są po prostu brzydkie. Naprawdę nie mogę zrozumieć, czym kierowali się ludzie w DC dając temu panu posadę.

sobota, 16 lutego 2013

#200

Z okazji dwusetnego wpisu, zacząłem się jakiś czas temu zastanawiać, co zrobić z tej okazji. Miałem pomysł na podsumowanie i wysunięcie jakichś postanowień na przyszłość. Jednak doszedłem do wniosku, że tak na prawdę to strasznie kiepski pomysł. Postanowienia to można  w sylwestra robić po pijaku, po to by następnego dnia już o nich nie pamiętać. Podsumowania też nie będzie. Do tego należałoby najpierw coś osiągnąć, a konkurs na blog roku uświadomił mi dosadnie i niezwykle boleśnie, że nic takiego nie nastąpiło. Jednak, pomimo tego cały czas moje myśli krążyły wokół bloga i tak jakoś dotarło do mnie jak bardzo komiksowy się zrobił w ostatnim czasie.


Zadziwiające jest to tym bardziej, jeśli weźmie się pod uwagę jak bardzo niszowa jest to dziedzina w naszym kraju. Średni nakład komiksu oscyluje w okolicach tysiąca egzemplarza, co w kraju z ilością mieszkańców w okolicach 38,5 miliona jest nakładem śmiesznym. Dodatkowo publikacje, które potrafią się wysprzedać w jakimś przyzwoitym czasie kilku miesięcy od dnia publikacji jest jak na lekarstwo. Jak się tak dłużej zastanawiam nad tym, to od razu rośnie mój podziw dla wydawców za cały ogrom poświęconej pracy. Problemem w naszym kraju jest sam sposób postrzegania komiksu jako części kultury. Powstało już wiele opracowań na ten temat, choćby całkiem niedawno wydana książka Sebastiana Frąckiewicza, zatytułowana „Wyjście z getta. Rozmowy o kulturze komiksowej w Polsce”. Nadal niestety istnieje pogląd, że komiksy są skierowane tylko do dzieci, albo zdziecinniałych dorosłych.


get-attachment-2aspx


Sam kilka razy padłem ofiarą takiego sposobu myślenia. Raz na przykład, gdy pierwszy tom Kaznodziei, pod moją nieobecność, dostał do pooglądania mój czteroletni wtedy siostrzeniec. Mniejsza o to, czy mógł on z tego coś zrozumieć. Poszedłem do jego matki i spytałem czemu pozwoliła mu go przeglądać, skoro na okładce jest informacja o przeznaczeniu tej pozycji tylko dla dorosłych. W odpowiedzi usłyszałem, że jest to przecież tylko komiks i wydawca go tak specjalnie oznaczył, aby wywołać skandal i tym sposobem napędzić sprzedaż. Kazałem jej wtedy poczytać Kaznodzieję, abyśmy potem mogli o nim porozmawiać. Nigdy nie zapomnę jej zdziwienia. Według niej komiks ten był obrzydliwy i była zaskoczona jak mogę go w ogóle czytać. Swoją drogą, zapewne tylko z braku świadomości na temat tego medium przez społeczeństwo, w naszym ultra katolickim kraju nie wybuchł skandal związany z tym komiksem. Tak samo wiele razy gdy poznawałem nowe osoby zdarzało się, że od razu nadawaliśmy na tych samych falach. Oglądaliśmy te same filmy, czytaliśmy te same książki i graliśmy w te same gry. Potrafiliśmy przegadać całą noc, dopóki nie przyznawałem się do czytania komiksów. Wtedy, jak za pomocą magicznej różdżki, w jednej sekundzie całe zainteresowanie rozmówcy moją osobą gdzieś znikało i następowała ucieczka. Kiedy znajdowałem się w takiej sytuacji, często pytałem z czego wynika taka reakcja i w odpowiedzi zawsze słyszałem: "bo ja nie czytam komiksów". Nigdy żadnego. Dla mnie jest to równoznaczne, z przyznaniem się, że nigdy nie czytałem książki, albo nie oglądałem filmu. Zawsze strasznie mnie dziwiło, jak to jest, że w ludziach nawet nie siedzi taka potrzeba lub chęć, aby spróbować czegoś nowego. Przecież każdy czasem sięga po nowy film, książkę. Idzie do teatru, galerii lub na koncert. Jednak komiks jest jakimś mitycznym tworem, o którym wielu słyszało, ale tak naprawdę mało kto miał z nim styczność oraz ma jakieś pojęcie co z tym zrobić. Przykładem tego jest powszechnie zadawane pytanie czy komiks się czyta, czy ogląda?


Te wszystkie rozważania doprowadziły do kolejnego i zarazem głównego pytania: czemu akurat komiks? Dlaczego akurat mam ochotę pisać o czymś, co interesuje może setkę osób i to w dodatku na tyle zdesperowaną, aby jeszcze szukać w internecie dodatkowych informacji na ten temat? Dla mnie komiks to część sztuki na równi z filmem i literaturą, gdzie każdy z nas jest w stanie znaleźć coś dla siebie. Są pozycje o koszmarnym poziomie, oraz te które zasługują na podziw. Przy odrobinie zachodu jesteśmy w stanie znaleźć dokładnie to co będzie odpowiadać naszemu aktualnemu nastrojowi. Dodatkowo dla mnie komiks to cudowne medium, które zaspokaja na raz dwie ważne dla mnie potrzeby. Z jednej strony daje mi chwilę relaksu i oderwania od rzeczywistości. Pozwala zanurzyć mi się w jakimś nowym świecie, poznać jego historię, bohaterów oraz niuanse panujących tam zwyczajów. Z drugiej strony pozwala mi obcować z formą sztuki wizualnej. Zawsze chciałem rysować, tylko niestety brak mi samozaparcia oraz dyscypliny, aby zrobić z tym coś konkretnego. Natomiast dzięki komiksom w pewien sposób wypełniam tą cząstkę siebie i mogę w spokoju i ciszy kontemplować stronę wizualną komiksów, gdzie za każdym razem znajduję coś, co jest w stanie mnie zainteresować.


Dla mnie komiks jest ważną częścią życia, otworzył mi oczy na kolejne dziedziny sztuki jak literatura i malarstwo. Wyrobił we mnie jakąś formę wrażliwości i zmysł estetyki w postrzeganiu strony wizualnej całego ogarniającego mnie świata. Już to jest dobry powodem, aby dalej prowadzić sobie niszowego bloga dla garstki czytelników. Dodatkowo czasem nachodzi mnie taka myśl. Jeśli chociaż jedna osoba w kraju, w którym wydatki na kulturę u przeciętnego obywatela są na szarym końcu, gdzie panuje takie smutne przyzwolenie na brak obcowania ze sztuką, ktoś sięgnie pod wpływem mojego tekstu po komiks, to będę mógł z dumą powiedzieć o sobie: Jestem popularyzatorem komiksu w Polsce!